Ule znane w
Polsce jako ule typu langstrot z kilkoma swoimi wersjami maja swoje
wspólne
cechy zarówno pozytywne jak i negatywne. Wspólną ich
zaletą jest produktywność, ale także wspólnymi niekorzystnymi cechami jest
ich koszt,
skomplikowana i precyzyjna konstrukcja, wieloczęściowość, niewygodna
obsługa,
kosztowne i skomplikowane zbieranie miodu. W masowej produkcji cechy te
łagodzone są korzyścią z zebranego miodu.
Wyłoniły się dwa
typy tego rodzaju uli, które wzbudzają zainteresowanie
pszczelarzy. Jeden i drugi typ zachowują
te same pryncypia
konstrukcyjne a różnią się tym, że jeden ma ściany boczne
pionowe a drugi w
kształcie litery „V” z obciętą dolna częścią stanowiącą dno ula, czyli
w formie
trapezu.
Wielkość uli
prawdopodobnie znormalizuje się w przybliżeniu do wymiaru
2’ x 4’
przy wysokości plastra około 10", przy czym szerokość 2’ uważam
za
graniczną i zalecam raczej węższy rozmiar.(Stopa = 12 cali. 1 cal =
2.54 cm)
Długość ula na 4 stopy wydaje się być średnią wielkością przy
szerokości ula
około19” . Wysokość plastra może sięgać 16" co jest wymiarem
największym z
jakim spotkałem się. Uważam taką wielkość za ryzykowną.
Ponieważ plaster zawieszony jest tylko górna swoją powierzchnią,
naprężenia
spowodowane ciężarem plastra skupiają się w okolicy przyczepu i jeśli
ten
ciężar jest zbyt wielki lub przyczep niedoskonały, plaster taki może
odpaść, szczególnie w czasie manipulowania nim.
Także, jeśli
długość plastra jest duża, pszczoły mogą mieć tendencje do kłopotliwego
zbaczania z
linii wypustki wzdłuż której powinny budować plaster. Tak więc
szerokość ula a tym
samym szerokość plastra i długość dźwigara może być różna w
zależności od
przekonania pszczelarza co do swoich możliwości manipulowania
plastrami. Węższe
(17”) ule i płytkie a tym samym mniejsze plastry łatwiejsze są w
obsłudze i
maja mniejsze tendencje do zbaczania z prostej linii.
Ule które
zbudowałem mieszczą dźwigary o długości od 19” do 24” i różnią
się nieco nachyleniem ścian bocznych. Zbyt wcześnie
abym mógł
polecać długość dźwigara a tym samym szerokość ula, oraz jego głębokość
regulowaną położeniem kratki. Na to potrzeba mi więcej czasu i więcej
obserwacji swoich i innych pszczelarzy.
Pochyłe ściany bezwzględnie ułatwiają wyciąganie plastrów i
pozwalają na kształtowanie silniejszego plastra pod względem naprężeń
powodowanych jego ciężarem i budowanie bardziej naturalnego
kształtu, natomiast mogą być utrudnieniem dla tych, którzy
chcieliby stosować w nich ramki.
Ul można wykonać w
całości z pełnego drzewa lub z grubej sklejki. Koszt i waga takiego ula
jest wtedy znacznie większa. Dwa przykłady
dźwigarów pokazane na lewym zdjęciu to raczej skomplikowane
kształty
przekroju
poprzecznego. Zadowalające zastosowanie maja dźwigary daleko bardziej
proste do
wykonania.
Kształt przekroju poprzecznego dźwigara może być rożny. Jak
do tej pory nie ma zdecydowanego zdania jaki powinien być kształt.
