|
CZEŚĆ I
Obsługa ula Nie powinnyśmy zapominać, że pszczoły są dzikimi stworzeniami, reagującymi na czynniki zewnętrze w swój swoisty naturalny sposób podobnie jak wszystkie dzikie zwierzęta i te udomowione, a także o tym, że tak jak w całej żywej przyrodzie a wiec także u pszczół zdarza się cała gama najróżniejszych anomalii a przynajmniej może to nam wydawać się jako anomalia. Poza tym, że nasze pomysły mogą nie odpowiadać „pomysłom” pszczół bezpośrednio lub w dalszej perspektywie. Jeśli jednak jakiś pszczelarz mówi że zna pszczoły to należy od tego momentu mięć się na baczności ponieważ powiedział nieprawdę a wiec można spodziewać się następnych "nieścisłości". Nauka zebrała już ogromna wiedze o pszczołach lecz im więcej rzeczy odkrywa tym silniej pogrąża się w przekonaniu jak mało wie o pszczołach. To co aktualnie uważane jest za sukces w hodowli pszczół może okazać się katastrofą dla pszczół w dalszej perspektywie prowadzącą do pozbawienia nas tych fascynujących i pożytecznych stworzeń i miodu, tak jak już nieodwracalnie stało się z wieloma gatunkami w przyrodzie z powodu naszej „nieomylności” lub bezmyślności i z powodu płytkiej wiedzy i bezkompromisowej pogoni za zyskiem. Opieka, doglądanie, to odpowiedzialność, to obowiązki właściciela. Tak samo jak w stosunku do kota, krowy, psa, czy nawet domu który nie pielęgnowany w końcu zawali się tak i w stosunku do pszczół. Zaniedbania będą przyczyna niepowodzeń i kłopotów nie mówiąc już o tym że są nie fair w stosunku do żywych stworzeń których jesteśmy właścicielami a więc za które jesteśmy odpowiedzialni. Pocieszającym jest to że jeśli nawet porzucimy ule i pozostawimy pszczoły własnemu losowi pszczoły przeżyją to tak jak zdane tylko na siebie przeżyły miliony lat mimo przeciwności. Bardzo ogólne zasady doglądania pszczół w Nowoczesnych Ulach Bezramkowych (NUB) które prezentuje niewiele różnią się od tych które praktykuje się w używając ule wielokorpusowe, czyli zadomowienie pszczół w ulu, zbieranie miodu raz lub wielokrotnie, przegląd jesienny oraz przygotowanie do zimy, - zimowli. W ulach już zamieszkałych potrzebny jest przegląd wiosenny. Jest to wielkie uproszczenie aczkolwiek w wielkich gospodarstwach pszczelarskich do tego sprowadza się pszczela gospodarka. Pszczelarze przyzwyczajeni do uli ramkowych, którzy zdecydowali się przestawić na ule bezramkowe będą musieli mocno zmodyfikować swoje przyzwyczajenia ponieważ bardzo ogólne zasady są prawie takie same ale szczegóły i technika w doglądaniu pszczół bardzo rożni się. W ulach które prezentuje doglądanie powinno być częstsze, szczególnie w okresie intensywnego zbierania nektaru przez pszczoły. Główną przyczyna tego jest to, że pszczoły nie mają ramek z węzą w których musza zakładać gniazdo lub gromadzić miód. Mając wiec swobodę dla stosowania swoich "pomysłów". Jeśli te "pomysły" nie są po naszej myśli uważamy je za absurdalne i będziemy starać się je korygować według naszego uznania. Wczesne zauważenie anomalii dzięki wglądowi przez okno pozwala na łatwa korekcje i uniknięcie daleko większych kłopotów po ich utrwaleniu. Np. możemy zauważyć bez otwierania ula, że inicjowanie budowy nowego plastra zbacza z lini prostej wzdłuż dźwigara i łatwo zaradzić temu odpowiednio wcześnie, lub jednym spojrzeniem stwierdzić jak pięknie budowane są nowe plastry, jak ich przybywa, czy zauważyć inne zjawiska które mogą wymagać naszej ingerencji. Jestem przekonany, że pszczeli hobbiści, którzy zastosują ten typ ula z oknem będą do niego zaglądać wielokrotnie nawet w ciągu