ULE BEZRAMKOWE

KONSTRUKCJA   DŹWIGARY   OBSŁUGA ULA   ZBIERANIE MIODU   WAROZA

Nowoczesne ule, czyli ule z ramkami w skrzynkach ustawianych jedna nad drugą, zwane Langstrot, od nazwiska Lorenzo Lorraine Langstroth, maja stosunkowo nie długą historię. Ule budowane z najróżniejszego materiału, naturalnie dostępnego w danym terenie, trawa, glina, pnie drzew, w których pszczoły budują plastry jeden obok drugiego mają swoją historię pewnie tak długą jak sama historia ludzkości.
Produkcja miodu na masowa skale w której obserwacje Langstroth(a) zostały przyjęte i zastosowane stłumiła zainteresowanie innymi formami uli, znanymi wcześniej lecz zarzuconymi a co za tym idzie pozbawionymi zainteresowania w ich modyfikowaniu i usprawnianiu.

Ule znane w Polsce jako ule typu langstrot z kilkoma swoimi wersjami maja swoje wspólne cechy zarówno pozytywne jak i negatywne. Wspólną ich zaletą jest produktywność, ale także wspólnymi niekorzystnymi cechami jest ich koszt, skomplikowana i precyzyjna konstrukcja, wieloczęściowość, niewygodna obsługa, kosztowne i skomplikowane zbieranie miodu. W masowej produkcji cechy te łagodzone są korzyścią z zebranego miodu.

Zainteresowanych w pszczelarstwie, tych którzy nie maja aspiracji do zbierania wielkich ilości miodu i zadowoliłoby posiadanie dwóch lub kilku uli w przydomowym ogrodzie lub ogródku działkowym, odstraszają te negatywne cechy co kończy się w efekcie kupnem raczej nowego telewizora niż zrealizowaniu swojego pożytecznego zainteresowania.

Ule poziome, bezramkowe (TBH) w odróżnieniu od klasycznych, pionowych, nie mają ramek. Pszczoły zawieszają i budują kolejne plastry na dźwigarach ułożonych jeden obok drugiego bez szczelin pomiędzy nimi tworząc w ten sposób „sufit” ula przez który pszczoły nie mogą przedostać się wyżej do kolejnych nakładek tak jak ma to miejsce w ulach typu langstrot. Budują więc plastry jeden obok drugiego, najpierw tworząc gniazdo a następnie plastry w których magazynują miód.Ul  taki jest jedna całością. Jedyną dodatkową częścią jest dach zabezpieczający przed deszczem i promieniowaniem słonecznym.

KONSTRUKCJA
Sketch

Wyłoniły się dwa typy tego rodzaju uli, które wzbudzają zainteresowanie pszczelarzy.  Jeden i drugi typ zachowują te same pryncypia konstrukcyjne a różnią się tym, że jeden ma ściany boczne pionowe a drugi w kształcie litery „V” z obciętą dolna częścią stanowiącą dno ula, czyli w formie trapezu.

Formą eksperymentalną, ( wszystkie są jeszcze formami eksperymentalnymi) która znalazła moje zainteresowanie jest forma typu litery „V”,  z tym,  że skonstruowałem kształt pełnej litery „V” ale ściany w dolnej części nie stykają się z sobą pozostawiając szczelinę szerokości około jednego cala. Ta szczelina zamknięta drobną siatką zabezpieczającą przed małymi owadami i większymi intruzami stanowi otwór wentylacyjny a zarazem pozwala na odpływ skondensowanej w zimie na ścianach ula wody oraz pozwala na wypadanie drobnych cząsteczek wosku lub innych zanieczyszczeń, które w ulu o zamkniętym dnie trzeba okresowo usuwać. Kratka widoczna na zdjęciu to ogranicznik dla pszczół. Pszczoły nie budują plastra poniżej tej kratki ale mają wolna drogę do otworu wlotowego, który jest poniżej. Kratka ta nie jest przymocowana na stałe. Opiera się na skośnych, zwężających się ścianach. Jej szerokość decyduje o tym czy jest usytuowana  wyżej lub niżej co pozwana mi na eksperymentowanie w określeniu optymalnej wysokości plastra. Można ją także  usunąć i pozwolić pszczołom na budowanie bardziej naturalnej wielkości plastra. Może także stanowić podstawę na której usadawia się wewnętrzny karmnik jeśli zaistnieje taka potrzeba.

