WOJNA PERMANENTNA, STAN WOJENNY - PERMANENTNY

Przetłumaczyłem w całości artykuł Ronalda Bleier(a) widząc w nim wiele spraw które nie sądzę że potrafiłbym przedstawić lepiej. Artykuł jest dosyć stary ale nie stracił na aktualności.
Ronald Bleier jest Żydem którego poniższy artykuł mógłby postawić w towarzystwie rodzaju Alfreda Lilienthala, Noam Chomskyego, Israela Shahaka, Finkelsteina, Israela Shamira i wielu innych, u których odpowiednie dozy pobranej wiedzy jesziwa, zaobserwowanych zjawisk oraz własnej inteligencji stworzyły materiał w rodzaju prochu strzelniczego, którego Żydzi nie chcą trzymać pod własnym dachem. Z drugiej strony, ponieważ historia nie jest wszystkim obca a pamięć nawet w ramach jednego pokolenia jest lepsza niż by sobie tego życzono nie-Żydzi maja podstawy do tego żeby być nieufnymi. Jest to sytuacja która prowadzi do tego, że dopiero po jakimś czasie można stawiać pomniki, - np. Hitlerowi w Izraelu za uratowanie Judaizmu przed rozpłynięciem się w nicość i stworzenie państwa Izrael, chrześcijanom za rozpowszechnienie na całym świecie wieści o Judaiźmie a ostatnio nawet jego intensywne propagowanie, lub temu rodzajowi lilienthali czy szahaków, którzy narażając się mocno swojej nacji nawołują ją do opamiętania się.

Zjawisko michnicyzmu we współczesnych nam czasach, sadze, że jest w Polsce znane. Mniej znane w ogóle jest to, że jest wielu indywidualnych Żydów i całych żydowskich organizacji potępiających Syjonizm w bardzo ostry sposób. Plakaty, artykuły w prasie izraelskiej łącznie z transparentami na których ubierają swoich rządowych oficjałów hitlerowskie mundury jest wyrazem dezaprobaty i zjawiskiem prawie codziennym w Izraelu. Jednak daleko większym toboo wśród Żydów jest krytyka żydowskiej siły i jej oddziaływania niż krytyka polityki Izraela, czy nawet wołanie o zlikwidowanie państwa Izrael. Oczywiście nie-Żydzi szczególnie ci na „stołkach” są tak już wytresowani że na cos takiego czy na jakąkolwiek krytykę nie odważyliby się.
W czasie kiedy w Izraelu i na świecie nie ustają protesty przeciwko polityce Izraela i ostra krytyka rządu Izraela łącznie z krytyką rządu USA, w Polsce, która jest na drodze do „prawdziwej” demokracji jest inaczej. Prokurator w Sądzie Okręgowym w Białymstoku , Wojciech Michalczuk zażądał 2 i jednego roku kary bez zawieszenia dla dwóch oskarżonych, których policji udało się zidentyfikować, za udział w proteście w obecności Ambasadora Izraela Szewacha Weissa. Protest trwał bardzo krótko w formie gwizdów oraz pokazania transparentu z napisem „Abasador morderców”, „Stop żydowskim interesom”. „Nic nie mówili, nie krzyczeli, tylko głośno gwizdali. Po minucie przez nikogo nie zatrzymywani wyszli” – napisała Gazeta Wyborcza” (12.12.03).
Prokurator Michalczuk stwierdził: - „Można głosić swoje ideologie, ale muszą być poszanowane pewne granice, także te prawne.” Granice „prawne” skundlenia się Prokuratora Michalczuka wydają się jednak być nieograniczonymi.
W Izraelu jeśli za tego rodzaju protesty wsadzanoby do wiezienia, duży procent obywateli Izraela bylby już za kratkami, nie mówiąc już o znacznie wyższej liczbie w USA.

Tytuł artykułu Bleiera wskazuje na ograniczony zakres tematu. Trudno mi dociekać dlaczego Bleier, obserwując w szerokim kącie widzenia, ograniczył zbieżność tylko do USA i Izraela.
Przeprowadzenie wydarzenia takiej magnitudy jak zamordowanie Prezydenta USA i jego brata oraz pozostawienie tego bez winnych (do tego to sprowadziło się) nie mówiąc już o George Kennedym nie mogło być osiągnięte bez splatających się wspólnych interesów które są ponad państwowe. Przeprowadzenie wydarzenia takiej magnitudy jak sprawa zawalenia się wieżowców WTC w Nowym Yorku i sukces w przekonaniu społeczeństwa o tym że był to wyczyn jakiejś organizacji muzułmańskiej nie byłby możliwy bez współdziałania w realizacji wspólnych interesów wewnątrz państwi kierowanych przez nie najbardziej wyspecjalizowanych służb specjalnych nie tylko USA i Izraela.