jednego dnia, przynajmniej na początku, jeśli tylko będą mieli taka możliwość i czas na to, także w nocy z latarką co jest najbardziej praktyczne. Wszystko to bez najmniejszego drażnienia pszczół a w wypadku konieczności otwarcia ula z minimalnym drażnieniem. Zaglądanie bliżej gniazda lub do gniazda może spowodować obronna reakcje pszczół i wtedy welon prawdopodobnie będzie potrzebny. Jest to jednak rzadko potrzebne. Pszczoły mają tylko dwa sposoby swojej obrony. Jeden to ucieczka, drugi to obrona swoim żądłem z poświeceniem własnego życia. Ponieważ nie są skłonne do opuszczenia swojego gniazda poświęcają wiec swoje życie w jego obronie. Dobrze że jakoś jeszcze nikt nie nazywa je terrorystkami. Pszczoły tolerują nasze zaglądanie do ula z "wyrozumiałością", ale granice tej "wyrozumiałości" mogą się im wyczerpać. Żeby nie dawać im powodu do zniecierpliwienia powinniśmy unikać pośpiechu, ale nie marnować czasu, w naszych czynnościach. Czas otwarcia ula powinien być ograniczony wyłącznie do przeprowadzenia w im koniecznych zabiegów. Pszczoły także nie lubią stukania skrobania nagłych ruchów, miażdżenia pszczół. Spokojne przesuniecie pszczół na plastrze jest możliwe nawet palcem ale strzepywanie pszczół z plastra miotełka w niezbyt wprawny sposób napewno będzie je irytować. Dadzą nam znać o tym a wtedy lepiej jest zasłonić otwarta cześć i zostawić je w spokoju na kilka minut czy nawet kilkanaście, niż ubierać "zbroję z przyłbicą" i drażnić je dalej. W tym czasie zajmą się usuwaniem ściekającego po naszych zabiegach miodu i zapomną o nieprzyjemnościach pozwalając nam na dokończenie naszych czynności. Nasze bezkompromisowe zachowanie potęguje agresywne tendencje tej rodziny co najprawdopodobniej zauważymy przy następnych naszych manipulacjach w tym ulu. Zaleta uli bezbramkowych jest także to że jeśli otwieramy go, otwieramy tylko małą cześć pozostawiając resztę w zupełnym spokoju w przeciwieństwie do uli nakładkowych w których samo usuniecie pokrywy powoduje popłoch nie mówiąc już o zdjęciu całej nakładki. Nie tylko pszczelarze ale każdy powinien znać przynajmniej podstawy związane z reakcjami naszego organizmu na użądlenia pszczół. Poświęcam temu zagadnieniu nieco miejsca, bez zagłębiania się w szczegóły, ponieważ jednym z elementów odstraszających od hodowli pszczół jest uzasadniony lęk przed nimi osób które nic lub niewiele wiedza o tych fascynujących przy bliższym poznaniu owadach. Fascynujących także tym, że wbrew ogólnej opinii są zupełnie niegroźne przy łagodnym, nie drażniącym ich obchodzeniu się z nimi. Agresywność jest raczej wyjątkiem niż regułą, ale mimo to powinniśmy być przygotowani psychicznie i praktycznie na taką ewentualność i jej skutki. Przy obsłudze uli trudno jest uniknąć drażnienia pszczół lecz można to zminimalizować. Jad pszczeli podobnie jak inne jady powoduje w naszym organizmie rożne reakcje typu odpornościowego (alergicznego) w zależności od naszych cech osobniczych, pochodzenia jadu i ilości wprowadzonego do krwi jadu. We wszystkich wypadkach jest to bolesne w rożnym stopniu, nieprzyjemne i niebezpieczne także w rożnym stopniu. Miejscowy ból i obrzęk to podstawowe symptomy ale także rzadsze reakcje w postaci szoku anafilaktycznego są bardzo poważne i wymagają natychmiastowego podania epinefriny w niektórych wypadkach i opieki lekarskiej. Brzmi to groźnie i lekceważyć tego nie można. Także nie można lekceważyć masowych użądleń. Dla złagodzenia lęku musze wyjaśnić że reakcje szoku anafilaktycznego są rzadkie i ze równie lub bardziej niebezpieczne