Zgodność opinii eksperymentujących pszczelarzy jest w tym, że dolna
powierzchnia dźwigara powinna mieć wzdłuż swojej długiej środkowej osi
jakąś wypustkę, krawędź, gzyms, wzdłuż którego pszczoły
mogłyby inicjować budowę plastra, lecz nie jest to nieodzowne. Całkowity proces
miodobrania z uli bezramkowych, które opisuję, odbywa
się bez wirówki. Nie ma nawet znaczenia czy będzie to jeden
plaster ponieważ
chcemy spróbować miód z aktualnie kwitnących roślin, czy
będzie to dużo
plastrów. Różnica będzie polegać na tym ile i jakiej
wielkości naczynia musimy
przygotować do tego celu. Przy pomocy zwykłego
tłuczka do ziemniaków miażdżymy plaster tak ugotowane
ziemniaki. Miazgę taką wlewamy do drugiego pojemnika z rozpięta na nim
tkaniną
filtrującą czyli cedzidłem. Miód będzie ściekał bez naszej
pomocy. Wosk, który
pozostał na naszym cedzidle, jeśli ktoś chciałby wycisnąć z niego
ostatnią kroplę,
można sprasować, lub rozdrobniony nieco
dać pszczołom do osuszenia. Nasze pszczółki robią to bardzo
chętnie i z dużą
sprawnością. Ostatecznie, wosk taki
przetapiamy, sprzedajemy lub bawimy się w wyrabianie świeczek na własny
lub
znajomych użytek. Przekonanie, że pszczoły
tracą wiele czasu i energii na budowanie
plastra uważam że jest przesadzone. Łatwość i szybkość z jaką robią to
pszczoły
kiedy potrzebny jest im plaster do składowania miodu lub plaster w
gniazdowy
jest zadziwiająca. Ramki, do tego jeszcze
wzmocnione rozpiętym drutem, są potrzebna w
ulach które są przewożone z miejsca na miejsce (gospodarka
wędrowna). Ule bezramkowe do tego celu nie
nadają się i
nie są do tego przeznaczone. Zdjęcia naczyń, które prezentuje to
naczynia kuchenne, łatwo dostępne
lub naczynia użytku domowego także tanie i łatwo dostępne.
Wmontowanie w boczną ścianę okna nie
ułatwia konstrukcji ale nie jest konieczne. Dla hobbistów jest
to jednak
bardzo pomocne. Wiem to z własnego doświadczenia i także słyszę
często: „ja chcę mieć z oknem”.
Nie ma, jak do tej
pory, standardu wymiarów i kształtu listwy którą nazywam dźwigarem. Normalizuje się
jednak
wymiar
szerokości dźwigara. Szerokość ta powinna
być jedynie zróżnicowana nieco w
zależności od pozycji dźwigara. Mniejsza w części gniazda (1
¼”), większa (1
½”) w części gdzie pszczoły magazynują miód. Te wymiary często podawane w literaturze
w mojej praktyce okazały się za małe. Stosuję w mojej praktyce odpowiednio 1 3/8" i 1 1/2" (1 cal =
2.54cm) Nawet ten wymiar często
jest za mały i potrzebna jest
listewka dla poszerzenia szerokości dźwigara w części miodnej.
Zachęcającą sprawą dla starszych panów
mających
kłopot z plecami
i niezbyt krzepkich pań jest to, że praca przy ulu nie wymaga schylania
się i dźwigania poza „ciężarem” pełnego miodu plastra.
Przykłady dźwigarów z otworami, na drugim zdjęciu, to przykłady
których jeszcze nigdzie nie spotkałem. Zaprojektowałem to
i wykonałem jako prototypy których jeszcze nie
wypróbowałem i muszę z tym poczekać do następnego roku, ponieważ
w Chicago jest pełna zima.
Do konstrukcji dźwigarów z otworami skłoniło mnie to, że
pszczoły w ulu bezramkowym zachowują się nieco inaczej w procesie
budowania kolejnych plastrów w których magazynują
miód. Jednym z powodów może być to, że w
przeciwieństwie do uli klasycznych z ramkami, w których pszczoły
mają łatwy dostęp do kolejnych plastrów z czterech stron, w ulu
poziomym, górna cześć, najważniejsza, jest całkowicie zamknięta.
Biorąc pod uwagę to, że długość dźwigara jest stosunkowo duża, ( moje
najdłuższe dźwigary mają 23 3/4") jest to długi dystans do pokonania
dla pszczoły, która znalazła się w górnej części plastra
w
którym nie znalazła miejsca do zdeponowania swojego nektaru czy
pyłku. Musi ona pokonać cały dystans do krawędzi plastra w zatłoczonym
środowisku. Jeśli na krawędzi plastra znajdzie część plastra
która jest
przyczepiona do bocznej ściany ula, co często zdaża się, to tym
bardziej utrudnia przejście do następnych plastrów. Poza tym,
otwory te powinny pomódz w cyrkulacji powietrza.
Rożne wersje dźwigarów z otworami, które pokazałem na
zdjęciu to próba rozwiązania tego problemu, która
czeka na
zastosowanie i stwierdzenie czy to tylko teoria. Sądzę, że następny
sezon da jakąś odpowiedź.
