Wyspa rozbitków - przypowiesc ulatwiajaca zrozumienie zadluzajacego systemu finansowego.
1. Uratowani z tonacego okretu
Statek ulegl katastrofie wskutek eksplozji. Ludzie szukajac ratunku
chwytali sie jego szczatków. Kiedy bylo juz po wszystkim pieciorgu
z nich udalo sie uratowac. Dryfowali na prowizorycznej tratwie.
Rozbitkowie od wielu godzin obserwowali horyzont w nadziei, ze moze
spostrzeze ich jakis okret. Czy ta prowizoryczna tratwa doplyna do jakiegos
goscinnego wybrzeza?
Wtem jeden z nich krzyknal: -Ziemia! Spójrzcie, ziemia! Wlasnie
tam dokad spychaja nas fale!
W miare zblizania sie do brzegu ich twarze rozpogadzaly sie. Rozbitków
bylo pieciu. Pieciu Polaków.
Franciszek jest ciesla. To on pierwszy zawolal: ziemia! Pawel jest
rolnikiem. Jakub, doswiadczony hodowca bydla. Henryk, ogrodnik i Tomasz,
mineralog.
2. Opatrznosciowa wyspa
Nasi rozbitkowie poczuli, ze wracaja do zycia, kiedy postawili stopy
na ladzie.
Po osuszeniu sie i rozgrzaniu zapragneli poznac wyspe, na która
wyrzucily ich fale z dala od cywilizacji. Nazwali ja "Wyspa rozbitków".
Po odbyciu krótkiego spaceru przekonali sie, ze wyspa nie jest
pustynnym ugorem. Nie spotkali jednak zadnych ludzi. Natrafili natomiast
na nieliczne stado zdziczalego bydla, z czego mogli wnosic, ze dawniej
mieszkali tu ludzie.
Jakub zapewnil, ze bedzie tu mozna rozwinac hodowle bydla. Pawel stwierdzil,
ze wyspa w wiekszej czesci nadaje sie pod uprawe. Henryk oczekiwal obfitych
zbiorów z licznych drzew owocowych rosnacych na wyspie. Franciszka
zainteresowal przede wszystkim las z róznorodnym drzewostanem -
jak dobrze byloby sciac drzewa i zbudowac domy dla malej kolonii.
Tomasza najbardziej zainteresowala skalista czesc wyspy. Dostrzegl
tu oznaki, które wskazywaly na podloze bogate w mineraly. Tomasz
byl pewien, ze mimo braku ulepszonych narzedzi uda mu sie wydobyc z rudy
uzyteczne metale.
A wiec kazdy z nich móglby oddac sie swoim ulubionym zajeciom
na rzecz wspólnego dobra. Wszyscy dziekowali Opatrznosci za uratowanie
ich z wielkiego niebezpieczenstwa.
3. Prawdziwe bogactwo
I nasi przyjaciele wzieli sie do pracy.
Domy i meble sa dzielem ciesli. Z poczatku zadowalali sie skromnym
pozywieniem. Lecz wkrótce mogli zebrac plony z uprawianych przez
siebie pól. Z uplywem czasu posiadlosc rozbitków na wyspie
wzbogacala sie. Nie w zloto ani w banknoty lecz w realne bogactwo: w pozywienie,
ubranie, mieszkania - w rzeczy odpowiadajace ich potrzebom.
Kazdy z nich pracowal w swojej dziedzinie. Wszelka nadwyzke jaka ktos
wyprodukowal wymienial za nadwyzki produktów wytworzone przez pozostalych.
Zycie na wyspie nie zawsze bylo latwe, gdyz brakowalo im wielu rzeczy,
do których byli przyzwyczajeni w cywilizowanym swiecie. Ale los
ich móglby byc o wiele gorszy.
Zreszta juz w Polsce poznali kryzys. Pamietaja jak musieli sie ograniczac,
podczas gdy sklepy w odleglosci dziesieciu kroków od ich domów
byly przepelnione towarami. Tutaj przynajmniej nie musza patrzec jak sie
psuja produkty potrzebne do zycia. I nie musza obawiac sie licytacji.
Tutaj maja prawo do korzystania z owoców swojej ciezkiej pracy.
A wiec nasi rozbitkowie eksploatuja wyspe i wielbia Boga spodziewajac
sie, ze pewnego dnia odnajda swoich krewnych zachowawszy dwa wielkie dobra:
zycie i zdrowie.
4. Wielka trudnosc
Nasi przyjaciele czesto zbierali sie dla omówienia wielu spraw.
W bardzo uproszczonym systemie gospodarczym, w jakim zyli i pracowali,
jedno ich niepokoilo: ze nie maja pieniedzy. Prosta wymiana produktów
za produkty jest niedogodna. Nie zawsze produkty do wymiany sa równoczesnie
do dyspozycji. Na przyklad za drewno dostarczone rolnikowi zima mozna zaplacic
warzywami dopiero za szesc miesiecy.
Niejednokrotnie równiez zdarzalo sie, ze jeden z nich dostarczal
produktu duzych rozmiarów, za który chcialby otrzymac zaplate
droga wymiany na szereg mniejszych artykulów wyprodukowanych przez
róznych producentów w róznym czasie.
To wszystko komplikowalo sprawy biznesu i bardzo obciazalo pamiec.
Gdyby w obiegu byly pieniadze, kazdy z nich sprzedawalby swoje towary za
pieniadze. Po ich otrzymaniu kupowalby rzeczy jakie chce, kiedy chce i
gdy sa do kupienia.
Wszyscy zgodzili sie, ze system pieniezny bylby dogodny. Ale zaden
z nich nie wiedzial, jak go ustanowic. Nauczyli sie produkowac realne bogactwo:
rzeczy. Ale zupelnie nie wiedzieli jak wyprodukowac pieniadz, odzwierciedlenie
tego bogactwa.
Nie wiedzieli, w jaki sposób pieniadz powstaje i jak go stworzyc,
gdy go nie ma i gdy zdecydowali sie, ze chca go miec. W ich sytuacji na
pewno wielu wyksztalconych ludzi byloby tez w klopocie podobnie jak wszystkie
rzady byly zaklopotane w okresie dziesieciu lat poprzedzajacych wojne.
Brakowalo wówczas pieniedzy i rzady byly wobec tego zagadnienia
bezradne.
5. Przybycie jeszcze jednego rozbitka
Pewnego dnia wieczorem, gdy nasi przyjaciele siedzac na wybrzezu roztrzasali
ten problem po raz chyba setny, spostrzegli na morzu szalupe z samotnym
wioslarzem.
Pospieszyli mu na ratunek. Z jego mowy wywnioskowali, ze jest Polakiem.
Wyjawil im, ze jest Europejczykiem, który jako jedyny uratowal sie
z rozbitego statku. Podal swoje nazwisko: Marcin Golden.
Opisali mu swoje polozenie na wyspie mówiac: - Chociaz zyjemy
z dala od cywilizacji, nie mozemy sie skarzyc. Ziemia daje dobre plony,
las równiez przynosi nam korzysci. Jednego nam tylko brakuje: pieniedzy,
które by nam ulatwily wymiane naszych produktów.