mogą być użądlenia lub ukąszenia innych insektów, np. szerszeni. Zwykle jednak jest trochę miejscowego bólu i obrzęk. Ból mija szybko, obrzęk wolniej. Najczęściej jednak jest to chwilowy ból, lekkie miejscowe zaczerwienienie, i lekkie swędzenie. Osobnicze reakcje mogą zmieniać się bez środków farmakologicznych. Jeśli zmieniają się to od minimalnych, po jakimś czasie (dni lub miesięcy) do poważnych opuchlizn, a następnie znowu do minimalnych raczej już trwałych. Masowe ukąszenia pszczół zawsze są poważną sprawa. Ochronę małych dzieci w potencjalnie zagrożonych miejscach uważam za sprawę oczywista. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu użądleniach na przestrzeni kilku lub kilkunastu miesięcy będziemy już mieli wstępne rozeznanie jak nasz organizm reaguje i co jest konieczne i kiedy a co nie. Wszystkie te nieprzyjemności i potencjalne nieprzyjemności modyfikowane są przez charakterystykę rożnych ras pszczół i ich większą lub mniejszą agresywność od bardzo wysokiej w rasie zwanej afrykańską, poprzez rasy azjatyckie, do europejskich z których niektóre zaliczane są do bardzo łagodnych. Napisałem tak o rasie afrykańskiej ponieważ taka jest opinia o tych pszczołach w literaturze amerykańskiej, łącznie z określaniem ich jako niebezpieczne. Jest to sprzeczne, przynajmniej w części, z opinia pszczelarzy, być może tylko niektórych, którzy hodują te pszczoły i tylko te pszczoły w Afryce. Poza tym, podobnie jak na terenie poza-afrykańskim w Afryce żyje co najmniej kilka ras pszczół różniących , miedzy innymi, stopniem agresywności z których niektóre trudno nazwać agresywnymi. Trzeba się jednak liczyć z tym, że hodując rasę czy gatunek ktry uważany jest za łagodny i faktycznie jest łagodny w naszej pasiece, może się zdarzyć i często zdarza się, że któraś z rodzin jest niewspółmiernie bardziej agresywna w porównaniu do innych do tego stopnia, że utrudnia lub wręcz uniemożliwia prace w okolicy tego ula lub całej pasiece i nawet dalej. W takim wypadku odpowiedzialność o której wspominałem wcześniej spoczywa na nas ponieważ taka rodzina pszczela jest zagrożeniem nie tylko dla nas ale także osób postronnych na co nie wolno nam ich narażać. Zadomowienie ula. Kupny pakiet zawierający pszczoły, matkę i pojemnik z syropem w odpowiednio skonstruowanej skrzynce powinniśmy jak najszybciej umieścić w przygotowanym wcześniej ulu. Wytrzęsanie pszczól ze skrzynki, jak radzę doswiadczeni pszczelarze, zupełnie mnie nie przekonywało. Zastosowałem więc swoję metodę polegajęcę na:
1. Wsunięciu pod wycięganę puszkę z syropem cieńkę sztywnę tekturkę.
Żadna pszczoła nie powinna uciec przy takim zabiegu.
Jeśli nawet jakaś wydostanie się to żaden to problem.
2. Przesunięciu tekturki tak żeby wycięgnać pudełeczko z matkę i szybko zasunęć spowrotem otwór po puszce. Przy tym kilka pszczół może uciec. Pudełeczko z matkę będzie oblepione pszczołami pielęgniarkami, które niechętnie odlecę od pudełeczka. 3. Umieszczeniu pudełeczka z matkę i przylegajęcymi do niej pszczołami pomiędzy drugi i trzeci dzwigar, lub trzeci i czwarty. 4. Ustawieniu skrzynki z zakrytym otworem na kratce dennej oraz postawienie na niej puszki z syropem lub słoika z syropem jeśli w puszcze jest już bardzo mało syropu, tak żeby pszzoły miały dostęp od spodu puszki. 5. Usunięciu tekturki i zamknięciu przegrodę przestrzeni ograniczonej szescioma lub dziesiecioma dzwigarami. Po około dwóch godzinach wszystkie pszczoły ze skrzynki powinny znaleść się wokół pudełeczka z matkę pod dzwigarami w bardziej lub mniej zwartym klębie.
