Kielce, 4 lipca 1946
Jedna z pierwszych, jesli nie pierwsza czynnoscia urzedowa nowego ministra spraw zagranicznych Dariusza Rosatiego bylo wydanie oswiadczenia w sprawie tragedii kieleckiej w 1946 roku. Oswiadczenie to wywolalo ciag zdarzen i reperkusji miedzynarodowych. Przypomniec tu wypada sprawe oswiecimskiego Karmelu, publikacje Gazety Wyborczej o mordowaniu Zydow przez powstancow warszawskich, demonstracje grupy Tejkowskiego w Oswiecimiu, czy list prezesa Moskala do Aleksandra Kwasniewskiego. Efekt byl podobny.
Smierc 42 Zydow Rosati nazwal „pogromem zydowskim” (chyba mialo byc antyzydowskim?), ktory „dokonal sie” (sam sie dokonal?) w chaosie wojny domowej, choc wszyscy wiedza, ze wowczas w Polsce nie bylo zadnej wojny domowej, tylko regularna okupacja sowiecka. Sam Gomulka wyrazil to bardzo dobitnie na posiedzeniu Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej w maju 1945 roku: Nie jestesmy w stanie prowadzic walki z reakcja bez pomocy Armii Czerwonej. Nie mielibysmy swoich sil, aby postawic je na ich miejscu. Komunisci w Polsce byli calkowicie uzaleznieni od dyrektyw Moskwy, a dodatkowo jej interesow w podbitym kraju pilnowaly dywizje NKWD oraz sowiecka obsada UB i Informacji Wojskowej. Nawet wojsko przesycone bylo sowiecka kadra oficerska.
Dalej minister spraw zagranicznych RP pochodzenia zydowskiego Rosati stwierdzil, ze pogrom kielecki byl aktem „antysemityzmu polskiego”, ktory dokonal sie w kraju, „w ktorym nazisci budowali obozy zaglady”. Na koniec dodal: Wstydzimy sie, ze ludzmi, ktorzy popelnili te zbrodnie byli Polacy i prosimy o wybaczenie
Po tym oswiadczeniu do akcji przystapily srodowiska zydowskie. Wiceprzewodniczacy Swiatowego Kongresu Zydow, Kalman Sultanik zaproponowal powolanie komisji sledczej (z udzialem prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego), co mialoby wedlug niego zamknac sprawe Kielc i „oczyscic stosunki polsko-zydowskie”. W komisji mieliby sie takze znalezc przedstawiciele organizacji zydowskich, najlepiej z Izraela.

*

Mimo uplywu 50 lat od tamtych wydarzen, kolejne ekipy rzadzace PRL milczaly. Ograniczono sie do ujawnienia i powtarzania tylko ogolnie znanych faktow. Za smierc Zydow obarczono odpowiedzialnoscia stolarza, slusarza, dwoch milicjantow, gospodynie domowa, gonca, muzyka, fryzjera, brukarza, piekarza, szewca i woznego. Ot, typowy polski Ciemnogrod... Wyroki, wydane przez najwyzszy sad wojskowy na sesji wyjazdowej w Kielcach zapadly po bardzo pospiesznym sledztwie - prowadzonym najbardziej wowczas popularnymi metodami bicia i tortur - juz 11 lipca, czyli w tydzien po wydarzeniach. Po co ten pospiech? Proces byl pokazowy, ale juz dwa dni przed wydaniem wyroku na miejscu byl specjalny pluton egzekucyjny. Wyroki zapadly zapewne jeszcze przed procesem, co wowczas równiez bylo sprawa normalna. Wszelkie wnioski obroncow wskazujace na lamanie procedur prawnych, wnioski o powolanie bieglych zostaly odrzucone.