Konstrukcja zbiorcze

Wielkość uli prawdopodobnie znormalizuje się w przybliżeniu do wymiaru 2’ x 4’ przy wysokości  plastra około 10", przy czym szerokość 2’ uważam za graniczną i zalecam raczej węższy rozmiar.(Stopa = 12 cali. 1 cal = 2.54 cm)  Długość ula na 4 stopy wydaje się być średnią wielkością przy szerokości ula około19” . Wysokość plastra może sięgać 16" co jest wymiarem największym z jakim spotkałem się. Uważam taką wielkość za ryzykowną.
Ponieważ plaster zawieszony jest tylko górna swoją powierzchnią, naprężenia spowodowane ciężarem plastra skupiają się w okolicy przyczepu i jeśli ten ciężar jest zbyt wielki lub przyczep niedoskonały, plaster taki może odpaść,  szczególnie w czasie manipulowania nim. Także,  jeśli długość plastra jest duża, pszczoły mogą mieć tendencje do kłopotliwego zbaczania z linii wypustki wzdłuż której powinny budować plaster. Tak więc szerokość ula a tym samym szerokość plastra i długość dźwigara może być różna w zależności od przekonania pszczelarza co do swoich możliwości manipulowania plastrami. Węższe (17”) ule i płytkie a tym samym mniejsze plastry łatwiejsze są w obsłudze i maja mniejsze tendencje do zbaczania z prostej linii.
Ule które zbudowałem mieszczą dźwigary o długości od 19” do 24” i różnią się nieco nachyleniem ścian bocznych. Zbyt wcześnie abym mógł polecać długość dźwigara a tym samym szerokość ula, oraz jego głębokość regulowaną położeniem kratki. Na to potrzeba mi więcej czasu i więcej obserwacji swoich i innych pszczelarzy.
Pochyłe ściany bezwzględnie ułatwiają wyciąganie plastrów i pozwalają na kształtowanie silniejszego plastra pod względem naprężeń powodowanych jego ciężarem i budowanie bardziej naturalnego kształtu,  natomiast mogą być utrudnieniem dla tych, którzy chcieliby stosować w nich ramki.

Zdjęcie płyty (prawy narożnik) przedstawia robocze stadium bocznej ściany ula. Składa się z dwóch listew drewnianych 1” x 3” oraz płyty styropianu. Widoczne na zdjęciu wystające patyki to okrągłe bolce z twardego drzewa usztywniające i wzmacniające całość płyty. Doszedłem później do wniosku, że nie są one wcale konieczne ponieważ nie ma w tych miejscach naprężeń i klej jaki użyłem  zapewnia wystarczająco silne połączenie.
Bardzo ważna natomiast jest górna listwa. Na niej spoczywa główna odpowiedzialność za sztywność konstrukcji oraz cały ciężar zawieszonych na niej plastrów. Jest to niebagatelny ciężar który może mocno przekraczać wagę 100 kg.  Styropian (różowy) który użyłem jest bardzo dobrym izolatorem termicznym lecz jest delikatnym materiałem. Uznałem go jednak za wystarczająco wytrzymałym do celu w jakim go użyłem. Jego łatwa dostępność, niska cena i łatwość obróbki stanowią silne argumenty. Ten rodzaj styropianu użyłem także w konstrukcji pokrywy ula. Było to dosyć odważne, ale jak do tej pory nie zawiodłem się w moich przewidywaniach. Płyta styropianowa obramowana jest ramą z listew drewnianych ½” x 2 ½”. Całość pokryta jest cieńką warstwą tynku syntetycznego. Daje on doskonałe zabezpieczenia przed erozja oraz wystarczająca twardość i sztywność powierzchni. Zdejmowanie i odkładanie tej pokrywy wymaga trochę ostrożności, lecz jej lekkość jest wyraźna zaletą.
Ściany boczne na których ul stoi wykonałem ze sklejki grubości ½”. Grubsza sklejka dodaje sztywność i wartość izolacyjną..

