NASZ DZIENNIK
Sobota-Niedziela, 26-27 kwietnia 2003, Nr 98 (1594)
http://www.naszdziennik.pl/print.php?dat=20030426&id=my21.txt&typ=my
List otwarty do Ministra Sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka
Szanowny Panie Ministrze!
Niedawno dowiedziałem się z publikacji w "Tygodniku Powszechnym" z 6 kwietnia
2003 r., że Prokuratura Okręgowa w Warszawie, prowadząc postępowanie przeciwko
różnym książkom i autorom, objęła swym postępowaniem również
książkę mego autorstwa "100 kłamstw J.T. Grossa o żydowskich sąsiadach i
Jedwabnem". Publikowany w "Tygodniku Powszechnym" komunikat Rzecznika Prokuratury
Okręgowej w Warszawie Macieja Kujawskiego stwierdzał, że godzący także w
moją książkę zarzut dotyczy rzekomego "publicznego nawoływania do nienawiści
na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych oraz publicznego znieważenia
grupy ludności pochodzenia żydowskiego z powodu jej przynależności narodowej
i wyznaniowej". Przypomnę tu, że już rok wcześniej w marcu 2002 roku doszło
do policyjno-prokuratorskiej akcji wymierzonej w tę samą książkę i parę innych
moich książek w Tychach. Ówczesna akcja policyjno-prokuratorska zakończyła
się całkowitym fiaskiem. Zadecydowały o tym wielostronne protesty różnych
środowisk oburzonych bezprawiem akcji godzącej w książki broniące prawdy
o Polakach i polskiej historii. Ogromne znaczenie miał wówczas zdecydowany
protest przeciwko "zamachowi na Prawdę" ze strony rozlicznych patriotycznych
mediów, od Radia Maryja począwszy, poprzez "Nasz Dziennik", "Niedzielę",
"Tygodnik Solidarność", "Głos", "Naszą Polskę" i "Nową Myśl Polską". Ojciec
Dyrektor Tadeusz Rydzyk nazwał wręcz akcję policyjno-prokuratorską wymierzoną
w moje książki "zamachem na Prawdę". Protestowało kilkudziesięciu profesorów
z rozlicznych uczelni polskich. Protestowały liczne środowiska polonijne
na czele z Prezesem KPA Edwardem Moskalem. Doszło do trzech interpelacji
poselskich w tej sprawie, dwóch - posła Artura Zawiszy i jednej -
posłanki LPR Zofii Krasickiej-Domki. W tej sytuacji doszło do wyraźnej rejterady
osób, które zarządziły nagonkę na moje książki w Tychach. Co
więcej, sama minister sprawiedliwości Barbara Piwnik skrytykowała działania
policji i przyznała niedopatrzenia prokuratury w Tychach w kwestii moich
książek. Nakazano zwrócenie wszystkich książek bezprawnie skonfiskowanych.
Sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Zbigniew
Sobótka, odpowiadając na interpelację posła A. Zawiszy listem z 29
marca 2002 r., stwierdził, że moje książki analizowano w związku z pismem
wiceprezydenta Tychów, twierdzącym, że do publicznej dystrybucji "wprowadzono
wydawnictwa o treści nacjonalistycznej i znieważającej grupy ludności". Sekretarz
Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Z. Sobótka
przyznawał jednak w tym kontekście, że: "Po ustaleniu, iż zatrzymane wydawnictwa
nie zawierają zabronionych prawem treści, zostały niezwłocznie zwrócone
właścicielowi i przywrócone do sprzedaży". A więc Sekretarz Stanu
p. Zbigniew Sobótka publicznie przyznał, że w moich książkach, w tym
w "100 kłamstwach J.T. Grossa" nie było żadnych zabronionych prawem treści
wbrew poprzednim pomówieniom o to, że jakoby "znieważały grupy ludności"
etc. W świetle tego tak jednoznacznego stwierdzenia Sekretarza Stanu w MSWiA
p. Z. Sobótki informuję Pana Ministra, że podległy Mu Rzecznik Prokuratury
Okręgowej Maciej Kujawski nadużył swego urzędu, pomawiając publicznie moją
książkę o przedstawianie zabronionych prawem treści. Przypomnijmy, iż stwierdzenie
o tym, że moje książki nie zawierają zabronionych prawem treści, wyszło spod
pióra Sekretarza Stanu związanego z SLD, który przypuszczalnie
dobrze znał mój stosunek do SLD. Tym bardziej więc trzeba docenić
jego jednoznaczne sformułowanie w urzędowym piśmie, skierowanym 29 marca
2002 r. na ręce Marszałka Sejmu RP Marka Borowskiego.