- A wiec blogoslawcie przypadek, który mnie do was sprowadzil
- odrzekl Marcin.
- Jestem bankierem i pieniadz nie stanowi dla mnie zadnej tajemnicy.
W krótkim czasie moge ustanowic dla was system pieniezny, z którego
bedziecie zadowoleni. Bedziecie mieli wtedy wszystko to, co maja cywilizowani
ludzie.
Bankier! ... Bankier! ... Aniol który by przybyl prosto z Nieba
nie wzbudzilby w nich wiekszego szacunku. Czyz w krajach cywilizowanych
nie przyzwyczaili sie klaniac bankierom, którzy sprawuja kontrole
nad ruchem finansów?
6. Bóg cywilizacji
- Panie Marcinie, jako bankier nie bedzie pan na naszej wyspie pracowal.
Zajmie sie pan wylacznie naszymi pieniedzmi i finansami.
- Z przyjemnoscia z jaka by to zrobil kazdy bankier, zeby sie przyczynic
do wspólnego dobra.
- Zbudujemy panu odpowiednie mieszkanie, które bedzie odpowiadalo
godnosci bankiera. Czy w miedzyczasie mozemy pana ulokowac w pomieszczeniu
sluzacym nam do zebran?
- Oczywiscie moi przyjaciele. Ale najpierw wyniesmy z lodzi ocalone
przedmioty: prase drukarska, papier i inne akcesoria, a przede wszystkim
barylke, z która zechciejcie obchodzic sie ze szczególna
ostroznoscia.
Wyladowali wszystko, przy czym barylka ich zaintrygowala.
- Ta barylka - oswiadczyl Marcin - jest skarbem nie majacym sobie równego.
Jest pelna... zlota!
Pelna zlota! Zdawalo sie, ze z pieciu cial uleci piec dusz! Na Wyspe
Rozbitków wkroczyl bóg cywilizacji. Bóg zólty,
zawsze ukryty ale potezny, straszny, którego obecnosc czy nieobecnosc,
albo najmniejsze kaprysy moga decydowac o losie wszystkich narodów!
- Zloto! Panie Marcinie, pan jest prawdziwym, wielkim bankierem. O,
wasza wysokosc! O, czcigodny Marcinie! Najwyzszy kaplanie boga, zlota!
A wiec zechce pan przyjac nasz hold i przysiege wiernosci!
- Tego zlota starczyloby dla calego kontynentu, moi przyjaciele. Ale
zloto nie bedzie krazyc. Trzeba je schowac, gdyz jest ono dusza wszelkiego
zdrowego pieniadza, a dusza zawsze jest niewidzialna. Wytlumacze wam to
wszystko przy wreczaniu pieniedzy.
7. Zakopywanie bez swiadków
Zanim sie wszyscy rozeszli na spoczynek Marcin rzucil pytanie: - Ile
pieniedzy potrzebowalibyscie na poczatek dla przeprowadzenia waszych transakcji?
Spojrzeli po sobie i z pokora poradzili sie Marcina. Pod wplywem sugestii
dobrego bankiera doszli do wniosku, ze kazdemu z nich na poczatek wystarczy
po 200 zl.
Rozchodzac sie wymieniali entuzjastyczne komentarze. I pomimo póznej
pory spedzili wiekszosc nocy nie spiac, a ich wyobrazenia ekscytowal obraz
zlota. Udalo im sie zasnac dopiero nad ranem.
Marcin nie tracil czasu. Zapomnial o zmeczeniu, pamietajac o swojej
przyszlosci na wyspie w charakterze bankiera. Pod oslona ciemnosci nocy
wykopal dól, zatoczyl do niego barylke i zasypal ja ziemia. Dla
zatarcia wszelkich sladów przykryl to miejsce starannie ulozona
darnia i posadzil tam maly krzew.
Nastepnie na swojej malej prasie wydrukowal 1000 jednozlotowych banknotów.
Przy czym rozwazal:
- Jak te banknoty jest latwo zrobic! Ich wartosc opiera sie na produktach,
do których sprzedazy beda one sluzyc. Bez nich banknoty te nie mialyby
zadnej wartosci. Ale moich pieciu naiwnych klientów o tym nie wie.
Sadza, ze gwarancja pieniedzy jest zloto. Dzieki ich niewiedzy i nieswiadomosci
trzymam ich w reku.
8. Do kogo nalezy nowy pieniadz?
Nazajutrz wieczorem rozbitkowie zebrali sie u Marcina. Na stole lezalo
piec plików banknotów.
- Zanim te pieniadze rozdziele pomiedzy was - powiedzial bankier -
musimy sie porozumiec.
- Podstawa pieniadza jest zloto. Zloto, umieszczone w moim banku jest
moja wlasnoscia. Och! Nie martwcie sie! Pozycze wam tych pieniedzy i uzyjecie
ich na swoje potrzeby. Ale obciaze was odsetkami. Poniewaz na tej wyspie
jest malo pieniedzy, a raczej wcale ich nie ma, sadze, ze bedzie sluszne,
jesli zazadam od was niewielkiego procentu: osmiu od stu (8%).
- Istotnie , panie Marcinie, jest pan wspanialomyslny.
- Jeszcze jedno zastrzezenie: interesy interesami, nawet wsród
najlepszych przyjaciól. A wiec zanim wrecze wam te pieniadze, musicie
mi podpisac zobowiazanie do zwrotu kapitalu wraz z odsetkami. W wypadku
waszej niewyplacalnosci bede zmuszony skonfiskowac wasza wlasnosc. Och,
to jest zwykla formalnosc. Bynajmniej nie pragne waszych wlasnosci, zadowole
sie swoimi pieniedzmi, co do których jestem pewien, ze mi je zwrócicie.
A wy zatrzymacie swoja wlasnosc.
- To jest sluszne i zgodne ze zdrowym rozsadkiem, panie Marcinie. Przylozymy
sie do pracy ze zdwojona gorliwoscia i wszystko panu splacimy.
- Wlasnie oto chodzi. Gdy wylonia sie jakies nowe problemy zawsze przychodzcie
do mnie po rade. Jako bankier jestem waszym najlepszym przyjacielem. A
oto dla kazdego z was po 200 zlotych.
I pieciu przyjaciól odeszlo zachwyconych, z rekoma pelnymi pieniedzy
i glowami zatopionymi w ekstazie z ich posiadania.
9. Zagadnienie arytmetyczne
Pieniadz Marcina zaczal kursowac na wyspie. Wymiany sie ozywily i jednoczesnie
uproscily. Wszyscy byli zadowoleni i z szacunkiem i respektem klaniali
sie Marcinowi.
Jednak Tomasz, mineralog, byl zatroskany siedzac pracowicie z olówkiem
nad kartka papieru. Tomasz, jak inni, podpisal umowe, ze splaci Marcinowi
w ciagu roku 200 zl plus 16 zl odsetek. Przeciez jego produkty sa jeszcze
w ziemi, a w kieszeni ma juz tylko kilka zlotych. W jaki sposób
zdola splacic swój dlug w nadchodzacym terminie platnosci?
Dlugi czas lamal sobie glowe nad tym indywidualnym problemem, bez sukcesu.
W koncu zaczal rozpatrywac go ze spolecznego punktu widzenia.