Zastanawianie się nad tym czy pies macha ogonem czy ogon psem jest potrzebne, ale nie zauważanie tego kto, jak i przy pomocy czego macha jednym i drugim jest wynikiem przytępionego wzroku lub obawą przed coraz bardziej specjalizującymi się mackami o zasięgu ponad państwowym.

"Jeśli ta partia wojny da rade urzeczywistnić wojnę permanentną może to znaczyć ustanowienie permanentnych władców i koniec demokracji i koniec republiki." - pisze Bleier. Kim mają być ci władcy Bleier nie mówi.

Być może, że opanują siłą Ameryki pół świata, na razie, ale wcale to nie znaczy że władzę będą posiadać Amerykanie. Może to się jednak tak nazywać do jakiegoś czasu.

Wojciech Właźliński
11.XII.03>


http://desip.igc.org/ConvergingAgendas.html
Atak na Irak: Zbieżność planów U.S. i Izraela.
Invading Iraq: Converging U.S. and Israeli Agendas
Ronald Bleier
Przeklad z angielskiego, Wojciech Właźliński

Na początku marca 2003 media ożywione były na krótko zagadnieniem - czy U.S. atakując Irak działa w imieniu Izraela. W sieci telewizyjnej, Tim Russet zapytał Richard Perle, wysokiej rangi adwokata sprawy usunięcia Saddam Hussein, czy proponowana wojna byłaby w interesie U.S., szczególnie w kontekście powiązania z Izraelem. Podobne zagadnienia były podejmowane w "New York Times" przez Bill Keller ("To jest dobre dla Żydów", 8 marca 2003.,"It is Good for Jews") - oraz w "Times" w artykule w tym samym temacie, ("Podział wśród Żydów doprowadził do wyciszenia tematu wojny w z Irakiem." "Divide Among Jews Leads to Silence on Iraq War," 3.15.03). Patrick Buchanan napisał w "The American Conservative" - ("Whose War?" 24 marzec 2003.) Stephen J.Sniegoski w "Current Concern", -"Wojna z Irakiem: poczęta w Izraelu", luty 2003. "The War on Iraq: Conceived in Israel") - długi artykuł uzasadniający, że wojna toczona jest w imieniu Izraela. Ironicznie na ten temat pisał Michael Kinsley,12 marzec 2003

Aktywista Ali Abunimah wymienia trzy możliwości w których Izrael mógłby zyskać na wojnie w Iraku. Pierwsza, wyeliminowałoby Irak jako potencjalnego rywala. Druga; dzięki spotęgowaniu istniejących już głębokich animozji pomiędzy Arabami a amerykańskim społeczeństwem" wojna w Iraku (byłaby) dobrą rzeczą dla Izraela. Trzecia wojna U.S. z Irakiem mogłaby dać rządowi Ariela Sharona zasłonę do eskalacji miażdżących sił przeciwko Palestyńczykom łącznie nawet z być może masowym wyrzucaniem Palestyńczyków z okupowanych terenów. ("Tesknota do IV Wojny Światowej: Izraelskio- Irackie koneksje" 3 październik, 2000. "Elektroniczna Intifada." "Yearning for World War IV: The Israeli-Iraq connection," October 3, 2000, The Electronic Intifada)

Główne osoby w administracji Busha są udokumentowanymi poplecznikami Izraela i stronnikami zmiany reżimu w Iraku, wśród nich: Vice Prezydent Dick Cheney, Secretary of Defense, Donald Rumsfeld, Deputy Secretary of Defense Paul Wolfowitz, Undersecretary of Defense for Policy, Doug Feith, Under Secretary, Arms Control and International Security, John R. Bolton, senior director on Middle Eastern affairs on the National Security Council, Eliot Abrams.

Te i inne osoby w administracji są promotorami izraelskiej partii Likud oraz superjestrzębiego premiera - Ariel Sharona. Bronią wycofania się z ustępstw jakie uczynił Izrael w ramach martwego już Oslo Accord (1993). W lipcu 2002 Sekretarz Obrony Rumsfeld publicznie odniósł się do "tak zwanych okupowanych terenów" i wyraził, że skoro Izrael wygrał je w czasie kiedy nalegał na sąsiadujące kraje do nie mieszania się w wojnę a wiec nie jest zobowiązany do ich zwrotu.