Ul można wykonać w całości z pełnego drzewa lub z grubej sklejki. Koszt i waga takiego ula jest wtedy znacznie większa.
Wmontowanie w boczną ścianę okna nie ułatwia konstrukcji ale nie jest konieczne. Dla hobbistów jest to jednak bardzo pomocne. Wiem to z własnego doświadczenia i także słyszę często:  „ja chcę mieć z oknem”.
<>Prostota konstrukcji i łatwość obsługi w porównaniu do klasycznych uli jest trudna do zaprzeczenia. Ul taki skład się z 4 płyt (części) plus pięciu w pokrywie w porównaniu do kilkudziesięciu w ulu klasycznym. Dźwigary są praktycznie niezniszczalne jeśli wykonane są z nie paczącego się drewna.  


DŹWIGARY

Bars CompNie ma, jak do tej pory, standardu wymiarów i kształtu listwy którą nazywam dźwigarem. Normalizuje się jednak wymiar szerokości dźwigara. Szerokość ta powinna być jedynie zróżnicowana nieco w zależności od pozycji dźwigara. Mniejsza w części gniazda (1 ¼”), większa (1 ½”) w części gdzie pszczoły magazynują miód. Te wymiary często podawane w literaturze w mojej praktyce okazały się za małe. Stosuję w mojej praktyce odpowiednio 1 3/8" i 1 1/2" (1 cal = 2.54cm) Nawet ten wymiar często jest za mały i potrzebna jest listewka dla poszerzenia szerokości dźwigara w części miodnej.

Dwa przykłady dźwigarów pokazane na lewym zdjęciu to raczej skomplikowane kształty przekroju poprzecznego. Zadowalające zastosowanie maja dźwigary daleko bardziej proste do wykonania.

Kształt przekroju poprzecznego dźwigara może być rożny. Jak do tej pory nie ma zdecydowanego zdania jaki powinien być kształt. Zgodność opinii eksperymentujących pszczelarzy jest w tym, że dolna powierzchnia dźwigara powinna mieć wzdłuż swojej długiej środkowej osi jakąś wypustkę, krawędź, gzyms,  wzdłuż którego pszczoły mogłyby inicjować budowę plastra, lecz nie jest to nieodzowne.
Zachęcającą sprawą dla starszych panów mających kłopot z plecami i niezbyt krzepkich pań jest to, że praca przy ulu nie wymaga schylania się i dźwigania poza „ciężarem” pełnego miodu plastra.
Przykłady dźwigarów z otworami, na drugim zdjęciu, to przykłady których jeszcze nigdzie nie spotkałem.  Zaprojektowałem to i wykonałem jako prototypy których jeszcze nie wypróbowałem i muszę z tym poczekać do następnego roku, ponieważ w Chicago jest pełna zima.
Do konstrukcji dźwigarów z otworami skłoniło mnie to, że pszczoły w ulu bezramkowym zachowują się nieco inaczej w procesie budowania kolejnych plastrów w których magazynują miód.  Jednym z powodów może być to, że w przeciwieństwie do uli klasycznych z ramkami, w których pszczoły mają łatwy dostęp do kolejnych plastrów z czterech stron, w ulu poziomym, górna cześć, najważniejsza, jest całkowicie zamknięta. Biorąc pod uwagę to, że długość dźwigara jest stosunkowo duża, ( moje najdłuższe dźwigary mają 23 3/4") jest to długi dystans do pokonania dla pszczoły, która znalazła się w górnej części plastra w którym nie znalazła miejsca do zdeponowania swojego nektaru czy pyłku. Musi ona pokonać cały dystans do krawędzi plastra w zatłoczonym środowisku. Jeśli na krawędzi plastra znajdzie część plastra która jest przyczepiona do bocznej ściany ula, co często zdaża się, to tym bardziej utrudnia przejście do następnych plastrów. Poza tym, otwory te powinny pomódz w cyrkulacji powietrza.
Rożne wersje dźwigarów z otworami, które pokazałem na zdjęciu to próba  rozwiązania tego problemu, która czeka na zastosowanie i stwierdzenie czy to tylko teoria. Sądzę, że następny sezon da jakąś odpowiedź.
(Maj 2005)

OBSŁUGA ULA

Będąc właścicielem czegoś a wiec posiadanie prawa własności wiąże się z cywilną odpowiedzialnością. Czy to będzie pies, pistolet, akwarium z rybkami czy pszczoły, wiążą się z tym konsekwencje posiadania. Psa, miedzy innymi obowiązkami,  trzeba karmić, pistolet zabezpieczyć przed dostaniem się w niewłaściwe ręce i jeśli akwarium rozleci się i zaleje mieszkanie mieszkającego pod nami sąsiada to też będziemy mieli tego konsekwencje.  Tak więc zdawanie sobie z tego sprawy jest podstawowym warunkiem nie tylko odnośnie pszczół.