Nastepnego dnia po procesie zgromadzenie sedziow Najwyzszego Sadu Wojskowego na posiedzeniu niejawnym (przy nieobecnosci obroncow) odrzucilo skargi rewizyjne, pospiesznie i pod przymusem napisane przez adwokatow. I jeszcze tego samego dnia o godz. 21.25 odbyla sie eegzekucja skazanych.
Tak zacierano slady, a cala propagande wokol sprawy wyciszono w ciagu kilku tygodni. Nastepne procesy (w ktorych nie zapadaly juz kary smierci) odbywaly sie juz niejawnie. Wszystkie te elementy wskazuja jasno, ze prawdziwym celem procesu nie bylo wcale wyjasnienie prawdy, ale jej ukrycie. Za pogrom obarczono bowiem odpowiedzialnoscia m.in.: „pacholkow andersowskich” i „Armie Andersa”; „reakcje, ktora za wszelka cene chce zohydzic rzad i zywioly demokratyczne”; „peeselowsko-eneszetowska negacje”, „reakcyjne podziemie”; „najemnikow polskiej szlachty”; „bandy eneszetowskie”; „chuliganow i harcerzy”, „reakcyjne i klerykalne elementy”. Inne watki kierowaly podejrzenia na „bandy AK i WiN”. Przypisanie przeciwnikom komunizmu w Polsce winy za smierc Zydow mialo na celu skompromitowanie ich w oczach calego swiata.

*

4 lipca 1946 roku w Kielcach doszlo do pogromu, w czasie ktorego zginelo 42 Zydow i dwoch katolikow - Polakow. Wiele osob zostalo rannych i pobitych. A wszystko to na skutek plotki, ze Zydzi porywaja i morduja polskie dzieci. Dowodzil tego przypadek Henia Blaszczyka, ktory zniknal w niewiadomych okolicznosciach i pojawil sie trzy dni pozniej, twierdzac, ze wiezila go zydowska rodzina.
Wypadki z Kielc byly wielokrotnie rekonstruowane, a ich przebieg pozwala domyslac sie prowokacji. Jedyna sila, ktorej taka prowokacja byla potrzebna, byl uklad pepeerowsko-ubecki. Brakuje jednak odpowiednich dokumentow. Jak mozna sie domyslac, takich dokumentow nigdy nie sporzadzono. Nie mozna wiec lekcewazyc zadnych opinii i ustalen dokonanych nie po uplywie lat, gdy czas zaciera pamiec, ale wowczas, w 1946 roku, zaraz po 4 lipca.
Po pogromie i wobec obrzydliwej nagonki propagandowej, dane dotyczace przebiegu wydarzen zebrali czlonkowie podziemia poakowskiego. Dane te podano do wiadomosci publicznej w ulotce, zawierajacej równiez stanowisko podziemia wobec tej sprawy i ocene jej znaczenia w owczesnej polityce.
W dotychczasowych rekonstrukcjach zdarzen w Kielcach brakuje odpowiedzi na pytanie, w jakich okolicznosciach czlonkowie Gminy Zydowskiej znalezli sie w posiadaniu broni? W tamtych czasach bron mogli miec tylko nieliczni uprzywilejowani, po prostu czlonkowie PPR i funkcjonariusze UBP.
Wiele wyjasnia zeznanie jednego z zydowskich swiadkow, ktorzy pozostali przy zyciu. Otoz na kilka tygodni przed pogromem UB ostrzeglo Zydow, ze w okolicy nasilila sie dzialalnosc „band eneszetowskich” i reakcyjnej AK, ktore palaja nienawiscia do Zydow i ze moga wobec nich podjac akcje terrorystyczna. Na kilka dni przed pogromem UB zaopatrzylo Zydow w kilka sztuk broni, jak powiedziano „na wszelki wypadek”. Tak wiec 4 lipca, w chwili, gdy rozpoczal sie atak na kamienice i zaczeto wywazac drzwi, ze srodka padly strzaly, od ktorych zginelo dwoch Polakow. To tylko rozjuszylo atakujacych, ktorzy rozpoczeli regularny mord.