- Jezeli wezmiemy pod uwage cala nasza spolecznosc na wyspie, czy bedziemy
w stanie wywiazac sie z naszych zobowiazan? Marcin wyprodukowal banknoty
na sume 1000 zl, a zada od nas zwrotu 1080 zl. Nawet jezeli zbierzemy wszystkie
pieniadze, jakie sa na wyspie chcac mu je oddac bedzie ich tylko 1000 zl,
a nie 1080 zl. Nikt nie ma tych dodatkowych 80 zl. Produkujemy rzeczy,
a nie zlotówki. Tak wiec Marcin bedzie mógl zawladnac cala
wyspa, poniewaz nie mozemy mu zwrócic kapitalu wraz z odsetkami
(procentem).
Jezeli sa nawet tacy, którzy sa w stanie splacic caly swój
dlug nie troszczac sie o drugich, to niektórzy z nich zbankrutuja
od razu, inni przetrwaja. Ale na tych ostatnich przyjdzie kolej! Wtedy
bankier stanie sie wlascicielem calej wyspy. Chcac temu zapobiec musimy
sie zorganizowac i wspólnie uregulowac nasze sprawy.
Tomasz bez trudu przekonal swoich towarzyszy, ze Marcin ich oszukal.
Dlatego postanowili powtórnie sie z nim spotkac.
10. Dobroczynnosc bankiera
Marcin wyczytal z ich twarzy, co sie dzieje w ich duszach.
Zachowal jednak dobra mine. Impulsywny Franciszek przedstawil mu sprawe:
- W jaki sposób mamy panu oddac 1080 zl, skoro na calej wyspie
jest tylko 1000 zl?
- Te dodatkowe 80 zl stanowia procent, moi przyjaciele. Czy wasza produkcja
nie powiekszyla sie?
- Tak, ale pieniadz sie nie powiekszyl. Pan domaga sie pieniedzy, a
nie towarów. Tylko pan robi pieniadze. Otóz pan wyprodukowal
tylko 1000 zl, a zada pan zwrotu 1080 zl. Nie mozemy panu tyle oddac!
Chwileczke, moi przyjaciele. Bankier zawsze sie dostosowuje do okolicznosci,
dla wiekszego dobra ogólu... A wiec splaccie mi tylko procent: nie
wiecej niz 80 zl. Kapital zatrzymajcie.
- Czy pan umarza caly nasz dlug, 200 zl kazdemu z nas?
- O, nie! Przykro mi, ale bankier nigdy nie rezygnuje ze splaty dlugu.
W koncu oddacie mi wszystkie pieniadze, które wam pozyczylem, ale
co roku bedziecie mi splacac tylko odsetki. Nie bede sie domagal zwrotu
kapitalu. Byc moze niektórzy z was nie beda mogli placic nawet samych
odsetek, gdyz pieniadze kraza od jednych do drugich. Ale zorganizujcie
sie jako panstwo i przyjmijcie system dobrowolnej skladki, co nazywa sie
podatkiem. Tych, którzy maja wiecej pieniedzy obciazycie wiekszym
podatkiem, biednych - mniejszym. Bylescie splacili w calosci sume odsetek,
to ja bede zadowolony, a wasze male panstwo bedzie sie pomyslnie rozwijac.
Nasi przyjaciele wyszli troche uspokojeni, ale wciaz watpiacy.
11. Ekstaza Marcina Goldena
Po odejsciu towarzyszy Marcin skupia sie i mysli:
"Mój interes jest dobry. Ci ludzie sa pracowici, ale znaja sie
na rzeczy. Ich ignorancja i latwowiernosc stanowi moja sile. Poprosili
mnie o pieniadze, a ja zakulem ich w kajdany niewoli. Podczas gdy ich oszukalem,
obsypali mnie kwiatami".
"Istotnie, mogli sie zbuntowac i wrzucic mnie do morza. Ale...mam ich
podpisy. Sa uczciwi. Dotrzymaja swoich umów. Uczciwi i ciezko pracujacy
ludzie zostali stworzeni na tym swiecie, zeby sluzyc bankierom i finansistom".
"O, wielki bankierze! O, swiatly mistrzu, sluszne jest stwierdzenie:
'Dajcie mi kontrole nad finansami narodu, a zagram na nosie tym, którzy
tworza jego prawa'. Ja, Marcin Golden, jestem panem Wyspy Rozbitków,
poniewaz kontroluje jej system pieniezny".
"Moja dusza jest przepelniona entuzjazmem i ambicja. Czuje, ze móglbym
rzadzic calym swiatem. To, co zrobilem tutaj móglbym przeprowadzic
na calej Ziemi. Niech tylko wydobede sie z tej wysepki: wiem, jak rzadzic
swiatem, nie dzierzac berla".
"Z najwieksza rozkosza wpajalbym swoja filozofie w glowy tych, którzy
kieruja spoleczenstwem: bankierów, przemyslowców, polityków,
reformatorów, profesorów, dziennikarzy - a staliby sie moimi
slugami. Masy sa stworzone do zycia w niewolnictwie, podczas gdy elita
jest ustanowiona jako ich nadzorcy".
I w olsnionym umysle Marcina powstaje cala struktura systemu bankowego.
12. Nieznosny koszt zycia
Tymczasem sytuacja na wyspie sie pogarsza. Wprawdzie produkcja wyraznie
wzrosla, ale spadla ilosc wymiany towarów (transakcji). Marcin pilnuje
swoich interesów, sciagajac odsetki regularnie. Pozostali musza
myslec o odlozeniu pieniedzy dla niego.
Pieniadz zakrzepl - zamiast krazyc swobodnie. Ci, którzy placa
najwyzsze podatki, wystepuja przeciw tym, którzy placa mniej. Podnoszac
ceny, zeby w ten sposób zrekompensowac swoje straty. A najbiedniejsi,
którzy nie placa podatków, narzekaja na drozyzne i kupuja
coraz mniej.
Nawet gdyby jeden z drugim podjeli prace zarobkowa zaczeliby nieustannie
domagac sie podwyzek plac, zeby dostosowac sie do coraz wyzszych kosztów
zycia, do drozyzny.
Obniza sie moralnosc, zanika radosc zycia, praca nie sprawia juz zadowolenia.
Bo po co pracowac? Produkty trudno jest sprzedac, a jezeli sie je sprzeda,
trzeba placic Marcinowi podatki. A wiec trzeba sie ograniczac. To jest
prawdziwy kryzys. I jeden drugiego oskarza o brak milosierdzia i o to,
ze jest powodem drozyzny.
Pewnego dnia Henryk, siedzac w swoim sadzie, doszedl do wniosku, ze
"postep", jaki przypisuja systemowi pienieznemu ustanowionemu przez bankiera
wszystko na wyspie popsul. Z pewnoscia oni sami maja wady, ale system Marcina
podsyca w nich to, co w ludzkiej naturze jest najgorsze.
I Henryk postanowil przekonac swoich przyjaciól i zjednoczyc
ich do akcji. Zaczal od Jakuba. Z nim poszlo mu latwo.- Och, nie jestem
uczony - powiedzial Jakub - ale juz od dluzszego czasu czuje, ze system
tego bankiera jest bardziej zepsuty niz nawóz w mojej oborze ubieglej
wiosny.