Zakładając, że jesteśmy przygotowani przynajmniej w podstawach możemy zająć sie nowym hobby.
Osiedlenie ula niewiele różni się od  techniki stosowanej w ulach klasycznych. Pakiet pszczół wraz z królową wsypujemy do przygotowanego ula. W pierwszych dniach a szczególnie jeśli dzieje się to wczesną wiosna musimy pszczołom dostarczyć syrop zrobiony z cukru. Pszczoły do momentu zorganizowania się nie maja żadnego pożywienia i polegają wyłącznie na tym co im dostarczymy nawet przy dobrej pogodzie i kwitnących już drzewach. Może to trwać kilka lub kilkanaście dni.
Mając w ulu okno możemy obserwować z jaką sprawnością pszczoły budują plastry i wypełniają je. Jeśli nie mamy okna to zaglądniecie do niego zdejmując kilka dźwigarów, w tym typie ula jest zupełnie prostą i łatwą sprawą. Kiedy już ul wypełniony jest kilkoma lub kilkunastoma plastrami, które stanowią gniazdo możemy pokusić się do zaglądnięcia do poszczególnych plastrów, poszukać królową i zapytać jak jej podoba sie w przygotowanej dla niej rezydencji.
Odkładamy kilka pustych dźwigarów dochodząc do pierwszych niepełnych plastrów. Przesuwamy je delikatnie kolejno lub odkładamy w miejsce poprzednio usuniętych pustych plastrów odkrywając w ten sposób następne. Pszczoły prawdopodobnie nawet nie zauważą tego. Nowe plastry a szczególnie niepełne plastry nie beda miały zadnych bocznych przyczepów. Zdarza się często, ze starsze, pełne, plastry mogą byc lekko poprzyczepiane. Odcinanie tych przyczepów jest prostą sprawą mając podcinacz.
Ul dobrze już rozwinięty będzie miał wiele plastrów. Pierwsze kilka lub kilkanaście od strony wlotu to będą plastry gniazda a wiec te w których królowa składa jajka. Dalsze to już plastry wyłącznie pełne miodu i końcowe niepełne.

Zaistnieć może sytuacja, że będziemy chcieli dostać się do plastrów gniazda a więc od strony wlotowej ula. Nie jest to proste i bezpieczne dla pierwszego plastra a tym samym dla królowej, która może akurat wtedy tam się znależć. Zrobiłem więc  "FANTOM".  Jest to listwa o szerokości 2" i długości równej dźwigarom danego ula. Do listwy tej przyczepiłem styropian grubości odpowiadającej szerokości listwy, która w tym wypadku spełnia rolę dźwigara. Kształt styropianu jest dokładnie taki sam jak wewnętrzny przekrój poprzeczny ula.  Tak więc ten fantom spełnia funkcje wypełniacza lub zastępcy prawdziwego plastra a także termicznego izolatora. (Dolne zdjęcie)
Wysuniecie "fantomu" nie stwarza problemu otwierając tym samym przestrzeń szerokości 2", wystarczającą całkowicie do dostania sie do wewnątrz podcinacza w celu podcięcia wszystkich ewentualnych przyczepów pierwszego,  prawdziwego plastra i po wyciągnięciu jego, następnych plastrów. Krawędzie fantomu od strony wewnętrznej ula posmarowałem lekko kosmetyczna wazeliną dla utrudnienia pszczołom kitowania a tym samym ułatwienia wyciągania fantomu.
W ten sam sposób i z tego samego materiału zrobiłem rozdzielacz (separator), ktory mogę umieścić w dowolnym miejscu ula.

W nowo zainstalowanym roju pszczoły są bardzo łagodne, także przy manipulowaniu od strony dalszej gniazda już rozwiniętego roju. Manipulowanie od strony gniazda dobrze zorganizowanego i dużego roju, szczególnie kiedy są niespodzianki w postaci nieregularnych plastrów, które trzeba skorygować, jest bardziej ryzykowne i na wszelki wypadek welon może być wskazany. Delikatność, ostrożność, unikanie drapania, stukania, wstrząsów w tych operacjach jest bardzo ważne. Pszczoły maja silnie rozwinięty instynkt samoobronny i prowokowanie ich może być bolesne.