Wpadki 9/11 (WTC) dały jastrzebiom administracji "Pearl Harbor" co pozwoliło na zrealizowanie istniejących już od dawna żądań zmiany reżimu w Iraku. Tamte plany sięgają wstecz do neokonserwatystów, którzy propagowali konieczność usunięcia Saddama Huseina zaraz po pierwszej Wojnie w Zatoce (Gulf War). Wielu z tych konsewatystów było liberałami,

ktorzy zdryfowali na prawo kiedy Partia Demokratów przesunęła się w lewo do antywojennej McGovernite co spowodowało obawy o Izrael w wyniku takiej zmiany. Naukowiec z dziedziny polityki Benjamin Grinsberg przedstawil to w ten sposób: "Jednym głównym elementem, który wciągnął ich zdecydowanie w prawo było ich związanie z Izraelem ich wzrastająca frustracja w latach sześćdziesiątych w związku z Partią Demokratów która coraz więcej sprzeciwiała się amerykańskim militarnym przygotowaniom z równoczesnym rozbrajaniem racji Trzeciego Świata, (Prawa Palestyńskie). W czasach Reagana, prawicowych twardych antykomunistycznych przekonaniach w kierunku budowania militarnej siły i gotowość interweniowania militarnie i politycznie w sprawy innych państw, neokonserwatyści widzieli ruch gwarantujący bezpieczeństwo Izraela. (Stephan J.Sniegocki, także podobna analiza Buchanan)