Na tym tle tym bardziej zdumiewająco powolny wydaje się wewnętrzny obieg
informacji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przez prawie
rok od cytowanej wypowiedzi p. Sekretarza Stanu Z. Sobótki nie dotarła
ona jak widać do Komendy Głównej Policji w Pałacu Mostowskich w Warszawie.
Wbrew bowiem tak jednoznacznej wypowiedzi p. Sekretarza Stanu na temat trzech
moich książek, w tym "100 kłamstw J.T. Grossa", kilka tygodni temu przesłuchiwano
w Pałacu Mostowskich wydawcę moich "100 kłamstw J.T. Grossa" pod zarzutami
jednoznacznie odrzuconymi już 29 marca 2002 roku w liście p. Z. Sobótki.
Zarzutami kolejny raz godzącymi w moją książkę, tylko już teraz nie pod nadzorem
tyskiej, a warszawskiej prokuratury. Ciekawe, ile jeszcze prokuratur w kraju
będzie usiłowało ścigać moje książki pod różnymi wydumanymi zarzutami?!
Warto dodać, że w piśmie rzecznika prokuratury Okręgowej Macieja Kujawskiego
w Warszawie twierdzi się, iż w sprawie książek, przeciw którym prokuratura
prowadzi dochodzenie, uzyskano jedną (!) opinię "biegłego z zakresu historii
dziejów najnowszych i problematyki narodowościowej dotyczącą publikacji
objętych postępowaniem". Ciekawe, czy prokuratura zdobędzie się wreszcie
na ujawnienie treści opinii tego anonimowego jak dotąd biegłego, a zarazem
na ujawnienie jego nazwiska. Będzie wtedy można ocenić, jaką rzeczywistą
wiedzę o przedmiocie posiada ten biegły. A przede wszystkim, czy jest rzeczywiście
lepszym znawcą problematyki stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny
od tak znanego badacza czasów II wojny światowej, jak profesor Tomasz
Strzembosz. Przypomnijmy tu, że profesor Tomasz Strzembosz w związku z zatrzymaniem
moich książek w Tychach w marcu 2002 roku stwierdził bez ogródek:
"'100 kłamstw J.T. Grossa' czytałem i nie znalazłem w niej niczego, co powinno
uruchomić prawo karne. Jest ona napisana rzeczywiście 'ostro', ale książka
Grossa jest napisana również ostro i ogromnie stronniczo. Z punktu
widzenia warsztatu historycznego zupełnie fatalnie, ale tej - nikt jakoś
nie wycofuje z obiegu" (cyt. za W. Żyszkiewicz "Państwo uznaniowe", "Tygodnik
Solidarność" z 5 kwietnia 2002 r.).
Uderzając w moją książkę, prokuratura warszawska tym samym stara się zapewnić
obronę antypolskiej książce J.T. Grossa przed moją druzgocącą krytyką. Przypomnę
więc tu, że nie jestem odosobniony w krytyce jej niegodziwych oszczerstw
i pomówień. Krytykowali książkę Grossa rozliczni inni historycy krajowi
na czele z profesorem Tomaszem Strzemboszem, tak wybitni naukowcy polonijni,
jak profesorowie Iwo Cyprian Pogonowski i Kamil Dziewanowski, najsłynniejszy
amerykański badacz historii Polski profesor Richard C. Lukas, znakomity niemiecki
znawca polskiej historii dr Bogdan Musiał (autor miażdżącej 30-stronicowej
krytyki książki Grossa na łamach "Dziejów Najnowszych"). Zasłużona
polska patriotka pochodzenia żydowskiego dr Dora Kacnelson, autorka licznych
cennych prac na temat Kresów, nazwała książkę Grossa "nieuczciwą i
obłudną" (por. "Nasza Polska" z 23 lutego 2003 r.). W odróżnieniu
od tak licznych kłamstw Grossa mojej książce "100 kłamstw J.T. Grossa" nie
udowodniono jakiejkolwiek nieprawdy, najmniejszego nawet przeinaczenia czy
nieścisłości. Ale prokuratura warszawska woli ścigać moją książkę broniącą
prawdy o Polsce niż oszczerczą antypolską książkę Grossa. Znany publicysta
"Niedzieli" i "Najwyższego Czasu!" Marian Miszalski tak pisał w "Niedzieli"
(z 20 kwietnia 2003 r.) m.in. o postępowaniu warszawskiej prokuratury przeciwko
mojej książce "100 kłamstw J.T. Grossa": "(...) wspomnianą książkę J.R. Nowaka
Prokuratura Okręgowa w Warszawie uznała za 'publikację o charakterze antyżydowskim'
(...) muszę stwierdzić, że w książce prof. J.R. Nowaka nie znajduję niczego,
co usprawiedliwiałoby uznanie tej książki za 'publikację o charakterze antyżydowskim'.