Obsługa ula może ograniczyć się do wiosennej inspekcji, jedno lub dwurazowego zbierania miodu oraz jesiennego przygotowania do zimy. Hobbyści  mają jednak tendencję do częstszego zaglądania ponieważ zawsze jest coś do sprawdzenia, zaobserwowania, poprawienia, eksperymentowania. Wiele z  bardzo pożytecznych rzeczy wyszło właśnie od  hobbistów.  Częste zaglądanie do ula bezramkowego nie przeszkadza w ogóle pszczołom. Oczywiście, że rozbebeszanie całego gniazda i robienie w nim rewolucji, silne używanie dymu, nie pomaga pszczołom i mocno zaburza ich pracę. Delikatne wyjęcie, oglądnięcie, zrobienie zdjęcia do późniejszego analizowania i włożenie plastra spowrotem jest prawie niezauważalne przez pszczoły. Nie wymagało dymu i welonu w ogromnej większości moich podejść. Trochę wiedzy i doświadczenia co do pory dnia i pogody oczywiście jest bardzo pomocne. Obserwowanie jak pszczoły inicjują budowę plastrów, szczególnie w nowym roju pozwala na zaoszczedzenie sobie kłopotu związanego z korygowaniem nieprawidłowości kiedy plaster jest juz w pełnych rozmiarach, pełen larw lub miodu. Pszczoły czasem maja zupełnie inne pomysły niż my oczekujemy.

Dokarmianie pszczół jest kontrowersyjnym tematem. Wzdrygam się kiedy słyszę, że na jeden ul przeznacza się 20 lub więcej funtów cukru. Jest to dla mnie wbrew naturze i wbrew zasadom pszczelarstwa. Pszczoły wymagają karmienia w okresie instalowania nowego roju  w nowym ulu po dokonaniu podziału, po obrabowaniu ich z zapasów miodu i pozostawieniu zbyt krótkiego czasu na nadrobienie strat, po zorientowaniu się, że pszczoły nie nagromadziły, z różnych powodów, dostatecznej ilości zapasów do przetrwania zimy, wczesną wiosną po stwierdzeniu, że pszczoły zużyły w czasie zimy zapasy i mogą nie doczekać pełnej wiosny.
Nic dziwnego, że od czasu kiedy cukier stał się o wiele tańszy od miodu wydajność uli raptownie wzrosła. Dla mnie jednak nie tędy droga.

Obsługa uli to szeroki temat wykraczający poza moje możliwości omawiania jego w szerszym aspekcie w formacie  tego mojego internetowego dominium. Jest jednak już trochę spostrzeżeń dotyczących uli bezramkowych na które zwrócili uwagę inni pszczelarze o wieloletniej praktyce z ulami klasycznymi.  Są one bardzo obiecujące i zasługują na zwrócenie na nie uwagi szerszej społeczności pszczelarskiej dla ich utwierdzenia. Ule które omawiam są jeszcze mało znane ale bardzo szybko znajdują swoich zwolenników.


ZBIERANIE MIODU

Garnki comp Przyjemny moment zbierania miodu, na który czekaliśmy niecierpliwie nie musi być przyćmiony zabiegami o wirówkę, jej wypożyczenie, (jeśli w ogóle jest to możliwe) lub kupno. Cena nawet najtańszej wirówki odstrasza a zbudowanie jej nie jest prostą sprawą w warunkach „zrób to sam”.

Całkowity proces miodobrania z uli bezramkowych, które opisuję, odbywa się bez wirówki. Nie ma nawet znaczenia czy będzie to jeden plaster ponieważ chcemy spróbować miód z aktualnie kwitnących roślin, czy będzie to dużo plastrów. Różnica będzie polegać na tym ile i jakiej wielkości naczynia musimy przygotować do tego celu.