Tak więc poparcie dla Izraela jest w bazie neokonserwatywnego ruchu, który sięgnął szczytu politykotwórczego eszelonu rządu U.S. Sięgając wstecz nawet do pierwszej wojny w zatoce, Paul Wolfowitz i Dick Chaney zachęcali do przyjęcia militarnego planu inwazji Iraku lecz zostali zablokowani przez Colin Powell (wtedy Chairman of the Joint Chiefs of Staff)oraz gen.Norman Schwrtzkopf. W lutym 1998 Wolfowitz i cala kompania neokonserwatystów podpisali list otwarty do Prezydenta Clintona w którym proponowali obalenia Saddama Husseina. (Zobacz, Sniegoski.)
Z jednej strony, mogłoby się wydawać nielogicznym, że malutkie państwo jak Izrael, chociaż z siódmą w kolei siłą militarną uzbrojoną w broń nuklearną i system jej przenoszenia mogłoby kształtować politykę zagraniczną U.S. Niemniej nie powinno to budzić zdziwienia że dzieje się to w obecnym czasie. Przypominamy sobie małe kubańskie lobby realizujące swoje wpływy na politykę wobec Kuby mimo pozostawania w konflikcie z interesami innego lobby. Podobnie jeśli chodzi o politykę odnośnie bliskiego wschodu gdzie wyjątkowa siła syjonistycznego lobby jest faktem przez wiele lat. Z drugiej strony U.S. nie wchodziłoby w taką wojnę jeśli liderzy U.S. nie widzieliby w tym wyraźnego politycznego i strategicznego zysku dla siebie.
Izraelskie koneksje w wojnie z Irakiem zostały oświetlone przez wściekłość jaką wywołało wystąpienie kongresmana z Virginii Jim Morgan, który odpowiadając na początku marca na pytanie swoich wyborców na spotkaniu w ratuszu powiedział: "... Gdyby nie silne nawoływanie żydowskiego społeczeństwa do wojny z Irakiem my nie robilibyśmy tego. Liderzy społeczeństwa żydowskiego są wystarczająco wpływowi żeby zmieniać kierunek do czego to zmierza i ja sadze że tak powinni robić."
Byłby on na pewniejszym gruncie gdyby ograniczył swoją uwagę do liderów żydowskiej społeczności. Żydzi podobnie jaj wszystkie inne grupy są podzieleni w swojej opinii na temat tej wojny. Jedna z sond opinii publicznej krótko przed rozpoczęciem wojny wskazywała , że 59% Żydów popierało wojnę, podobnie jak reszta kraju. Kongresman jednak miał rację i był wyjątkowo odważny w tym, że wskazał na kierownictwo głównych organizacji żydowskich, które było w mocy zablokowania tej wojny. Jako 13-letni weteran, członek House, Jim Morgan był wystarczająco długo w tym środowisku żeby rozumieć w jaki sposób w Kongresie polityczne siły działają na sprawy środkowego wschodu. Wojna w Iraku tak odizolowała U.S. i tak mało ma sensu, że jeśli nie byłaby postrzegana jako cos dobrego dla Izraela nie uzyskałaby wystarczającego poparcia. Większość głównych mediów jest także kierowana przez pro-syjonistycznych Żydów co gra ważna rolę w pchaniu tego ekstremistycznego programu bez pytań i dyskusji. (Zobacz dodatek - żydowskie kierownictwo w dużej liczbie głównych mediów.)
Kiedy Kongesman Moran mówi, że kierownictwo żydowskiej społeczności jest wystarczająco wpływowe aby zmienić kierunek biegu, mówi on prostą prawdę o sile syjonistycznego lobby, co pomaga wytłumaczyć ciszę i nieśmiałość Demokratów. Siła syjonistycznych interesów tłumaczy w części dlaczego wiele wysokiej rangi Demokratów tak jak Senators John Kerry, Hillary Rodham Clinton, Charles Schumer, Barbara Boxer i inni głosowali w październiku 2002 za oddaniem Prezydentowi Bushowi prawa decyzji w sprawie wojny, mimo ewidentnego braku świadomości o konsekwencjach prowadzenia tej wojny. Rozumieli oni, że opozycja w stosunku do przyjętego rozumienia izraelskich interesów może mieć przykry wpływ na dotacje na kampanię wyborczą ponieważ z żydowskich źródeł podobno wpływa 50% lub więcej całości dochodów dla partii demokratów. Zpbacz Mother Jones 400, http://www.motherjones.com/web_exclusives/special_reports/mojo_400/
Propagowanie przez liderów żydowskiej społeczności wojny przeciwko Irakowi prezentuje kulminację 50-ciu lat wspierania przez U.S. izraelskiego ekspansjonizmu i jego opresyjnych rządów. Namiętne wiązanie się z Izraelem, podwójna lojalność jaką charakteryzuje się wielu Amerykanów w której interes Izraela stawiany jest na tym samym lub wyższym poziomie niż dobro U.S. odbija się plagą nawiedzającą Amerykę poprzez urząd Prezydenta, który realizuje najbardziej ekstrawagancyjne marzenie prawego skrzydła pro-izraelskich jastrzębi. W rezultacie pełna moc największego światowego mocarstwa została zaprzęgnięta do serwisu dla Izraela nie zważając na koszty jakie ponosi i niebezpieczeństwa jakie powoduje tak szaleńcza polityka. Przywiązanie do Izraela pokutuje i objawia się w Ameryce w formie zdecydowanego przesunięcia w polityce od pomagania w osiąganiu pokoju i bezpieczeństwa na świecie do przekształcenia Ameryki w agresywne państwo takie jak Izrael był i jakim dalej pozostaje.
Miarą wpływu prawego skrzydła pro-izraelskich jastrzębi na amerykańską administrację jest stopień do którego pozwala się na swobodne stosowanie przez Ariel Sharona wyjątkowej i niekończącej się presji na Palestyńczyków łącznie z możliwością zniszczenia palestyńskiej społeczności. Administracja Busha jak tylko zajęła stanowiska w administracji dała sygnał intencji pozostawienia Palestyńczyków na łasce izraelskiego rządu kiedy ogłosiła że pozwoli na rozwiązywanie między sobą spraw rywalizujących z sobą stron. Zignorowano fakt różnicy sił pomiędzy stronami i co było do przewidzenia sytuacja pogorszyła się do obecnego skandalicznego poziomu i w dalszym ciągu stacza się do beznadziejnej przyszłości.
Bezpośrednio po 9/11 rozpoznawano, że izraelsko-palestyński konflikt jest u źrodła ataku Al-Quaeda i oddano temu zagadnieniu nieco uwagi, nawet w U.S. Jednak w miarę upływu czasu sprawa ta powróciła do poprzedniego pożiomu marginalizacji, wykluczona z głównych mediów. Jednakowoż jest już wiadomo, że wojna w Iraku jedynie pogorszy sprawę w miarę jak Sharon kontynuuje dalej i zwiększa presję na Palestynę. W rezultacie, można się spodziewać, Muzułmanie i świat arabski będzie w zwiększonym stanie zapalnym dalej potęgującym się ponieważ, można się spodziewać, że wojna spowoduje ogromne cierpienia Irakijczyków. Całe te rozmowy na temat "Road Map" w kierunku utworzenia państwa palestyńskiego są szeroko uznawane jako zwykła technika Busha organu Public Relation. Faktycznie jednak sprawa ustępstw dla Palestyńczyków jest martwą sprawą.

Permanentna wojna: Osobny program U.S.