Wszyscy po kolei zrozumieli to i postanowili ponownie spotkac sie z
Marcinem.
13. U kowala kajdanów
U bankiera rozpetala sie burza.
- Na naszej wyspie brakuje pieniedzy, bo pan nam je zabiera. Placimy
i placimy i jestesmy panu jeszcze tyle winni, ile bylismy na poczatku.
Pracujemy, uprawiamy ziemie i powodzi sie nam gorzej niz przed pana przybyciem.
Dlugi! Dlugi! Jestesmy az po szyje w dlugach.
- Och! Badzcie chlopcy rozsadni! Wasze interesy kwitna i to wszystko
dzieki mnie. Dobry system bankowy jest najwiekszym skarbem kraju. Ale zeby
ten system dzialal korzystnie musicie miec wiare w bankiera. Przychodzcie
do mnie jakbyscie przychodzili do swojego ojca.... czy chcecie wiecej pieniedzy?
Bardzo dobrze. Moja barylka zlota jest warta o wiele tysiecy zlotych wiecej.
Obciazajac wasza wlasnosc dlugiem (hipoteka) pozycze wam nowych tysiac
zlotych.
- Tak! Teraz nasz dlug podskoczy do 2000 zl! I mamy panu placic dwukrotnie
wiekszy procent, latami, do konca naszego zycia?
- Tak, ale w miare, jak bedzie wzrastac wartosc waszych nieruchomosci
bedziecie mogli zaciagac nowe pozyczki, a splacac bedziecie mi zawsze tylko
odsetki. Zsumujcie wasze wszystkie dlugi w jeden - to sie nazywa dlugiem
skonsolidowanym. I mozecie dodawac go do dlugu rok po roku.
- I zwiekszac podatki rok po roku?
- Oczywiscie. Ale jednoczesnie kazdego roku bedzie sie powiekszac wasz
dochód.
- A wiec w miare, jak wskutek naszej pracy wyspa bedzie sie rozwijac,
bedzie sie powiekszac nasz zbiorowy dlug!
- Owszem, tak jak sie to dzieje we wszystkich cywilizowanych panstwach.
Obecnie dlug publiczny jest jak gdyby miernikiem dobrobytu kraju.
14. Wilk pozera owce
- Czy pan, panie Marcinie, nazywa to zdrowym systemem pienieznym? Dlug
publiczny, gdy staje sie nieunikniony i niesplacalny, nie jest zdrowy,
lecz szkodliwy.
- Wszelki zdrowy system monetarny, moi panowie, jest oparty na zlocie
i wychodzi z banku w postaci dlugów. Dlug narodowy jest dobra rzecza,
nie pozwala ludziom na zbytnie zadowolenie. Rzady ujarzmiane sa przez najwyzsza
i ostateczna madrosc ucielesniona w bankierach. Poniewaz jestem bankierem,
jestem na waszej wyspie pochodnia cywilizacji. Bede dyktowal wasza polityke
i regulowal wasz standard zycia.
- Panie Marcinie jestesmy tylko prostymi ludzmi, ale bynajmniej nie
chcemy takiej cywilizacji. Nie pozyczymy juz od pana ani jednego grosza.
Niech to bedzie pieniadz zdrowy czy niezdrowy, ale nie chcemy wiecej miec
z panem do czynienia.
- Wspólczuje wam, panowie, z powodu waszej niemadrej decyzji.
Ale skoro ze mna zrywacie, przypominam o waszych zobowiazaniach. A wiec
oddajcie mi wszystko: kapital i odsetki (procent).
- Alez to jest niemozliwe! Nawet gdybysmy oddali panu wszystkie pieniadze,
jakie sa na wyspie, jeszcze bylibysmy panu dluzni.
- Nic na to nie poradze. Czyscie nie zagwarantowali mi na pismie? Tak,
czy nie? A wiec na mocy swietosci umów przejmuje wszystkie wasze
zadluzone wlasnosci stanowiace gwarancje, jak to ustalilismy wówczas,
gdy byliscie tak uszczesliwieni z mego przybycia. Poniewaz nie chcecie
sluzyc potedze pieniadza dobrowolnie, zmusze was do tego sila. Nadal bedziecie
eksploatowac wyspe, ale juz dla mnie i na moich warunkach. Odejdzcie, jutro
wydam wam rozkazy.
15. Kontrola prasy
Jak prawdziwy bankier, Marcin wiedzial, ze kto sprawuje kontrole nad
systemem pienieznym jakiegos narodu, sprawuje kontrole nad samym narodem.
Ale Marcin zdawal sobie sprawe, ze dla osiagniecia tego celu trzeba sie
postarac, by naród zyl w nieswiadomosci. Dlatego nalezy go zainteresowac
innymi sprawami.
Marcin zaobserwowal, ze sposród pieciu rozbitków dwóch
bylo konserwatystami, a trzech liberalami. Rozwinelo sie to w trakcie ich
wieczornych rozmów, szczególnie po tym, jak popadli w niewolnictwo.
Pomiedzy konserwatystami i liberalami zaczely narastac stale tarcia i niezgoda.
Totez pomógl on zorganizowac dwa ugrupowania polityczne: partie
konserwatystów i liberalów. Finansuje obie partie, zyskujac
w ten sposób pewnosc, ze ten, kto zostanie wybrany pozostanie na
jego uslugach, zamiast sluzyc ludowi.
Henryk, który byl najmniej stronniczy, uwazajac, ze wszyscy
maja takie same potrzeby i aspiracje, zasugerowal utworzenie zwiazku wszystkich
ludzi, zeby wywarli nacisk na wladze. Takiego zwiazku Marcin nie móglby
uznac, poniewaz polozyloby to kres jego rzadów. Zaden dyktator,
bankier, finansista czy ktokolwiek nie móglby stanac przed wyksztalconymi
i zjednoczonymi ludzmi.
Marcin staral sie rozjatrzyc te ich polityczne dysputy do najwyzszego
stopnia. Przy pomocy swojej malej prasy drukarskiej wydawal dwa tygodniki:
"Trybune" dla liberalów i "Glos" dla konserwatystów.
"Trybuna" w skrócie mówila: "Jezeli nie jestescie juz
panami u siebie, to z powodu tych zdradzieckich konserwatystów,
którzy zawsze sa przyklejeni do wielkich interesów".
"Glos" w skrócie mówil: "Wasza zrujnowana gospodarka
i dlug panstwowy jest dzielem tych przekletych liberalów, którzy
zawsze sa gotowi do politycznych awantur".
I nasze dwa polityczne ugrupowania klócily sie w najlepsze zapominajac,
ze glównym sprawca ich niezgody jest kontroler i wladca pieniedzy,
bankier Marcin.
16. Cenne znalezisko
Pewnego dnia Tomasz, mineralog, odkryl w glebi malej zatoki, wsród
sitowia, opuszczona lódz. Brakowalo w niej wiosel i jakichkolwiek
sladów, ze ja ktos uzywal. Tomasz znalazl w lodzi skrzynie w dosc
dobrym stanie, z kilkoma sztukami bielizny, z paroma drobnymi przedmiotami
i pierwszym tomem publikacji Kredytu Spolecznego z Kanady pt.: Pierwszy
rok 'Michael'/'Vers Demain'.