Miodobranie z ramek wymaga posiadania wirówki i przebiega z całym rytuałem skrobania plastra, fachowo zwanym, - odsklepianiem, wkładania ramek do wirówki, kręcenia, odwracania ramek ( w niektórych wirówkach), wyciągania i filtrowania. Zwykle, przy tej pracy,  jesteśmy sami zapaćkani miodem i wszystko na około.
Ponieważ miodobranie z uli bezramkowych jest równocześnie woskobraniem, cały plaster odcinamy od dźwigara, zwanego kiedyś snozą, do odpowiedniej wielkości naczynia. Jeśli jest to tylko jeden lub dwa plastry nie jest potrzebne duże naczynie ale w takiej sytuacji powinniśmy odcinać małe kawałki plastra tak żeby wpadały one do naczynia a nie poza jego krawędzie. Tak wiec raczej szersze i płaskie naczynie niz wąskie. Jeśli zbieramy dużo plastrów naczynie jest odpowiednio szerokie a wiec możemy jednym ruchem odciąć cały plaster tak jak to robili staropolscy bartnicy.

Przy pomocy zwykłego tłuczka do ziemniaków miażdżymy plaster tak ugotowane ziemniaki. Miazgę taką wlewamy do drugiego pojemnika z rozpięta na nim tkaniną filtrującą czyli cedzidłem. Miód będzie ściekał bez naszej pomocy. Wosk, który pozostał na naszym cedzidle, jeśli ktoś chciałby wycisnąć z niego ostatnią kroplę,  można sprasować, lub rozdrobniony nieco dać pszczołom do osuszenia. Nasze pszczółki robią to bardzo chętnie i z dużą sprawnością.  Ostatecznie, wosk taki przetapiamy, sprzedajemy lub bawimy się w wyrabianie świeczek na własny lub znajomych użytek.

Przekonanie, że pszczoły tracą wiele czasu i energii na budowanie plastra uważam że jest przesadzone. Łatwość i szybkość z jaką robią to pszczoły kiedy potrzebny jest im plaster do składowania miodu lub plaster w gniazdowy jest zadziwiająca.

Ramki, do tego jeszcze wzmocnione rozpiętym drutem, są potrzebna w ulach które są przewożone z miejsca na miejsce (gospodarka wędrowna).  Ule bezramkowe do tego celu nie nadają się i nie są do tego przeznaczone.

Zdjęcia naczyń, które prezentuje to naczynia kuchenne, łatwo dostępne lub naczynia użytku domowego także tanie i łatwo dostępne.
Pierwsze dwa zdjęcia to garnek kuchenny o pojemności 2,5 galona US ( 1 gal US = 3,78 L;  brytyjski = 4,5 L), przydatny do małych, okazyjnych zbiorów. Widoczna na tym garnku nakładka to drewniana ramka z zawieszoną na niej tkanina filtrująca. Jest to luźno tkana tkanina nylonowa doskonale nadająca się jako filtr.<>
Na drugim zdjęciu na tę nakładkę płożone jest kuchenne sito. Spełnia ono funkcję wstępnego cedzenia, czyli zatrzymywania większych grudek wosku. Wstępnie odcedzony miód spływa z sita na tkaninę filtrującą.  Ułatwia i przyspiesza cały proces oddzielania wosku od miodu. Miód zebrany w garnku jest gotowy do spożycia i delektowania się nim. Ramka („ zrób to sam”) nie jest nieodzowna. Tkaninę filtrującą można umocnić owijając kilka razy na około, poniżej krawędzi garnka, silnym sznurkiem tak żeby nie zsunęła się na dno garnka pod ciężarem filtrowanego miodu. Rozpięta powinna być luźno, tak żeby sito nie spoczywało na siatce lecz na krawędzi nakładki.

Pozostałe na zdjęciu pojemniki to 5- galonowe plastikowe wiadra. ( nieco ponad 18 litrów.) Tanie i bardzo użyteczne. Doskonale nadają się jako pojemniki na miód oraz w lekko zmodyfikowanej formie jako przyrząd do cedzenia  miodu, - cedzidlo.
Modyfikacja jest bardzo prosta i polega na wykonaniu otworu w środku dna takiego wiadra oraz podobnego otworu w pokrywie wiadra.

Pokrywę wiadra z otworem (zdj. 4) ustawia się na wiadrze- zbiorniku. Na tej pokrywie ustawia się wiadro z otworem w dnie, - cedzidło.

Cedzidło powinno wyglądać podobnie jak na pierwszych dwóch zdjęciach. Ponieważ zdobycie dużego a przede wszystkim głębokiego sita z nierdzewnej stali może napotkać na problemy a więc na początek wystarczy prosta konstrukcja. W pokrywie wycina się otwór jak na zdj. 4, z tym że dużo większy. Tkaninę filtrującą  zawiesza się tak żeby stanowiła rodzaj torby sięgający prawie dna. Pokrywa z dużym otworem służy jako element który w łatwy i skuteczny sposób mocuje płótno, ponieważ działa jak zatrzaska. Duży otwór ułatwia wlewanie miodo-woskowej mazi.