Dodatkową sprawą poza służeniem Izraelowi jest osobne ale zbieżne w interesach zainteresowanie U.S. w wywołanie wojny przeciwko Irakowi, mianowicie, propagowanie przez administrację Busza programu wojny permanentnej. Polityka wyprzedzania, administracji Busha, reprezentuje radykalne odstępstwo od przeszłości i zerwanie z nią. Nowa, National Security Strategy, ogłoszona we wrześniu 2002, wraz z zapierającym dech uzasadnieniem wyprzedzającej militarnej akcji reprezentuje rewolucyjne zerwanie z 50-cio letnią amerykańską polityką i podnosi kwestię wątpliwego zaangażowania rządu w sprawie bezpieczeństwa własnego kraju. Jest prawda, że U.S. były zaangażowane w wyprzedzającą militarną akcję w przeszłości, ale nigdy to nie było przyjętą zasada polityki, także nie było to tak głośno propagowane w warunkach szeroko widocznej opozycji. Jak już wielu zauważyło, wojna z Irakiem raczej sprowokuje nasilenie terroryzmu zamiast odstraszyć od niego i być może nawet sprowokuje następny w stylu 9/11 atak w Ameryce. Z tego i innych powodów sugeruje to przeświadczenie, że bezpieczeństwo Amerykanów nie jest sprawa priorytetu tego rządu. Widoczny brak zainteresowania w narodowe bezpieczeństwo może tłumaczyć prezydenckie weto dla $39 milionów dla Port Container Security i obcięcie więcej niż miliard z już przyznanej sumy na lokalną policję i straż ogniową, - wg. źródeł partii demokratycznej. 
( zobacz: http://www.house.government.appropriations_democrats/caughtonfilm.htm
Jak jest to możliwym, żeby rząd U.S. nie był zainteresowany a nawet antagonistycznie nastawiony do sprawy bezpieczeństwa swoich obywateli? Odpowiedzią jest, że Ameryka już żyje w Orwellowskim świecie w którym liderzy wiedzą, że następny w stylu 9/11 atak może bardzo dobrze popchnąć ich wewnętrzny program jak również międzynarodową ideę permanentnej wojny. W klimacie zemsty strachu że taki atak może nastąpić, następny Patriot Act, który już przeciekł do prasy, wyjawi listę priorytetów administracji Busha, które spotkają się z minimalną lub żadna wewnętrzną opozycją.
Jak zauważono powyżej, rdzeniem neokonserwatywnej filozofii jest przylgnięcie do amerykańskiej militarnej siły i pragnienia użycia siły jako głównej opcji. Pod przewodnictwem Prezydenta George W.Busha U.S. wypracowały sobie uwolnienie się z powściągliwości i wielokierunkowości i dąży do wojny za wojną. Dziennikarz New York Times Paul Krugman uznal, że wojna przeciwko Irakowi jest tylko "pilotażowym przedsięwzięciem" ( "Things to Come" 18 marzec 2003 ) Jeśli okoliczności pozwolą będą starać się wszcząć wojnę z Północną Koreą i Iranem - inne skrzydło osi diabła. Później poczynią starania w celu zmiany reżimu w niektórych lub wszystkich krajach - wrogach Izraela, łącznie z Syrią, Lebanonem i Libią. W drugim tygodniu wojny Rumsfeld skarżył się publicznie, że Syria wysłała do Iraku militarne materiały łącznie z noktowizorami, dając do zrozumienia, że atak na Syrię może być zwykłym naturalnym rozgałęzieniem wojny. Biały dom nie polemizował z tym stwierdzeniem.
Wygląda na to że kierujący rządem U.S. są przekonani w tym, że w sytuacji istnienia ogromnej militarnej siły U.S i braku przeciwstawnej siły U.S. może operować najbardziej efektywnie w atmosferze konfliktowej i anarchicznej polityki okresu George W.Busha. Jest to podobne do nie sprowokowanej agresji jaką świat obserwował w czasach Hitlera, Napoleona, Aleksandra Wielkiego i innych, którzy wkroczyli w świat z armia nie mającą sobie równej, czy nawet podobnej. Charakterystyczna cechą "orkiestry" Busha jest brutalny cynizm w porównywaniu Husseina do Hitlera kiedy to właśnie oni swoja siła, swoim zdeterminowaniem do wojny za wszelką cenę, swoim zagrożeniem dla światowego pokoju i bezpieczeństwa, najbardziej są upodobnieni do Hitlera.
Rząd U.S. jest zainteresowany wojną między innymi ponieważ daje mu ona możliwość użycia i testowania najbardziej technicznie zaawansowanych broni, łącznie z bronią nuklearną. Jeszcze od czasów administracji Reagana usiłowali odsunąć broń nuklearną ze strefy broni odstraszającej do strefy broni do faktycznego użycia. Obecna administracja przełamała już główne bariery administracyjne utrudniające taki transfer i otworzyła drogę do faktycznego jej użycia. Ogłosili, że w określonych okolicznościach użyją broń nuklearną nawet przeciwko krajom które jej nie posiadają. ( Zobacz: "U.S. obniżył barierę dla użycia szczytowej broni"- "The Nuclear Option in Iraq: The U.S. has lowered the bar for using the ultimate weapon," William M. Arkin, Los Angeles Times, 1.26.03 http://www.latimes.com/news/nationworld/nation/wire/la-op-arkin26jan26.story
Wmieszanie wojny permanentnej w program administracji Busha wykracza ponad intencje reorganizowania środkowego wschodu w celu przypodobania się Izraelowi. Logicznym celem tej polityki jest wojna z Rosją i Chinami które uważają za swoich potencjalnych rywali. Czyli, dążą do wojny przeciwko całemu światu. Chcą V W.Ś. po wygraniu III W.Ś przeciwko terroryzmowi i IV W.Ś. przeciwko islamskiemu militaryzmowi. Interesującym jest obserwacja do jakiego stopnia świat pozwoli na realizowanie ich celów. Noam Chomskey zauważył, że ich determinacja w kruszeniu wszystkiego co uważają za potencjalne zagrożenie dla mocy U.S. stanowi - "poważne zagrożenie" i może nawet prowadzić do - "zniszczenia żywych organizmów"("extinction of the species.") ("Deep Concerns, March 20, 2003, distributed over the internet by Znet.) Wyniszczenie rodzaju ludzkiego (human species) może być zbyt ambitnym planem nawet dla tych super jastrzębi, ale obawy Chomskyego sa poważnymi obawami. Zagrożenia ocieplenia globu, ograniczonych zasobów geologicznych i napięć politycznych jakie to generuje są wskaźnikami ogromnej presji na współczesną technologiczna cywilizację i recepta globalnej wojny reżimu Busha może tylko przyspieszyć nadejście dnia sądnego. Jest zupełnie widocznym, że plan wojny neokonserwatystów jest pełen sprzeczności i w ostatecznej sekwencji samobójczy, nie mówiąc już o tym że jest lekkomyślny i nieodpowiedzialny. Trzeba jednak zauważyć, że każdy polityczny program ma swoich zwycięzców i przegranych a naszym celem jest rozważenie konsekwencji jakie niesie za sobą program wojny permanentnej. Przede wszystkim, jest to wysoce obiecująca droga do re-elekcji i zdobycie permanentnej władzy. Tak jak podbudowywanie stopni do wojny z Irakiem dominowało wybory w 2002 tak teraz wojna z Irakiem kontynuuje spychanie na niewidoczna scenę wiele wewnętrznych i ekonomicznych spraw które w innych okolicznościach byłyby sprawami najwyższej wagi. Wojna dzieli opozycję i stawia ją na pozycję w której musi odpierać ataki. Co więcej, kiedy państwo jest w stanie wojny sprzyja to kultywowaniu wewnętrznego szowinistycznego planu prawicowców. Pękający już w szwach budżet na militarne sprawy został zatwierdzony z dobrymi podstawami na to że otrzyma więcej. Obserwujemy ograniczenia na sprawy socjalne, ogromne ulgi podatkowe dla najbogatszych, wykolejenie programu kontroli środowiska oraz atak na cywilna wolność. Jeśli ta partia wojny da rade urzeczywistnić wojnę permanentną może to znaczyć ustanowienie permanentnych władców i koniec demokracji i koniec republiki.