(Maj 2005)
Będąc właścicielem czegoś a wiec posiadanie prawa własności wiąże się z
cywilną odpowiedzialnością. Czy to będzie pies, pistolet, akwarium z
rybkami czy pszczoły, wiążą się z tym konsekwencje posiadania. Psa,
miedzy innymi obowiązkami, trzeba karmić, pistolet zabezpieczyć
przed dostaniem się w niewłaściwe ręce i jeśli akwarium rozleci się i
zaleje mieszkanie mieszkającego pod nami sąsiada to też będziemy mieli
tego konsekwencje. Tak więc zdawanie sobie z tego sprawy jest
podstawowym warunkiem nie tylko odnośnie pszczół.
Zakładając, że jesteśmy przygotowani przynajmniej w podstawach możemy
zająć sie nowym hobby.
Osiedlenie ula niewiele różni się od techniki stosowanej w
ulach klasycznych. Pakiet pszczół wraz z królową
wsypujemy do przygotowanego ula. W pierwszych dniach a
szczególnie jeśli dzieje się to wczesną wiosna musimy pszczołom
dostarczyć syrop zrobiony z cukru. Pszczoły do momentu zorganizowania
się nie maja żadnego pożywienia i polegają wyłącznie na tym co im
dostarczymy nawet przy dobrej pogodzie i kwitnących już drzewach. Może
to trwać kilka lub kilkanaście dni.
Mając w ulu okno możemy obserwować z jaką sprawnością pszczoły budują
plastry i wypełniają je. Jeśli nie mamy okna to zaglądniecie do niego
zdejmując kilka dźwigarów, w tym typie ula jest zupełnie prostą
i łatwą sprawą. Kiedy już ul wypełniony jest kilkoma lub kilkunastoma
plastrami, które stanowią gniazdo możemy pokusić się do
zaglądnięcia do poszczególnych plastrów, poszukać
królową i zapytać jak jej podoba sie w przygotowanej dla niej
rezydencji.
Odkładamy kilka pustych dźwigarów dochodząc do pierwszych
niepełnych plastrów. Przesuwamy je delikatnie kolejno lub
odkładamy w miejsce poprzednio usuniętych pustych plastrów
odkrywając w ten sposób następne. Pszczoły prawdopodobnie nawet
nie zauważą tego. Nowe plastry a szczególnie niepełne plastry
nie beda miały zadnych bocznych przyczepów. Zdarza się często,
ze starsze, pełne, plastry mogą byc lekko poprzyczepiane. Odcinanie
tych przyczepów jest prostą sprawą mając podcinacz.
Ul dobrze już rozwinięty będzie miał wiele plastrów. Pierwsze
kilka lub kilkanaście od strony wlotu to będą plastry gniazda a wiec te
w których królowa składa jajka. Dalsze to już plastry
wyłącznie pełne miodu i końcowe niepełne.
Zaistnieć może sytuacja, że będziemy chcieli dostać się do
plastrów gniazda a więc od strony wlotowej ula. Nie jest to
proste i bezpieczne dla pierwszego plastra a tym samym dla
królowej, która może akurat wtedy tam się znależć.
Zrobiłem więc "FANTOM". Jest
to listwa o szerokości 2" i długości równej dźwigarom danego
ula. Do listwy tej przyczepiłem styropian grubości odpowiadającej
szerokości listwy, która w tym wypadku spełnia rolę dźwigara.
Kształt styropianu jest dokładnie taki sam jak wewnętrzny
przekrój poprzeczny ula. Tak więc ten fantom spełnia
funkcje wypełniacza lub zastępcy prawdziwego plastra a także
termicznego izolatora. (Dolne zdjęcie)
Wysuniecie "fantomu" nie stwarza problemu otwierając tym samym
przestrzeń szerokości 2", wystarczającą całkowicie do dostania sie do
wewnątrz podcinacza w celu podcięcia wszystkich ewentualnych
przyczepów pierwszego, prawdziwego plastra i po
wyciągnięciu jego, następnych plastrów. Krawędzie fantomu od
strony wewnętrznej ula posmarowałem lekko kosmetyczna wazeliną dla
utrudnienia pszczołom kitowania a tym samym ułatwienia wyciągania
fantomu.
W ten sam sposób i z tego samego materiału zrobiłem rozdzielacz
(separator), ktory mogę umieścić w dowolnym miejscu ula.
W nowo zainstalowanym roju pszczoły są bardzo łagodne, także przy
manipulowaniu od strony dalszej gniazda już rozwiniętego roju.