Cedzenie w ten sposób trwa nieco dłużej niż ze wstępnym sitem, ale zapewniam Was, potencjalni hobbiści, że jest zupełnie nie-pracochłonne. Dopełniające się wiadro-zbiornik wymienia się innym, takim samym, lub jakimkolwiek o mniejszej średnicy niż pokrywa z otworem lub, jeśli naczynie-zbiornik ma dużo mniejszą średnicę niż średnica dna cedzidła, to cedzidło ustawia się bezpośrednio na zbiorniku. W takiej sytuacji stabilność takiej piramidki nie jest najlepsza a więc zdawanie sobie sprawy z tego co jest pion i poziom jest bardzo przydatne.

Analogiczne rozwiązania techniczne mogą być zastosowane do jeszcze większych pojemników, ale przynajmniej ja uważam pojemność 5 galonów za bardzo praktyczną.

Przedstawione rozwiązania techniczne powinny  wystarczyć w podstawach. Trochę usprawnień jest możliwe, np. wiadro-zbiornik z przeźroczystego lub półprzeźroczystego plastiku ułatwia orientacje do jakiego poziomu zbiornik jest już wypełniony. Lub prosty zawór zamykający otwór cedzidła na czas wymieniania zbiornika. Takimi i podobnymi rozwiązaniami będę się dzielił jeśli znajdzie to zainteresowanie. W międzyczasie bardziej zaawansowani hobbyści posiadający więcej niz dwa ule mogą zaglądnąc w Część II, do   
  >>>>>    i "zarazic" się bardziej wymyślnym sposobem oddzielania wosku od miodu.

Mszyce WARROA
Chociaż w mojej praktyce nie stosowałem i nie stosuję żadnych lekarstw, preparatów chemicznych, dymu, dokarmiania, nie miąłem żadnych kłopotów z tymi mszycami co nie znaczy że moje pszczoły nie są atakowane przez te pasożydy. Nie wykluczone że właśnie dlatego. Bardziej jednak prawdopodobnym jest że raczej dzięki temu że pszczoły nie są zmuszane do tego co spotykają w powszechnie stosowanych ulach ramkowych lecz zorganizowane są w naturalny im sposób w warunkach ula bardzo zbliżonych do ekologicznych. Nie znaczy to że taki stan będę miał wiecznie, tym bardziej że skażenie ta mszycą powiększa się systematycznie. Pocieszającym jest, że pszczelarze stosujący podobny typ uli także nie maja z tym kłopotu, czasem nawet kiedy sąsiednie pasieki gospodarujące na langstrotach mają katastrofy w postaci wyginięcia uli rzędu 70%.

Varroa 1 Varroa 2 Widoczne na zdjęciu pasożyt, varroa mites, popularnie zwana w USA a w Polsce, waroza, ma naukową nazwę: Varroa jacobsoni. Pierwszy raz została zauważona na Jawie i opisana w 1904r. Od tego czasu stopniowo rozpowszechniła się na sąsiednie wyspy, kontynent. i dalej na Filipiny i Europę. W USA została zauważona w 1979 roku. Od tego czasu jest już obecna na całym kontynencie USA i stanowi poważne zagrożenie.

Pasożyt ten atakują pszczoły także już w okresie larwy i dalej w zasklepionej już komórce kiedy pszczoła rozwija się w końcowa formę. Konsekwencją są zwyrodnienia somatyczne i morfologiczne lub śmierć jeszcze przed ukończeniem stadium końcowego.

Na zdjęciu widoczne są zupełnie zdeformowane skrzydła pszczoły która co dopiero wydostała się z komórki. Inne zwyrodnienia spotykane są często.
Silne skażenie ula tą mszycą może prowadzić do całkowitego zniszczenia roju i całych pasiek.


ButonVideo
ZOBACZ
Wirtualna książka. Publikacja, styczeń 2007

Copyright © 2004-2007, Wojciech Właźliński
Prawa autorskie© zastrzeżone
netpol@interaccess.com
PoloniaNet, Ule   powrot