Zasiadl do czytania. Tresc ksiazki pochlonela go, a twarz mu sie rozjasnila.
- Alez zawolal - powinnismy to wiedziec od dawna! Wartosc pieniadza
w zadnym wypadku nie opiera sie na zlocie, lecz na produktach, które
za pieniadze mozna kupic.
Krótko mówiac, pieniadz powinien byc rodzajem ksiegowosci,
kredytem przechodzacym z jednego konta na drugie, w zaleznosci od kupna
i sprzedazy. Ogólna suma pieniedzy zalezy od ogólnej ilosci
produktów.
Wzrostowi produkcji zawsze musi towarzyszyc odpowiedni wzrost ilosci
pieniedzy. Nigdy w zadnym czasie nie nalezy placic odsetek od nowego pieniadza
(pieniadz nie moze byc oprocentowany). Postep nie jest reprezentowany przez
wzrost dlugu publicznego, lecz przez dywidende równa dla wszystkich...
Ceny dostosowane sa do ogólnej sily nabywczej przez wspólczynnik
cen. Kredyt Spoleczny...
Tomasz nie mógl sie dluzej opanowac. Wstal i ruszyl pedem, z
ksiazka w reku, zeby podzielic sie z tym wspanialym odkryciem ze swoimi
czterema towarzyszami.
17. Pieniadz - elementarna ksiegowosc
Tomasz zmienil sie w profesora. Uczyl innych tego, czego sam sie nauczyl
z przeslanej przez Boga publikacji Kredytu Spolecznego.
- Oto - rzekl - co mozna by zrobic bez bankiera, bez jego zlota, bez
zaciagania dlugów.
- Otwieram konto na nazwisko kazdego z nas. W kolumnie po prawej stronie
zapisuje wplywy (kredyt), które powiekszaja konto; po lewej stronie
zapisuje wydatki (debet), które zmniejszaja konto.
Kazdy z nas na poczatek chcial po 200 zl. Wpisujemy 200 zl jako wplywy
dla kazdego. I w tym momencie kazdy ma natychmiast 200 zl.
Franciszek kupuje od Pawla produktów za 10 zl. Z konta Franciszka
odejmuje wiec 10, zostaje mu 190. Dodaje 10 Pawlowi, który ma teraz
210.
Jakub kupuje u Pawla za 8 zl. Odejmuje 8 Jakubowi, któremu zostaje
192. Konto Pawla wzroslo do 218.
Pawel kupuje drzewo od Franciszka za 15 zl. Pawlowi odejmujemy 15,
ma on teraz 203. 15 dodaje Franciszkowi, który ma teraz 205.
I tak dalej, z jednego konta na drugie, calkiem tak samo, jak papierowe
zlotówki przechodza z jednej kieszeni do drugiej.
Jezeli ktos z nas potrzebuje pieniedzy na powiekszenie swojej produkcji
udziela mu sie nowego potrzebnego kredytu, bez oprocentowania, który
odda on do funduszu kredytowego po dokonaniu sprzedazy. To samo odnosi
sie do nowych inwestycji publicznych, które sa finansowane (odzwierciedlane)
nowym kredytem.
Konto kazdego powieksza sie równiez okresowo o dodatkowa sume,
w zaleznosci od postepu spolecznego, bez zabierania innym. I to jest dywidenda
narodowa. W ten sposób pieniadz staje sie narzedziem sluzacym.
18. Rozpacz bankiera
Wszyscy dobrze to zrozumieli. Mala spolecznosc wyspy stala sie spolecznoscia
systemu Kredytu Spolecznego. Nazajutrz Marcin otrzymal list opatrzony piecioma
podpisami.
"Szanowny Panie, Pan nas zadluzyl, opodatkowal i wykorzystal calkiem
niepotrzebnie. Nie potrzebujemy, zeby Pan nadal kierowal naszym systemem
pienieznym. Odtad bedziemy miec wszystkie potrzebne nam pieniadze bez zlota,
bez dlugów, bez zlodzieja. Od dzis ustanawiamy na Wyspie Rozbitków
system Kredytu Spolecznego. Dywidenda narodowa zastapi dlug narodowy (dlug
publiczny).
Jezeli Pan domaga sie zwrotu kapitalu, mozemy Panu oddac wszystkie
pieniadze, jakie Pan dla nas wyprodukowal, ale nic ponadto. Nie moze sie
Pan domagac zwrotu tego, czego Pan nie wytworzyl".
Marcin jest zrozpaczony. Jego imperium sie wali. Jego marzenia rozpadly
sie. Co ma teraz zrobic? Wszelkie argumenty beda daremne. Pieciu ludzi
odkrylo prawde i stalo sie kredytowcami. Pieniadz i kredyt nie stanowia
juz dla nich zadnej tajemnicy, tak samo jak dla Marcina.
- Och, co robic? Ci ludzie zostali oswieceni i pozyskani przez Kredyt
Spoleczny. Ich doktryna rozszerzy sie znacznie szybciej niz moja. Czy powinienem
prosic ich o przebaczenie? Stac sie jednym z nich? Mam uczynic to ja, finansista
i bankier? Nigdy! Raczej odejde i spróbuje zyc na uboczu.
19. Wykryte oszustwo
W celu zabezpieczenia sie przed wszelkimi pretensjami bankiera, jakie
móglby w przyszlosci sobie roscic, nasi przyjaciele postanowili
wystawic mu dokument, stwierdzajacy, ze posiada on to wszystko, co przywiózl
na wyspe.
Dlatego sporzadzili ogólny inwentarz: lódz, mala prasa
drukarska i ... oslawiona barylka zlota.
Marcin musial wskazac miejsce, gdzie ja ukryl. Przy wykopywaniu jej
nasi przyjaciele odniesli sie do niej juz z o wiele mniejszym respektem.
Pod wplywem Kredytu Spolecznego nauczyli sie gardzic fetyszem zlota.
Tomasz, mineralog, pomagal podnosic barylke spostrzegl, ze jest zbyt
lekka jak na zloto.
Porywczy Franciszek dlugo sie nie wahajac uderzyl siekiera: oczom ich
ukazalo sie wnetrze barylki. Ani grama zlota! Kamienie, nic wiecej, tylko
zwykle kamienie, bez zadnej wartosci!...
Nasi przyjaciele nie mogli ze zdumienia przyjsc do siebie.
- Pomyslec, ze niegodziwiec nas tym czarowal! Ale tez trzeba bylo byc
naiwnym, by popasc w ekstaze na samo slowo: ZLOTO!
- Pomyslec, ze cala swoja wlasnosc zagwarantowalismy za kawalki papieru
opartego na czterech szuflach kamieni. To jest grabiez pomnozona przez
klamstwo!
- Pomyslec, ze w ciagu wielu miesiecy klócilismy sie i nienawidzilismy
z powodu takiego oszustwa! Diabel!
Gdy tylko Franciszek podniósl siekiere, bankier puscil sie pedem
w strone lasu.
20. Pozegnanie Wyspy Rozbitków
Po otwarciu barylki i ujawnieniu obludy i dwulicowosci nikt wiecej
nie slyszal o bankierze Marcinie.