Wiele swiatla na tlo wydarzen w Kielcach rzuca dokument wojskowy „Sprawozdanie o walce z bandytyzmem w woj. kieleckim za okres 1-10.07.1946” Sztabu 2 Warszawskiej Dywizji Piechoty podpisane przez plk. Kupsze:
Dnia 4. 07. 46 o godz. 8.00 na komisariat MO w Kielcach zglosil sie Blaszczyk Walenty wraz z synkiem, ktory opowiadal, ze od 1 do 3 byl trzymany w komorce pewnej rodziny zydowskiej, zamieszkalej w Kielcach przy ul. Planty 7. Komendant komisariatu porucznik Zagorski Edward po porozumieniu sie z z-ca komendanta wojewodzkiego MO, mjr Gwiazdowiczem rozkazal grupie 3 wywiadowcow i 9 milicjantow zrobic rewizje w miejscu wskazanym przez chlopczyka. Zdazajacy do domu przy ul. Planty 7 natkneli sie na grupe mezczyzn i kobiet, wykrzykujacych, ze w tym domu Zydzi morduja polskie dzieci. Milicja wraz z ta grupa udala sie do domu. W tym czasie funkcjonariusze UB w Kielcach zainterweniowali zabierajac do WUBP chlopczyka i ojca oraz kierujacego rewizja funkcjonariusza MO Szelega. Rezultat dochodzenia prowadzonego z chlopcem i milicjantem jest nastepujacy. Chlopiec dluzszy czas obstawal przy legendzie, ze zostal dnia 1 lipca 1946 uprowadzony przez Zyda i trzymany w piwnicy, skad uciekl 3 lipca 1946 r. Ojciec zeznal, ze rzeczywiscie w tym czasie chlopczyk zeznal, ze od 1-3 lipca 1946 r. byl w domu niejakiego Passowskiego Antoniego (dotat nieujety), gdzie ten dawal mu cukierki i uczyl go ww legendy, jak ma zeznawac przed ojcem i milicja.
Tymczasem przy ul. Planty 7 zbieraly sie tlumy ludzi, ktore wraz z milicja demolowaly mieszkania i zabijaly mieszkajacych tam Zydow. Poslane natychmiast wojsko i KBW zmieszalo sie z tlumem i milicja, równiez brali udzial w zajsciach, zabijajac i maltretujac Zydow, a takze napadaly na interweniujacych funkcjonariuszy UBP. Byly liczne wypadki dobijania kolbami rannych Zydow przez zolnierzy i milicjantow.
Sprawozdanie niewatpliwie posluguje sie skrotami, podajac tylko najwazniejsze fakty. One wlasnie spowodowaly postawienie nastepnych pytan. Takich, na ktore nie odpowiedzialo sledztwo, ani pozniejsze opracowanie tematu.
Wiadomo, ze chlopca - Henryka Blaszczyka nikt nie porwal. W czasie pozniejszego sledztwa ujawniono, ze gospodarz domu, w ktorym mieszkali Blaszczykowie, Antoni Passowski, byl obecny w mieszkaniu Blaszczykow, gdy ich „odnaleziony” syn wrocil 3 lipca wieczorem do domu i to on kazal ojcu Henia zameldowac MO, ze dziecko porwali Zydzi. Passowski nie zostal jednak postawiony przed sadem, nie pytano o jego role w wypadkach. Czyzby byl jednym z prowokatorow? Czy rodzice chlopca brali udzial w prowokacji? Swiadkowie zeznali w sprawie, ze rzekomo porwany chlopiec byl miedzy 1, a 3 lipca na podworku domu we wsi polozonej 25 km od Kielc. Jak tam dotarl? Przebywal tylko na podworku? Nie jedzac i nie spiac? Gdzie byl naprawde?