Manipulowanie od strony gniazda dobrze zorganizowanego i dużego roju,
szczególnie kiedy są niespodzianki w postaci nieregularnych
plastrów, które trzeba skorygować, jest bardziej
ryzykowne i na wszelki wypadek welon może być wskazany. Delikatność,
ostrożność, unikanie drapania, stukania, wstrząsów w tych
operacjach jest bardzo ważne. Pszczoły maja silnie rozwinięty instynkt
samoobronny i prowokowanie ich może być bolesne.
Obsługa ula może ograniczyć się do wiosennej inspekcji, jedno lub
dwurazowego zbierania miodu oraz jesiennego przygotowania do zimy.
Hobbyści mają jednak tendencję do częstszego zaglądania ponieważ
zawsze jest coś do sprawdzenia, zaobserwowania, poprawienia,
eksperymentowania. Wiele z bardzo pożytecznych rzeczy wyszło
właśnie od hobbistów. Częste zaglądanie do ula
bezramkowego nie przeszkadza w ogóle pszczołom. Oczywiście, że
rozbebeszanie całego gniazda i robienie w nim rewolucji, silne używanie
dymu, nie pomaga pszczołom i mocno zaburza ich pracę. Delikatne
wyjęcie, oglądnięcie, zrobienie zdjęcia do późniejszego
analizowania i włożenie plastra spowrotem jest prawie niezauważalne
przez pszczoły. Nie wymagało dymu i welonu w ogromnej większości moich
podejść. Trochę wiedzy i doświadczenia co do pory dnia i pogody
oczywiście jest bardzo pomocne. Obserwowanie jak pszczoły inicjują
budowę plastrów, szczególnie w nowym roju pozwala na
zaoszczedzenie sobie kłopotu związanego z korygowaniem nieprawidłowości
kiedy plaster jest juz w pełnych rozmiarach, pełen larw lub miodu.
Pszczoły czasem maja zupełnie inne pomysły niż my oczekujemy.
Dokarmianie pszczół jest kontrowersyjnym tematem. Wzdrygam się
kiedy słyszę, że na jeden ul przeznacza się 20 lub więcej funtów
cukru. Jest to dla mnie wbrew naturze i wbrew zasadom pszczelarstwa.
Pszczoły wymagają karmienia w okresie instalowania nowego roju w
nowym ulu po dokonaniu podziału, po obrabowaniu ich z zapasów
miodu i pozostawieniu zbyt krótkiego czasu na nadrobienie strat,
po zorientowaniu się, że pszczoły nie nagromadziły, z różnych
powodów, dostatecznej ilości zapasów do przetrwania zimy,
wczesną wiosną po stwierdzeniu, że pszczoły zużyły w czasie zimy zapasy
i mogą nie doczekać pełnej wiosny.
Nic dziwnego, że od czasu kiedy cukier stał się o wiele tańszy od miodu
wydajność uli raptownie wzrosła. Dla mnie jednak nie tędy droga.
Obsługa uli to szeroki temat wykraczający poza moje możliwości
omawiania jego w szerszym aspekcie w formacie tego mojego
internetowego dominium. Jest jednak już trochę spostrzeżeń dotyczących
uli bezramkowych na które zwrócili uwagę inni pszczelarze
o wieloletniej praktyce z ulami klasycznymi. Są one bardzo
obiecujące i zasługują na zwrócenie na nie uwagi szerszej
społeczności pszczelarskiej dla ich utwierdzenia. Ule które
omawiam są jeszcze mało znane ale bardzo szybko znajdują swoich
zwolenników.
Przyjemny moment zbierania miodu, na który
czekaliśmy niecierpliwie
nie musi być przyćmiony zabiegami o wirówkę, jej wypożyczenie,
(jeśli w ogóle
jest to możliwe) lub kupno. Cena nawet najtańszej wirówki
odstrasza a
zbudowanie jej nie jest prostą sprawą w warunkach „zrób to sam”.
Ponieważ miodobranie z uli bezramkowych jest równocześnie
woskobraniem,
cały plaster odcinamy od dźwigara, zwanego kiedyś snozą, do
odpowiedniej
wielkości naczynia. Jeśli jest to tylko jeden lub dwa plastry nie jest
potrzebne duże naczynie ale w takiej sytuacji powinniśmy odcinać małe
kawałki
plastra tak żeby wpadały one do naczynia a nie poza jego krawędzie. Tak
wiec
raczej szersze i płaskie naczynie niz wąskie. Jeśli zbieramy dużo
plastrów naczynie
jest odpowiednio szerokie a wiec możemy jednym ruchem odciąć cały
plaster tak
jak to robili staropolscy bartnicy.