Na jakiej więc podstawie Prokuratura Okręgowa w Warszawie przyjęła taką kwalifikację?
Sprawa jest o tyle poważna, że przeciwnie - to książka J.T. Grossa 'Sąsiedzi',
z racji zawartych w niej kłamstw, może być łatwo uznana za książkę antypolską".
No cóż... To wszystko wiele mówi o tej prokuraturze i o ludziach,
którzy w niej nadają ton!
W przeciwieństwie do różnych wyssanych z palca kłamstw tak licznie
występujących w "Sąsiadach" i innych książkach Grossa, moja książka "100
kłamstw J.T. Grossa" opiera się na długotrwałych pracochłonnych studiach
całej polskiej i zagranicznej literatury przedmiotu. Liczni recenzenci m.in.
Waldemar Żyszkiewicz w "Tygodniku Solidarność" z 5 kwietnia 2002 r., pisali
o wspomnianej książce i dwóch innych moich książkach zatrzymanych
przez policję w Tychach, iż chodzi o "znakomicie udokumentowane faktograficznie
i źródłowo książki prof. Nowaka". Kilkudziesięciu profesorów,
protestując w odrębnym liście otwartym do minister Piwnik z 12 kwietnia 2002
r. przeciwko wymierzonej w moje książki akcji policyjnej, akcentowało m.in.:
"Profesor Jerzy Robert Nowak należy do naukowców szczególnie
zasłużonych dla obrony prawdy o historii Polski i dziejach stosunków
polsko-żydowskich. Wszystkie swe ustalenia opiera na bogato udokumentowanej
wielojęzycznej literaturze przedmiotu" (por. pełny tekst ich protestu i nazwiska
sygnatariuszy w tomiku J.R. Nowaka "Tyska prowokacja przeciw wolności słowa",
Warszawa 2002, s. 51-52).
Przypomnę tu, że w 304-stronicowej książce "100 kłamstw J.T. Grossa" powołuję
się na bogatą literaturę, razem na 145 książek, przeważnie naukowych lub
zbiorów relacji, na 117 artykułów oraz na liczne materiały
archiwalne i na relacje świadków wydarzeń na Kresach w latach 1939-1941.
Dodajmy, że niektóre materiały archiwalne zostały opublikowane po
raz pierwszy w pozycji książkowej właśnie przeze mnie. Przyznaje się to nawet
w publikacji tak krytykowanego przeze mnie IPN-u: "Wokół Jedwabnego",
Warszawa 2002, t. II, s. 581, 691. Choćby to dowodzi wartości naukowej publikowanych
przeze mnie informacji.
Jako jedyny z polskich historyków zabierających głos na temat publikacji
Jana Tomasza Grossa zadałem sobie trud zajrzenia do jego tekstów publikowanych
w języku angielskim do amerykańskich czytelników. Miało to szczególnie
duże znaczenie dla podważenia wiarygodności J.T. Grossa jako autora. Pisząc
dla Amerykanów i zdając sobie sprawę z ogromnej niewiedzy w USA o
historii Polski doby wojny, Gross szedł dosłownie "na całość", pozwalając
sobie na takie kłamstwa, które bałby się napisać w tekstach skierowanych
do polskich czytelników. Dość wymienić jeden, jakże wymowny przykład,
fragment tekstu Grossa publikowanego w jego książce "Polish Society under
German Occupation" (wydanie z 1979 r., s. 240). Gross starając się pomniejszyć
polski heroizm doby wojny, wmawiał amerykańskim czytelnikom, iż: "Tak, paradoksalnie
Polacy cieszyli się większą wolnością w okresie 1939-1944 niż w ciągu całego
stulecia... Sądzę, iż można słusznie przyjąć, że rozmnożenie się organizacji
podziemnych i obfitość konspiracyjnych inicjatyw należy zawdzięczać w znacznej
mierze istnieniu w Generalnej Guberni w czasie wojny swobody politycznej.
Trudno przypuścić, by podziemne organizacje mogły powstać i istnieć w takiej
liczbie, gdyby było inaczej" (oba podkreślenia - J.R.N.).