Wkrótce po tym przeplywajacy w poblizu wyspy statek zauwazyl
na niej oznaki zycia i zarzucil kotwice niedaleko brzegu. Nasi rozbitkowie
dowiedzieli sie, ze statek plynie do Ameryki i poplyneli nim do Kanady.
Najwazniejsze dla nich bylo to, zeby zabrac ze soba album "Pierwszy
rok Kredytu Spolecznego", który ocalil ich z rak bankiera Marcina
i który oswiecil ich umysly nieugaszonym swiatlem.
Kiedy wrócili do Kanady Wszyscy powaznie zaangazowali sie we wspólprace z czasopismem "Michael" i stali sie oddanymi i zagorzalymi apostolami idei Kredytu Spolecznego.
Louis Even
Historia ta nie ma na celu krytyki personelu zatrudnionego w banku,
ani tez krytyki dyrektorów lub inspektorów bankowych. Oni
sa po prostu pracownikami. Od nich pracodawca wymaga odpowiedniej "postawy",
uprzejmosci, uczciwosci, dokladnego wykonywania polecen i absolutnego posluszenstwa.
To system jest wadliwy, a my wszyscy jako pierwsi jestesmy z jego powodu
poszkodowani.
Od przypowiesci do rzeczywistosci
System pieniadza zadluzajacego
System pieniadza zadluzajacego zaprowadzony przez Marcina na Wyspie
Rozbitków sprawial, ze mala spolecznosc wyspy zadluzala sie w miare,
jak wyspa rozwijala sie i wzbogacala dzieki pracy ich wszystkich.
Czy dokladnie tak samo nie dzieje sie dzisiaj w naszych cywilizowanych
panstewkach?
Dzisiejsza Polska jest obecnie bogatsza pod wzgledem rzeczywistego
majatku niz byla przed 50 lub 100 laty. Otóz porównajcie
dlug narodowy, sume wszystkich dlugów publicznych, jakie Polska
ma obecnie z dlugami przed 50, 100 lat, sprzed trzech wieków!
A przeciez to bogactwo wyprodukowala w ciagu wielu lat sama ludnosc
polska! Dlaczego wiec zadluzac ja za rezultat jej wlasnej pracy?
Dla przykladu rozwazcie przypadek szkól, wodociagów,
mostów, dróg i innych budów o charakterze publicznym.
Kto tego wszystkiego dokonal? - budowniczowie kraju. Kto dostarczyl materialu?
- fabryki kraju. A dlaczego budowniczowie moga sie zajmowac robotami publicznymi?
Poniewaz sa inni pracownicy, którzy produkuja zywnosc, odziez, obuwie
i inne dobra lub zapewniaja uslugi, z których moga korzystac konstruktorzy
i przemyslowcy.
A wiec to cala ludnosc dzieki swojej róznorodnej pracy wytwarza
te dobra. Jezeli nawet pewne rzeczy sprowadza sie z zagranicy, to w zamian
za produkty, które sie tam wyeksportowalo.
A co obecnie stwierdzamy? Wszedzie obywateli obciaza sie podatkami:
za szkoly, szpitale, mosty, drogi i inne roboty publiczne. A wiec kaze
sie placic ludnosci za to, co sama wyprodukowala.
Placic wiecej niz wynosi cena
Ale na tym nie koniec. Ludnosci kaze sie placic wiecej niz wynosi cena
tego, co ludnosc sama wyprodukowala. Jej wlasna produkcja bedaca rzeczywistym
bogactwem staje sie dla niej dlugiem obciazonym procentem. Z biegiem lat
suma procentów moze sie zrównac z wielkoscia dlugu nalozonego
przez system albo moze ja nawet przewyzszyc. W koncu dochodzi do tego,
ze ludnosci kaze sie placic dwukrotnie, trzykrotnie cene tego, co sama
wyprodukowala.
Oprócz dlugów publicznych sa tez dlugi przemyslowe, równiez
obciazone procentem. Zmuszaja one przemyslowca, przedsiebiorce do podnoszenia
cen powyzej kosztu produkcji, tak, by mógl on zwrócic pozyczony
kapital wraz z odsetkami, bez narazania sie na bankructwo.
W obecnym systemie finansowym dlugi publiczne, dlugi przemyslowe i
odsetki zawsze musi placic ludnosc. Placic w formie podatków, jesli
chodzi o dlugi publiczne; jesli chodzi o dlugi przemyslowe - placic w formie
cen, gdzie dlugi te sa zwarte. Ceny rosna, podczas gdy podatki wyciagaja
pieniadze z kieszeni.
Tyranski system
To wszystko i jeszcze wiele innych rzeczy wskazuje na system monetarny,
system finansowy, który obecnie rzadzi zamiast sluzyc i który
panuje nad ludnoscia, jak panowal Marcin nad mieszkancami wyspy, zanim
sie zbuntowali.
Ale co sie dzieje, gdy wladcy pieniadza odmawiaja udzielenia pozyczki
albo stanowia instytucjom publicznym lub przemyslowcom warunki za trudne
do spelnienia?
Wówczas instytucje panstwowe zaprzestaja wykonywania projektów,
które skadinad sa naglace; przemyslowcy zaprzestaja starania sie
o rozwój produkcji, która odpowiadalaby potrzebom. I wlasnie
z tego rodzi sie bezrobocie. A zeby bezrobotni nie umarli z glodu trzeba
obciazyc podatkami tych, którzy jeszcze cokolwiek posiadaja, albo
którzy pobieraja pensje.
Czy mozemy wyobrazic sobie bardziej tyranski system, z tak wieloma
zgrubnymi skutkami!
Przeszkoda w dystrybucji
I to jeszcze nie wszystko. Oprócz zadluzenia producentów
albo paralizowania produkcji, której finansowania sie odmawia, taki
system pieniezny jest zlym narzedziem finansowania zbytu produktów.
Chociaz sklepy i magazyny sa pelne, chociaz jest wszystko co potrzebne
do produkcji jeszcze obfitszej, zbyt produktów jest ograniczony.
Istotnie, mozna nabyc tyle produktów, ile jest sie w stanie
za nie zaplacic. Przy obfitosci produkcji powinna byc zapewniona obfitosc
sily nabywczej w portfelach. Ale tak nie jest. Obecny system naklada na
produkty ceny zawsze wyzsze, niz wynosi suma pieniedzy wkladana jako sila
nabywcza do portfeli ludnosci. Ten system nie posiada zadnego mechanizmu
wyrównujacego te luke.
Zdolnosc platnicza nie odpowiada zdolnosci produkcyjnej. Finanse nie
odpowiadaja rzeczywistosci, nie sa na tym samym poziomie. Rzeczywistosc
oznacza obfitosc dóbr latwych do wyprodukowania. Finanse oznaczaja
pieniadz racjonowany i trudny do zdobycia.
Poprawic to co jest wadliwe
Obecny system finansowy jest w rzeczywistosci systemem karzacym, zamiast
byc systemem sluzacym.
To nie znaczy, ze trzeba go zniesc, ale trzeba go poprawic. Mozna by
to doskonale zrobic stosujac zasady finansowe Kredytu Spolecznego.