Zydow z budynku przy Plantach 7 wyciagali i oddawali w rece tlumu „mundurowi” milicjanci. Nie brali oni - wedlug swiadkow - udzialu w mordzie i nawet nie chcieli na to patrzec. Za to w tlum wmieszalo sie wojsko i KBW. Wzieli udzial w mordzie, co pozniej podczas procesu za wszelka cene starano sie ukryc. Prowokacja widocznie przewidywala, ze krwiozercze mialo byc tylko spoleczenstwo. Zwrocmy uwage na jeszcze jeden szczegol, ktory w swej ksiazce o wydarzeniach kieleckich podaje znany reportazysta Krzysztof Kakolewski. Otoz w budynku przy ul. Planty 7 zgromadzono Zydow, ale nie kieleckich, tylko swiezo przybylych z ZSRS. Budynek byl podzielony na dwie czesci. W jednej byli Zydzi wierzacy i tzw. kibucnicy, a w drugiej klatce mieszkali funkcjonariusze UB i PPR. Do tej drugiej klatki nawet nikt nie podchodzil. Caly pogrom i zbrodnia toczyly sie godzinami w jednej klatce, gdzie mieszkali zwykli Zydzi. Mieszkancy czesci komunistycznej, choc byli znakomicie uzbrojeni, nawet nie kiwneli palcem w obronie atakowanych wspolbraci.
O stosunku owczesnych wladz do wydarzen moze swiadczyc tylko jeden fakt. Nikt z ludzi, ktorzy mordowali Zydow przy ul. Planty 7 nie zostal osadzony w procesie kieleckim i nie zostal ukarany zadna kara. Wszyscy mordercy uszli bezkarnie. Owszem, Sobczynski, szef kieleckiego UB siedzial w luksusowym wiezieniu na Rakowieckiej pol roku. Ale fakt ten stal sie pozniej podlozem jego wielkiej i wspanialej kariery.
Pytania mnoza sie:
Dlaczego nie powiodly sie pogromy zydowskie przygotowywane wczesniej w Krakowie i Rzeszowie? A dlaczego powiodl sie kielecki? Nie wiemy, dlaczego w dniu pogromu Zydow przebywali w Kielcach wysocy przedstawiciele centrali MBP, w tym Adam Humer. Nie wiemy, dlaczego przed poludniem tego dnia przebywali juz w miescie wysocy urzednicy KC PPR Chelchowski i Buczynski, ktorzy w pozniejszym sprawozdaniu napisali, ze przyjechali w zwiazku z rozruchami antyzydowskimi. Skad jednak wiedzieli o nich na kilka godzin przed ich rozpoczeciem? Nie wiemy jaka role odgrywal w tym wszystkim specjalny wyslannik NKWD, doradca w WUBP - niejaki Michail Aleksandrowicz Dyomin (Domin), ktory wyjechal dwa tygodnie pozniej z miasta...
Nie wiemy, dlaczego miejscowe wladze komunistyczne przez wiele godzin zachowywaly sie biernie. Wojewoda kieleckim byl wowczas Eugeniusz Wislicz-Iwanczyk, w czasie wojny oficer AL, uznany przez AK za kolaboranta niemieckiego. W miejscowym UB byli oficerowie pochodzenia zydowskiego. Zydowskiego pochodzenia byl tez owczesny prezydent miasta, Zarecki. I sekretarzem KW PPR w Kielcach byl Jozef Kalinowski, ktory nie ukrywal swego zydowskiego pochodzenia. Za antysemite uchodzil natomiast mjr Wladyslaw Spychaj vel Sobczynski, ktory objal funkcje miejscowego szefa UB po Zydzie A. Korneckim, przeniesionym do Poznania. Sobczynski, oskarzony o inspirowanie pogromu, tlumaczyl po latach, ze wszystkim kierowalo NKWD. Jak wspominalismy, przesiedzial w wiezieniu pol roku, a pozniej zrobil kariere...