Powyższy tekst J.T. Grossa można krótko skreślić w słowach: "Prawdziwa
sielanka za rządów Hansa Franka". Tak się złożyło, że od tej niemieckiej
"wolności" w Generalnej Guberni zginął mój ojciec, podobnie jak miliony
innych Polaków. Myślę, że nikt z dzieci ofiar niemieckich zbrodni
po przeczytaniu takiego tekstu Grossa nie chciałby podać ręki tak bezwstydnemu
fałszerzowi okupacyjnej historii. Ale przecież ten fałszerz jest dziś broniony
przez warszawską prokuraturę, która ściga książkę demaskującą jego
antypolskie brednie. Czy Panowie z prokuratury nie wstydzą się takiego zachowania,
będąc Polakami? Inna sprawa, że prokuratorsko-policyjne uderzenia godziły
w ostatnich latach nie tylko w moje książki, ale również w szereg
innych patriotycznych autorów. Szczególnie niegodne były działania
policyjne (konfiskata książki na Dworcu Centralnym w Warszawie), które
uderzyły w tak znakomitego historyka Andrzeja Leszka Szcześniaka, zaledwie
na pół roku przed jego śmiercią. Oto, czego doczekał się za swój
patriotyzm w wolnej Polsce! Patrząc na te różne prokuratorsko-policyjne
poczynania trudno nie dojść do dość smutnej konkluzji. Jest nią stwierdzenie,
że niektórzy prokuratorzy i policjanci najwidoczniej dalej ciągle
jeszcze żyją czasami PRL-u, i jak dotąd nie zrozumieli, co znaczą takie wartości,
jak wolność słowa czy wolność badań naukowych. Ciekawe, czy Pan wyperswaduje
im, że się mylą, Panie Ministrze Sprawiedliwości w rządzie SLD - UP?!
Prawdziwie zdumiewa wykazana przez polską prokuraturę w naszym polskim kraju
gorliwość w ściganiu książki broniącej prawdy o Polsce i Polakach przeciwko
oszczerstwom. Zdumiewa w zestawieniu z faktem ogromnej pobłażliwości tejże
prokuratury wobec antypolskich książek, świadomie zniesławiających Polskę
i Polaków. Mógłbym w razie potrzeby przytoczyć dziesiątki przykładów
sprzedawanych w księgarniach antypolskich książek, przełożonych z obcych
języków lub napisanych przez autorów żyjących w kraju, nie
mówiąc o wielokrotnie większej liczbie prasowych tekstów szkalujących
Polskę i Polaków. Wszystkie te książki lub publikacje prasowe pozostały,
jak dotąd, bezkarne, dzięki pobłażliwości naszej prokuratury i sądów.
Jaskrawym przykładem takiej pobłażliwości było np. umorzenie dochodzenia
w sprawie książki Spiegelmana "Maus", w której Polacy zostali przedstawieni
jako "świnie". Prokuratura, usprawiedliwiając umorzenie dochodzenia w tej
sprawie, posłużyła się przedziwnym wybiegiem, że chodzi tu o "fikcję literacką"!
Jaskrawym przykładem pobłażliwości władz w Polsce dla najbardziej nawet plugawych
paszkwili antypolskich był fakt, że nie zrobiono dotąd niczego dla ukarania
wydawcy przekładu książki Leona Urisa "Miła 18" (wydanej w Warszawie w 1999
r. przez wydawnictwo Adamski i Bieliński). Wydawnictwo to wydało bez żadnego
krytycznego komentarza książkę jawnie plugawiącą Polskę i Polaków,
autorstwa najgorszego żydowskiego polakożercy z USA L. Urisa. Na przykład
na s. 57 polskiego wydania tej książki czytamy o Polsce: "Wkrótce
rozpoczęły się trwające niemal od tysiąca lat prześladowania Żydów,
które od czasu do czasu przybierały lub traciły na sile, ale nigdy
całkowicie nie ustały".
Jak można było dopuścić w Polsce do wydania książki zawierającej tak plugawe
oszczerstwo o nas jako o kraju, gdzie "niemal od tysiąca lat trwały prześladowania
Żydów". W Polsce, którą przez wieki rozliczni autorzy wysławiali
jako jedyne schronienie dla prześladowanych Żydów z całej Europy,
"paradisus Iudeorum" (raj dla Żydów). Od wielu lat na łamach wydawanych
w Polsce dzienników i tygodników niejednokrotnie dopuszczano
się niezwykle grubiańskich ataków na Polskę, Polaków, polskie
godło narodowe, postaci bohaterów narodowych. Wszystko to uchodziło
bezkarnie, tak jak epitet o "piep... Polsce", użyty 10 lat temu przez J.
Urbana na łamach "Nie", a po dziś dzień nie ukarany - z braku odpowiedniej
decyzji sądowej.