Wojna o ropę czy o imperializm? Nie zupełnie.

Podczas gdy ogromne pokłady ropy w Iraku są bardzo ważną sprawą i jeden z kontraktów na odbudowywanie irackiej struktury olejowej oddano w ręce Halliburton i niewątpliwie więcej kontraktów pójdzie w amerykańskie firmy, jest nieporozumieniem sądzenie że jest to "wojna o ropę". Cyfry tłumaczą część tej sprawy. Chociaż pokłady irackiej ropy są drugie co do wielkości po Arabii Saudyjskiej Irak reprezentuje tylko 3% światowego wydobycia. Potrzeba 10-ciu lat i oceniając w przybliżeniu $40 miliardów aby doprowadzić do wydobycia 6 milionów baryłek dziennie (podwójne wydobycie z okresu poprzedzającego rok 1991). W okresie dziesięciu po-wojennych lat całkowity zysk z eksportu ocenia się na $300 miliardów a wiec mniej niż $350 miliardów kosztów wojny oraz 5 lat utrzymywania pokoju. Koszty odbudowywania Iraku w ciągu 10 lat ocenia się na $400 miliardów. W obecnej sytuacji jest bardziej niż prawdopodobnym, że całość dochodu ze sprzedaży irackiej ropy zostanie przeznaczona na odbudowywanie Iraku zamiast na pokrycie kosztów poniesionych przez U.S. w wyniku wojny. (Donald F. Hepburn, "Is It a War for Oil," Middle East Policy, Vol X, No. 1 Spring 2003; see also "Iraq oil, the reality," Dilip Hiro, Middle East International, 10 January 2003) Podobnie, twierdzenia, że jest to wojna o ropę mija się z prawdą i że jakkolwiek niemoralną ona jest ale przynajmniej zapewnia dostęp do ważnego źródła także. Zanim przystąpiono do wojny U.S. otrzymywały ropy od Iraku ile tylko chciały a wojna tylko ograniczyła ten napływ i nie wykluczone że może także ograniczyć od innych dostawców. Najlepszym sposobem zabezpieczenia ropy środkowego wschodu było poważne zabranie się do rozwiązania konfliktu izraelski-palestyńskiego oraz dążenie do uniknięcia wojny za wszelką cenę. Główny architekt tej wojny - Paul Wolfowitz był cytowany: " Jeśli my nie będziemy wypełniać naszych pryncypiów to nie będziemy służyć narodowemu interesowi." On wierzy, że wojna z Irakiem wygeneruje więcej demokracji na środkowym wschodzie i że: "dążenie do w ustanowienia samorządnej struktury Iraku działa na korzyść U.S." ("First Stop Iraq," Time Magazine, 3.31.03) Trudno zrozumieć jak uznawany za zdolnego Wolfowitz może w ogóle wierzyć w taki śmieć, ponieważ wiadomo wszystkim że demokratyczny środkowy wschód działałby przeciw interesom Izraela. Być może taka mowa jest sposobem tworzonym przez kreatorów politycznego programu na przekonanie samych siebie o słuszności swojego programu. W każdym razie powinno być jasnym, że Busha polityka wojny nie jest racjonalnym sposobem rozwiązywania problemu ograniczonych i cennych źródeł i ma niewiele wspólnego z rozwiązywaniem rzeczywistych światowych problemów. Jest to raczej ideologiczna, mesjanistyczna, wizja prowadzenia permanentnej wojny na drodze do niszczenia wrogów Izraela.
Podobnie, zarzuty, że jest to wojna w celu zapewniania dalszych imperialistycznych celów U.S. mija się z przekonaniem, że U.S. już dominuje świat politycznie, militarnie i ekonomicznie, jest już hiper-imperialistycznym mocarstwem.