Wprowadzenie zasad Kredytu Spolecznego stworzylyby system, który
by sluzyl zamiast panowac.
Louis Even
IDEA KREDYTU SPOLECZNEGO
Pieniadz odpowiadajacy rzeczywistosci
Pieniadz Marcina na Wyspie Rozbitków nie mialby zadnej wartosci,
gdyby na wyspie nie bylo produktów. Nawet jesli jego barylka byla
rzeczywiscie pelna zlota, czy mozna by bylo za nie cos kupic, gdyby nie
bylo produktów? Otóz ani pieniadz papierowy, ani jakakolwiek
suma cyfr w ksiedze Marcina nie moglaby nikogo wyzywic, gdyby nie bylo
zywnosci. To samo odnosi sie do ubrania. To samo odnosi sie do wszystkiego.
Ale na wyspie byly produkty. Pochodzily z bogactw naturalnych wyspy
oraz z pracy malej spolecznosci, która ja zamieszkiwala. Te bogactwa
naturalne, które jedynie nadaja wartosc pieniadzom, byly wlasnoscia
wszystkich mieszkanców wyspy, a nie wylacznie wlasnoscia Marcina,
bankiera.
Marcin zadluzal ich za to, co bylo ich wlasnoscia. Zrozumieli to po
zapoznaniu sie z zasadami Kredytu Spolecznego. Zrozumieli, ze wszystkie
pieniadze, caly kredyt finansowy opiera sie na realnym kredycie spoleczenstwa,
a nie na operacjach finansowych bankiera. Pieniadz powinien stac sie ich
wlasnoscia w chwili jego powstania, a wiec powinien byc im oddany, rozdzielony
pomiedzy nich bez wzgledu na to, w jaki sposób bedzie potem przechodzic
od jednych do drugich, zaleznie od przeplywu produkcji.
Odtad kwestia pieniadza stala sie dla nich tym, czym jest w istocie:
kwestia prostej rachunkowosci.
Pierwsza rzecza jakiej sie wymaga od rachunkowosci jest to, zeby byla
dokladna, zgodna z rzeczywistoscia, która odzwierciedla. Pieniadz
powinien odpowiadac produkcji bogactwa albo jego niszczeniu. Powinien postepowac
za ruchem bogactwa: obfita produkcja - obfity pieniadz; produkcja latwa
- latwy pieniadz; produkcja automatyczna - automatyczny pieniadz; produkcja
darmowa darmowy pieniadz.
Pieniadz na produkcje
Pieniadz powinien byc do dyspozycji producentów, w miare jak
go potrzebuja do uruchomienia srodków produkcji.
Jest to mozliwe, poniewaz stalo sie tak z dnia na dzien w chwili wypowiedzenia
wojny, w roku 1939. Pieniadz, którego brakowalo wszedzie od dziesieciu
lat, nagle sie pojawil i w ciagu szesciu lat wojny nie bylo zadnego problemu
braku pieniedzy na sfinansowanie calej mozliwej i wymaganej produkcji.
A wiec pieniadz moze i powinien sluzyc produkcji publicznej i produkcji
prywatnej tak samo wiernie, jak sluzyl produkcji wojennej. Wszystko, co
jest mozliwe do zrealizowania w celu zaspokojenia slusznych potrzeb ludnosci
powinno byc mozliwe do sfinansowania.
Bylby to koniec koszmarów dla organów panstwowych i samych
obywateli. Skonczyloby sie bezrobocie i zwiazane z nim ograniczenia, dopóki
istnieja rzeczy i zadania, które nalezy wykonac, zeby zaspokoic
publiczne czy prywatne potrzeby ludnosci.
Wszyscy kapitalistami. Dywidenda dla kazdego
Kredyt Spoleczny zaleca rozdzial okresowej dywidendy dla wszystkich.
Powiedzmy, sumy pienieznej przekazywanej co miesiac kazdemu, niezaleznie
od jego zajecia - calkiem tak samo, jak dywidenda przekazywana kapitaliscie,
nawet gdy nie jest osobiscie zatrudniony w produkcji.
Uznaje sie, ze kapitalista, który inwestuje swoje pieniadze
w jakims przedsiebiorstwie, ma prawo do dochodu ze swego kapitalu, dochodu,
który nazywa sie dywidenda. Tak inni uzywaja jego kapitalu i ci
inni sa za to wynagradzani w postaci pensji. Ale kapitalista ciagnie korzysci
z samego faktu obecnosci jego kapitalu w przedsiebiorstwie. Jezeli pracuje
w nim osobiscie, czerpie dochody z dwóch zródel: w postaci
wynagrodzenia za swoja prace i w postaci dywidendy za swój kapital
(inwestycje).
Otóz Kredyt Spoleczny uwaza, ze wszyscy czlonkowie spoleczenstwa
sa kapitalistami. Wszyscy sa wlascicielami wspólnego kapitalu realnego,
który ma o wiele wiekszy udzial w nowoczesnej produkcji, niz kapital
w postaci pieniedzy czy indywidualny wklad pracowników.
Co stanowi ten wspólny kapital?
Przede wszystkim zasoby naturalne kraju, których nikt nie wytworzyl,
które sa darem Bozym dla mieszkanców danego kraju.
Nastepnie suma wiedzy, wynalazków, odkryc, ulepszen techniki
produkcji - tego calego postepu przyjetego, nagromadzonego, zwiekszanego
i przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Jest to dziedzictwo wytworzone
przez minione pokolenia, którego nasze pokolenie uzywa i które
powieksza, by je przekazac nastepnemu. Nie jest to niczyja wlasnosc, ale
wspólne dobro w calym tego slowa znaczeniu.
I wlasnie to stanowi najwiekszy czynnik nowoczesnej produkcji. Zalózmy,
ze nie znamy sily napedowej pary, elektrycznosci, ropy - które sa
wynalazkami trzech ostatnich wieków - i zastanówmy sie, czym
bylaby calkowita produkcja, nawet gdyby robotnicy rzeczywiscie zwiekszyli
wydajnosc pracy i to w ciagu wielu dodatkowych godzin.
Niewatpliwie potrzeba jeszcze producentów, aby ten kapital przyniósl
dochód. Producenci sa wynagradzani za swoja prace. Ale sam kapital
powinien przynosic dywidende swoim wlascicielom, a wiec wszystkim obywatelom,
gdyz wszyscy na równi sa wspóldziedzicami minionych pokolen.
Z uwagi na to, ze ten wspólny kapital stanowi najwiekszy czynnik
nowoczesnej produkcji, dywidenda powinna byc na tyle wysoka, by kazdy mógl
dzieki niej zaspokoic przynajmniej niezbedne potrzeby egzystencji. Nastepnie
w miare jako mechanizacja, motoryzacja, automatyzacja zaczynaja odgrywac
coraz wieksza role w produkcji przy coraz mniejszym udziale pracy ludzkiej,
czesc rozdzielana w postaci dywidendy powinna byc coraz to wieksza.
Jest to zupelnie inny sposób pojmowania rozdzialu bogactw niz
obecny. Zamiast pozostawic osoby i rodziny na dnie nedzy albo opodatkowywac
tych którzy jeszcze biora udzial w produkcji, wszyscy mieli by miec
zapewniony dochód oparty na dywidendzie. Bylby to lepszy rozdzial
u zródla.