Pierwsze dwa zdjęcia to garnek kuchenny o pojemności 2,5 galona US ( 1
gal US = 3,78 L; brytyjski = 4,5 L),
przydatny
do małych, okazyjnych zbiorów. Widoczna na tym garnku nakładka
to drewniana
ramka z zawieszoną na niej tkanina filtrująca. Jest to luźno tkana
tkanina
nylonowa doskonale nadająca się jako filtr.
Na drugim zdjęciu na tę nakładkę płożone jest kuchenne sito. Spełnia
ono funkcję wstępnego cedzenia, czyli zatrzymywania większych grudek
wosku. Wstępnie
odcedzony miód spływa z sita na tkaninę filtrującą. Ułatwia i przyspiesza cały proces oddzielania
wosku od miodu. Miód zebrany w garnku jest gotowy do spożycia i
delektowania
się nim. Ramka („ zrób to sam”) nie jest nieodzowna. Tkaninę
filtrującą można umocnić
owijając kilka razy na około, poniżej krawędzi garnka, silnym sznurkiem
tak
żeby nie zsunęła się na dno garnka pod ciężarem filtrowanego miodu.
Rozpięta
powinna być luźno, tak żeby sito nie spoczywało na siatce lecz na
krawędzi
nakładki.
Modyfikacja jest bardzo prosta i polega na wykonaniu otworu w środku
dna takiego wiadra oraz podobnego otworu w pokrywie wiadra.>
Pokrywę wiadra z otworem (zdj. 4) ustawia się na wiadrze- zbiorniku. Na
tej pokrywie ustawia się wiadro z otworem w dnie, - cedzidło.
Cedzidło powinno wyglądać podobnie jak na pierwszych dwóch
zdjęciach.
Ponieważ zdobycie dużego a przede wszystkim głębokiego sita z
nierdzewnej stali
może napotkać na problemy a więc na początek wystarczy prosta
konstrukcja. W
pokrywie wycina się otwór jak na zdj. 4, z tym że dużo większy.
Tkaninę
filtrującą zawiesza się tak żeby stanowiła
rodzaj torby sięgający prawie dna. Pokrywa z dużym otworem służy jako
element który
w łatwy i skuteczny sposób mocuje płótno, ponieważ działa
jak zatrzaska. Duży
otwór ułatwia wlewanie miodo-woskowej mazi.
Cedzenie w ten sposób trwa nieco dłużej niż ze wstępnym sitem,
ale
zapewniam Was, potencjalni hobbiści, że jest zupełnie nie-pracochłonne.
Dopełniające się wiadro-zbiornik wymienia się innym, takim samym, lub
jakimkolwiek
o mniejszej średnicy niż pokrywa z otworem lub, jeśli naczynie-zbiornik
ma dużo
mniejszą średnicę niż średnica dna cedzidła, to cedzidło ustawia się
bezpośrednio na zbiorniku. W takiej sytuacji stabilność takiej
piramidki nie
jest najlepsza a więc zdawanie sobie sprawy z tego co jest pion i
poziom jest
bardzo przydatne.
Analogiczne rozwiązania techniczne mogą być zastosowane do jeszcze
większych pojemników, ale przynajmniej ja uważam pojemność 5
galonów za bardzo
praktyczną.
Widoczne na zdjęciu pasożyt, varroa mites,
popularnie zwana w USA a w Polsce, waroza, ma naukową
nazwę: Varroa jacobsoni. Pierwszy raz została zauważona na Jawie
i opisana w 1904r. Od tego czasu stopniowo rozpowszechniła się na sąsiednie
wyspy, kontynent. i dalej na Filipiny i Europę. W USA została zauważona
w 1979 roku. Od tego czasu jest już obecna na całym kontynencie USA i
stanowi poważne zagrożenie.
Pasożyt ten atakują
pszczoły także już w okresie larwy i dalej w zasklepionej
już komórce kiedy pszczoła rozwija się w końcowa
formę. Konsekwencją są zwyrodnienia somatyczne i morfologiczne
lub śmierć jeszcze przed ukończeniem stadium końcowego.
Na zdjęciu
widoczne są zupełnie zdeformowane skrzydła pszczoły która
co dopiero wydostała się z komórki. Inne zwyrodnienia spotykane są
często.
Silne skażenie ula tą mszycą może prowadzić do
całkowitego zniszczenia roju i całych pasiek.
ZOBACZ
Wirtualna książka. Publikacja, styczeń
2007
Copyright © 2004-2007, Wojciech Właźliński
Prawa autorskie© zastrzeżone netpol@interaccess.com
PoloniaNet, Ule powrot