Historia pokazuje że w rzeczywistym świecie hegemonia nigdy nie była wygrywająca wielka strategią. Przyczyna jest prosta. Podstawowym celem państw w międzynarodowej polityce jest przeżycie i utrzymanie swojej niezależności. Kiedy jedno państwo staje się zbyt silne staje się hegemonem - brak równowagi siły na jego korzyść staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa wszystkich innych państw. Tak więc w całej historii międzynarodowej polityki, powstawanie potencjalnego hegemona zawsze prowokowało formowanie się przeciwnego sprzymierzenia innych państw. (Sniegoski, op. cit)

Jako imperialistyczne mocarstwo U.S. niewiele więcej może sobie życzyć poza zmienieniem mapy środkowego wschodu w celu wyeliminowania wrogów Izraela. Ale, Izrael posiada wrogów ponieważ dominuje i represjonuje Arabów w celu utrwalenia izraelskiego państwa na terenie Palestyny. Jest możliwym, że ogromna siła militarna U.S. może pomódz w wymuszeniu izraelskiej ekspansji i realizacji planu "wielkiego Izraela". Jest to jednak bardzo niepewna perspektywa na dłuższą metę. Wybierając nie sprowokowaną agresję na wrogów Izraela U.S. wchodzą na drogę która wykracza ponad imperializm i prowadzi do światowej wojny i do Armagedonu.
Koniec.

Appendix
JEWS IN THE MEDIA
(ŻYDZI W MEDIACH)
Compiled by Jeffrey Blankfort
(Zebrał,  Jeffrey Blankfort)