Podobną bezkarnością cieszą się ataki na Kościół, religię czy wielkiego
Papieża-Polaka, choćby najbardziej nawet grubiańskie i obrzydliwe. Doszło
do tego, że we wrześniu zeszłego roku na łamach "Art § Business" jeden
z artystów zachwalał sytuację w Polsce, gdzie: "Kopanie w chrześcijaństwo
jest stosunkowo przyjemnym zajęciem i mało niebezpiecznym". Warto pokusić
się o odpowiedź na pytanie: w jakim stopniu dotychczas okazywana bierność
czy nawet bezczynność sądów i prokuratur w sprawach o znieważanie
religii katolickiej i uczuć religijnych doprowadziła do ukształtowania atmosfery,
w której "kopanie w chrześcijaństwo" jest tak "mało niebezpiecznym"
i "przyjemnym" zajęciem. W kraju zamieszkiwanym - według sondaży - przez
najbardziej religijny naród Europy!
Czołowy publicysta tygodnika "Najwyższy Czas!" Stanisław Michalkiewicz zwrócił
uwagę w numerze z 12 kwietnia 2003 r. na nowy jaskrawy przykład naruszania
wolności słowa w dzisiejszej Polsce, pisząc m.in.: "Dowiedziałem się bowiem
niedawno, że do warszawskich księgarni przychodzą grupki osobników
podających się za członków Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i
radnych Rady Warszawy. Bojówki te stosują następnie wobec właścicieli
księgarń groźby, że jeżeli nie wycofają ze sprzedaży np. książek pana prof.
Jerzego Roberta Nowaka, to władze miejskie drastycznie podniosą im czynsz
za dzierżawione od miasta lokale (...) mam nadzieję, że zarówno prokuratura,
jak i pan prezydent Kaczyński, sprawę tego molestowania warszawskich księgarzy
wyjaśnią i gdyby okazało się, że - co nie daj Boże! - w tych bandach rzeczywiście
biorą udział członkowie Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i radni Rady
Warszawy, to nie tylko natrą im uszu, ale jeszcze każą zapłacić i odsiedzieć".
Dowiadując się z tekstu red. S. Michalkiewicza o tych tak drastycznych i
sprzecznych z konstytucją RP przejawach łamania wolności słowa, chciałbym
się uprzejmie zapytać Pana Ministra, czy podlegające mu organy prokuratury
i sądy, zechcą jak najszybciej zająć się tą sprawą. Myślę, że wystąpienie
prokuratury i sądów w obronie wolności słowa dużo bardziej będzie
pasowało do rzeczywistości uwolnionej od klimatu rządów policyjnych
III RP niż ściganie przez tę prokuraturę i sądy książki w bardzo udokumentowany
sposób broniącej prawdy o Polsce i Polakach, i przeciwstawiającej
się ich szkalowaniu.
Szczególnie zastanawiające są uwarunkowania, w jakich dochodzi do
kolejnej próby nagonki na moją książkę. Należę do tych kilku osób
spośród przeciwników wejścia do Unii Europejskiej, które
gromadzą szczególnie dużo słuchaczy na swych odczytach i dyskusjach.
Być może komuś bardzo zależy na tym, aby poprzez mnożenie na mej drodze przeróżnych
przeszkód w decydującej fazie przedreferendalnej, możliwie maksymalnie
utrudnić mi działania w kampanii przed referendum. Dlatego jestem tym mocniej
zainteresowany ujawnieniem przez prokuraturę nazwisk osób, które
występują z donosami do wymiaru sprawiedliwości przeciwko mojej książce,
względnie prowadzą akcję przeciwko niej na drodze szantażu w księgarniach.
Żyjemy podobno w wolnym, otwartym społeczeństwie, niech więc każdy występuje
z otwartą przyłbicą, a nie ukrywa się w ciemnościach, sącząc jadowite donosy
i pomówienia. Chcę również wreszcie dowiedzieć się, przeciwko
jakim fragmentom mojej książki są wysuwane kłamliwe zarzuty. Proszę o podanie
konkretnych zaskarżanych fragmentów i stron, zamiast ogólnikowych
bezpodstawnych oskarżeń o rzekome "nawoływanie do nienawiści na tle różnic
narodowościowych i wyznaniowych oraz publiczne znieważanie grupy ludności
pochodzenia żydowskiego". W mojej książce zajmowałem się prostowaniem antypolskich
kłamstw Grossa, a insynuujący mi rzekome "nawoływania do nienawiści" popełniają
przestępstwo pomówienia i oszczerstwa.
prof. Jerzy Robert Nowak
Warszawa, 22 kwietnia 2003 r.
netpol@interaccess.com
PoloniaNet, powrot