Sprawa kielecka powinna byc rozpatrywana w znacznie szerszym kontekscie. Ma ona bowiem swoje tlo, ktore pozwala nieco glebiej na nia spojrzec. Po pierwsze; do pogromu doszlo tuz po referendum 30 czerwca, ktore mialo uwiarygodnic komunistow w oczach swiata, jako wladze legalna, cieszaca sie poparcie spoleczenstwa. Inna zastanawiajaca zbieznoscia jest fakt, iz wlasnie 4 lipca 1946 roku na procesie norymberskim rozpoczely sie przemowienia stron w sprawie Katynia, o ktory komunisci sowieccy oskarzali Niemcow. Ten watek nie mogl sie utrzymac nawet w tak sprzyjajacej Stalinowi atmosferze na Zachodzie. Pogrom kielecki stal sie wiec znakomita zaslona dymna, ktora przycmila te sprawe.
Na tym jednak nie koniec. Dziwnym trafem, wydarzenia podobne do kieleckich mialy miejsce prawie rownolegle w innych krajach podbitych przez Sowietow: na Wegrzech, Ukrainie i w Slowacji. Efektem tych dzialan byla kilkusettysieczna emigracja wschodnich Zydow do Palestyny, gdzie wkrotce powstalo panstwo Izrael. Stad zapewne bierze sie rozpowszechniana czasem wersja o spisku syjonistycznym, aby odwrocic uwage od prawdziwych sprawcow.
Wnioski nasuwaja sie takie:
Trudno owe wydarzenia okreslac jako „pogrom”. Byl to po prostu regularny mord dokonany przez komunistyczne oddzialy milicyjne i wojskowe. Na poczatku milicja rozbroila Zydow, a potem ich kolejno, systematycznie zabijano.
Obarczanie oddpowiedzialnoscia za wydarzenia Polakow, czy ludnosci Kielc jest calkowicie bezpodstawne. Nie mordowal zatem „motloch”, tylko regularne oddzialy milicji i wojska, dzialajace w zwartych formacjach, zgodnie z rozkazami dowodcow.
Zaden ze sprawcow pogromu nie poniosl kary, choc nietrudno wskazac, przynajmniej niektorych, z imienia i nazwiska. Ludzie, ktorych skazano w procesie nie mieli dostepu do miejsca zbrodni. Faktyczni zbrodniarze prawdopodobnie dotat spokojnie zyja.
Oceniajac wydarzenia w kategorii odpowiedzialnosci narodowej moznaby powiedziec, ze kowal okradl kowala, a Cygana powiesili. Powszechnie wiadomo, jaki byl sklad narodowosciowy rzadzacego na terytorium Polski kierownictwa partii komunistycznej. Zas z przebiegu wydarzen jasno wynika, ze decyzja zabicia tych nieszczesnikow musiala zapasc na wysokim szczeblu. W tej sprawie jest o wiele wiecej niejasnosci...
Na marginesie nalezy dodac, ze podczas obrad okraglego stolu w Magdalence w 1989 roku dziwnym trafem wielogodzinny pozar pochlonal cale zasoby kieleckiej bezpieki z pierwszych lat powojennych. Miedzy innymi tajne akta dotyczace pogromu Zydow z 1946 roku...


Powyzszy tekst opracowano na podstawie artykulow: „Pretekst kielecki” Leszka Zebrowskiego (Gazeta Polska, 29 lutego 1996), „Naukowa ostroznosc i niewierni wierni” Marii Dominiki Antosik (Gazeta Polska, 13 czerwca 1996), „Co sie stalo w Kielcach” Anny Grazyny Kister (Gazeta Polska, 13 czerwca 1996) i ksiazki Krzysztofa Kakolewskiego „Umarly cmentarz” (Wydawnictwo „von borowiecky”, 01-231 Warszawa, ul. Plocka 8/132, tel/fax 675-3681).