Zarazem bylby to sposób bardzo dostosowany do wielkich mozliwosci
nowoczesnej produkcji, sposób realizowania prawa kazdego czlowieka
do uzywania dóbr materialnych. Prawa, które kazda osoba ludzka
posiada z samego faktu, ze istnieje. Prawa fundamentalnego i nie ulegajacego
przedawnieniu, o którym Pius XII przypomnial w swoim historycznym
przemówieniu radiowym z 1 czerwca 1949 r.:
"Dobra materialne zostaly przez Boga stworzone dla wszystkich ludzi
i powinno sie je udostepnic wszystkim, zgodnie z zasadami sprawiedliwosci
i milosci. Kazdy czlowiek, jako istota rozumna z natury posiada podstawowe
prawo do uzywania ziemskich dóbr materialnych... to indywidualne
prawo w zaden sposób nie moze byc zniesione, nawet przez zastosowanie
innych pewnych i uznanych praw odnoszacych sie do dóbr materialnych".
Dywidenda dla wszystkich i dla kazdego: oto najswiatlejsza formula
ekonomiczna i spoleczna, jaka kiedykolwiek zaproponowano swiatu, który
nie stoi przed zagadnieniem produkcji, ale przed zagadnieniem rozdzialu
produktów (konsumpcji).
Nie przez partie polityczne
Jest wielu ludzi na calym swiecie, którzy w Kredycie Spolecznym
Douglasa widza najdoskonalsza propozycje obsluzenia nowoczesnej ekonomii
obfitosci, prowadzaca do tego, by produkty mozna bylo oddac do dyspozycji
wszystkich.
Trzeba sie jeszcze postarac, zeby ta koncepcja zostala zastosowana
w praktyce.
Niestety, na przyklad w Kanadzie politycy skompromitowali slowa Kredyt
Spoleczny, nazywajac nimi partie polityczna. Jest to najwieksze zafalszowanie
doktryny Douglasa. Doprowadzilo to do zamieszania i braku zaufania do tej
idei. Wielu z góry nie chce slyszec o Kredycie Spolecznym, gdyz
uwazaja go za partie polityczna, a sa juz czlonkami innej partii.
Jednakze Kredyt Spoleczny, wlasciwie pojety, nie jest partia polityczna.
Jest czyms przeciwnym. Sam zalozyciel szkoly kredytowej C.H. Douglas z
pewnoscia znal swoja doktryne lepiej, niz ktokolwiek inny (przede wszystkim
nieskonczenie lepiej od pyszalków, którzy chca sie poslugiwac
powierzchownym pojeciem, jakie maja o Kredycie Spolecznym w celu zaspokojenia
swych politycznych ambicji). Otóz Douglas stanowczo oswiadczyl,
ze pomiedzy Kredytem Spolecznym, a polityka wyborcza zachodzi sprzecznosc.
Partia polityczna i Kredyt Spoleczny sa to dwie nazwy, z których
jedna wyklucza druga, ze wzgledu na sama ich nature, cel, sile napedowa,
ducha.
Zasady Kredytu Spolecznego opieraja sie na filozofii. I ta filozofia
daje pierwszenstwo osobie przed grupa, przed instytucjami, nawet przed
samym rzadem. Wszelka dzialalnosc dokonywana w imie prawdziwego Kredytu
Spolecznego powinna odbywac sie w sluzbie osoby.
A jesli chodzi o partie polityczna, to jej dzialalnosc jest ozywiona
i kierowana calkiem innym duchem.
Kazda partia polityczna (stara czy nowa), ma przede wszystkim na celu
zdobyc lub utrzymac wladze, stac sie lub pozostac grupa, która bedzie
rzadzic panstwem. Jest to zdobywanie wladzy dla pewnego stronnictwa.
Kredyt Spoleczny, przeciwnie, uwaza, ze wladza powinna byc rozdzielona
pomiedzy wszystkich: wladza ekonomiczna - za posrednictwem okresowej dywidendy
umozliwiajacej kazdemu kierowanie produkcja swego kraju; wladza polityczna
- czyniac Panstwo, rzady na wszystkich szczeblach, rzecza osób,
a nie osoby rzecza Panstwa.
Partie polityczne sa zainteresowane rzadzeniem. Natomiast prawdziwy
Kredyt Spoleczny zainteresowany jest rozwojem indywidualnym i rozwojem
narodu.
Polityka partii doprowadza do tego, ze obywatele rezygnuja z osobistej
odpowiedzialnosci, gdyz partia cala wage przywiazuje do glosu wyborczego,
do aktu trwajacego zaledwie kilka sekund, dokonywanego przez obywatela
za parawanem, po spozyciu potrawki wyborczej przyprawionej wszystkimi sosami
w ciagu kampanii wyborczej.
Natomiast Kredyt Spoleczny uczy obywateli ponosic odpowiedzialnosc
samemu, zarówno w polityce, jak w innych dziedzinach, i o kazdym
czasie, biorac na siebie nadzorcza role rzadów i ich odpowiedzialnosc,
gloszac prawde i ujawniajac niesprawiedliwosc, bez wytchnienia i wszedzie,
gdzie sie ja napotka.
Wszystkie partie polityczne przyczyniaja sie do wytworzenia w narodzie
podzialów, gdyz jedne walcza z drugimi w pogoni za wladza. Otóz
wszelkie podzialy oslabiaja. Naród podzielony, oslabiony, zle sie
rzadzi.
Doktryna Kredytu Spolecznego, w przeciwienstwie do partii, sprawia,
ze obywatele staja sie swiadomi podstawowych dazen, wspólnych dla
wszystkich. Autentyczny ruch kredytowy poucza obywateli, jak maja sie zjednoczyc
dazac do zaspokojenia swoich wymagan, co do których wszyscy sa zgodni.
A w razie potrzeby jak maja wywrzec zorganizowany nacisk na rzad, niezaleznie
od tego jaka grupa bylaby u wladzy. I dlatego miesiecznik "Michael"/"Vers
Demain" zaleca w polityce presje narodu zgrupowanego poza parlamentem,
lecz oddzialywujacego na rzady, tak aby delegaci narodu mogli ustanowic
prawa w duchu Kredytu Spolecznego.
Aby mogly zatryumfowac tak wielkie idee, jak piekna kredytowa koncepcja
ekonomiczna, potrzebni sa nie politycy zadni slawy i chciwi pieniedzy,
lecz apostolowie oddajacy sie dla sprawy bezinteresownie, majacy jedynie
na celu tryumf prawdy i swiata lepszego dla wszystkich; apostolowie pozbawieni
tu, na ziemi, jakiegokolwiek wynagrodzenia, robiacy dla wytknietego celu
wszystko co mozliwe, a co do reszty - zdajacy sie na Boga.
Pismo "Michael"/"Vers Demain" pracuje nad uksztaltowaniem takich wlasnie apostolów, przedstawia ich zadania, dzialalnosc i wyniki.
Louis Even
Skopiowano ze zgoda z http://www.samoobrona.pl/ "Samoobrona"