6. Usunieciu pustej skrzynki, zabezpieczeniu pokarmu, uwolnieniu z pudełeczka matki i pozostawieniu pszczół wlasnej dzialalności polegajęcej na organizowaniu się i natychmiastowej budowie ślicznych białych plastrów w których, takze natychmiast, matka składa jajka. Pod dwóch lub trzech dniach trzeba sprawdzić czy przypadkiem pszczoły nie miały innego pomysłu niż budowanie plastrow wzdłuż dzwigarow i czy maję i zużywaję syrop. Wczesna korekcja jest o wiele łatwiejsza niż radzenie sobie z rozległymi nieprawidłowościami. Pszczoły buduję plastry zadziwiajęco szybko jesli maję wystarczajacę ilość pożytku. W hodowli pszczół w nowoczesnych ulach bezramkowych okres intensywnego budowania nowych plastrów czy to w czasie zadomowienia nowej rodziny czy w okresie bogatego pożytku w rodzinach już rozwiniętych, wymaga zwiększonej obserwacji i często ingerencji. Pszczoły maja tendencje do „eksperymentowania” w budowie plastrów. Objawia się to często tym, że linia budowy plastra zbacza stopniowo z lini prostej i może sięgać sąsiedniego dźwigara, lub wręcz inicjowaniem budowy nowego plastra w poprzek dźwigarów. Jeśli nie jest to skorygowane wcześnie, później może to sprawić dosyć duży kłopot ponieważ następne plastry będą budowane także krzywo. Kiedy nowy plaster jest już na całej długości dźwigara zainicjowany poprawnie wtedy rozbudowywanie jego w dół przebiega bezproblemowo. Jest to niewątpliwie niezbyt mile widziane zjawisko, ale mając na względzie kłopot z kupnem lub robieniem samemu ramek i węzy i wmontowywanie węzy i drutu nie jest to wielka trudność. Poza tym przy takich zabiegach jest zawsze cos interesującego do zaobserwowania. Pszczelarze praktykują różne sposoby radzenia sobie z tym zjawiskiem. Jedni jakoś wmontowują dwu lub trzy centymetrowy pasek węzy wzdłuż dźwigara, inni wtapiają wosk w centralna linie dźwigara. Ani jeden ani drugi sposób nie rozwiązuje problemu jeśli pszczoły zadecydują o kierunku kontynuowania zaczętego już plastra. Dosyć skuteczne jest naginanie plastra. Można to stosować kiedy zbaczający plaster jest już zaawansowany i sięga około 10 cm w dół. Przecina się go poprzecznie przy samym dźwigarze i nagina na właściwe miejsce. Pszczoły natychmiast naprawia przecięte miejsce i najprawdopodobniej będą już kontynuować budowę w skorygowanym kierunku.
W mojej praktyce stosuje metodę „szczypty wosku” i czasem wraz z metodą naginania. W nowo zadomowionym ulu
obserwacja jest najistotniejsza ponieważ tak jak zostanie zainicjowany pierwszy
plaster tak będą wyglądały następne. Jeśli zauważam
odchylenie w którymś z kolejnych plastrów stosuje metodę którą
nazwałem „metodą szczypty wosku” Polega ona na uszczypnięciu
odrobiny świeżego
wosku z dołu nowego plastra i przyklejenie jej
kilka centymetrów od końca zbaczającego plastra lub kilka centymetrów
od końca dźwigara czyli ściany bocznej.
Ta szczypta ściśnięta
między dwoma palcami będzie miała w przybliżeniu około
1 cm średnicy. Jest to wystarczające żeby pszczoły
zainicjowały budowę plastra w tym miejscu i połączyły
go później z plastrem który miął tendencje do zbaczania. Można
także profilaktycznie przykleić taką szczyptę na jednym i
drugim końcu oraz w środku następnego dźwigara. Pszczoły
zainicjują tam plaster (często równocześnie) i później połączą
je w ładnej prostej linii.
Zaniedbanie tej sprawy spowoduje kłopoty
w przyszłości i może zniechęcić pszczelarza jeśli
nie będzie potrafił poradzić sobie z takimi trudnościami.
Zdjecia ilustrują klasyczną sytuacje kiedy
do zaczętego już plastra na środku dźwigara dodałem
dwie szczypty po bokach.
Okno jest bardzo pomocne ponieważ umożliwia obserwacje bez otwierania ula.
Sędze, że zdjęcia dołęczene powyżej pomogę w zrozumieniu i zastosowaniu tej techniki.
-----------------------------
|