MORTIMER ZUCKERMAN, owner of NY Daily News, US News & World Report and chair of the Conference of Presidents of Major Jewish American Organizations, one of the largest pro-Israel lobbying groups.
LESLIE MOONVES, president of CBS television, great-nephew of David Ben-Gurion, and co-chair with Norman Ornstein of the Advisory Committee on Public Interest Obligation of Digital TV Producers, appointed by Clinton.
JONATHAN MILLER, chair and CEO of AOL division of AOL-Time-Warner
NEIL SHAPIRO, president of NBC News
JEFF GASPIN, Executive Vice-President, Programming, NBC
DAVID WESTIN, president of ABC News
SUMNER REDSTONE, CEO of Viacom, "world's biggest media giant" (Economist, 11/23/2) owns Viacom cable, CBS and MTVs all over the world, Blockbuster video rentals and Black Entertainment TV.
MICHAEL EISNER, major owner of Walt Disney, Capitol Cities, ABC.
RUPERT MURDOCH, Owner Fox TV, New York Post, London Times, News of the World (Jewish mother)
MEL KARMAZIN, president of CBS
DON HEWITT, Exec. Director, 60 Minutes, CBS
JEFF FAGER, Exec. Director, 60 Minutes II. CBS
DAVID POLTRACK, Executive Vice-President, Research and Planning, CBS
SANDY KRUSHOW, Chair, Fox Entertainment
LLOYD BRAUN, Chair, ABC Entertainment
BARRY MEYER, chair, Warner Bros.
SHERRY LANSING. President of Paramount Communications and Chairman of Paramount Pictures' Motion Picture Group.
HARVEY WEINSTEIN, CEO. Miramax Films.
BRAD SIEGEL., President, Turner Entertainment.
PETER CHERNIN, second in-command at Rupert Murdoch's News. Corp., owner of Fox TV
MARTY PERETZ, owner and publisher of the New Republic, which openly identifies itself as pro-Israel. Al Gore credits Marty with being his "mentor."
ARTHUR O. SULZBERGER, JR., publisher of the NY Times, the Boston Globe and other publications.
WILLIAM SAFIRE, syndicated columnist for the NYT.
TOM FRIEDMAN, syndicated columnist for the NYT.
CHARLES KRAUTHAMMER, syndicated columnist for the Washington Post. Honored by Honest Reporting.com, website monitoring "anti-Israel media."
RICHARD COHEN, syndicated columnist for the Washington Post
JEFF JACOBY, syndicated columnist for the Boston Globe
NORMAN ORNSTEIN, American Enterprise Inst., regular columnist for USA Today, news analyst for CBS, and co-chair with Leslie Moonves of the Advisory Committee on Public Interest Obligation of Digital TV Producers, appointed by Clinton.
ARIE FLEISCHER, Dubya's press secretary.
STEPHEN EMERSON, every media outlet's first choice as an expert on domestic terrorism.
DAVID SCHNEIDERMAN, owner of the Village Voice and the New Times network of "alternative weeklies."
DENNIS LEIBOWITZ, head of Act II Partners, a media hedge fund
KENNETH POLLACK, for CIA analysts, director of Saban Center for Middle East Policy, writes op-eds in NY Times, New Yorker
BARRY DILLER, chair of USA Interactive, former owner of Universal Entertainment
KENNETH ROTH, Executive Director of Human Rights Watch
RICHARD LEIBNER, runs the N.S. Bienstock talent agency, which represents 600 news personalities such as Dan Rather, Dianne Sawyer and Bill O'Reilly.
TERRY SEMEL, CEO, Yahoo, former chair, Warner Bros.
MARK GOLIN, VP and Creative Director, AOL
WARREN LIEBERFORD, Pres., Warner Bros. Home Video Div. of AOL- TimeWarner
JEFFREY ZUCKER, President of NBC Entertainment
JACK MYERS, NBC, chief….NYT 5.14.2
SANDY GRUSHOW, chair of Fox Entertainment
GAIL BERMAN, president of Fox Entertainment
STEPHEN SPIELBERG, co-owner of Dreamworks
JEFFREY KATZENBERG, co-owner of Dreamworks
DAVID GEFFEN, co-owner of Dreamworks
LLYOD BRAUN, chair of ABC Entertainment JORDAN LEVIN, president of Warner Bros. Entertainment
MAX MUTCHNICK, co-executive producer of NBC's "Good Morning Miami"
DAVID KOHAN, co-executive producer of NBC's "Good Morning Miami"
HOWARD STRINGER, chief of Sony Corp. of America
AMY PASCAL, chair of Columbia Pictures
JOEL KLEIN, chair and CEO of Bertelsmann's American operations
ROBERT SILLERMAN, founder of Clear Channel Communications
BRIAN GRADEN, president of MTV entertainment
IVAN SEIDENBERG, CEO of Verizon Communications
WOLF BLITZER, host of CNN's Late Edition
LARRY KING, host of Larry King Live
TED KOPPEL, host of ABC's Nightline
ANDREA KOPPEL, CNN Reporter
PAULA ZAHN, CNN Host
MIKE WALLACE, Host of CBS, 60 Minutes
BARBARA WALTERS, Host, ABC's 20-20 .MICHAEL LEDEEN, editor of National Review
BRUCE NUSSBAUM, editorial page editor, Business Week
DONALD GRAHAM, Chair and CEO of Newsweek and Washington Post, son of
CATHERINE GRAHAM MEYER, former owner of the Washington Post
HOWARD FINEMAN, Chief Political Columnist, Newsweek
WILLIAM KRISTOL, Editor, Weekly Standard, Exec. Director Project for a New American Century
RON ROSENTHAL, Managing Editor, San Francisco Chronicle
PHIL BRONSTEIN, Executive Editor, San Francisco Chronicle
RON OWENS, Talk Show Host, KGO (ABC-Capitol Cities, San Francisco)
JOHN ROTHMAN, Talk Show Host, KGO (ABC-Capitol Cities, San Francisco)
) MICHAEL SAVAGE, Talk Show Host, KFSO (ABC-Capitol Cities, San Francisco) Syndicated in 100 markets
MICHAEL MEDVED, Talk Show Host, on 124 AM stations
DENNIS PRAGER, Talk Show Host, nationally syndicated from LA. Has Israeli flag on his home page.
BEN WATTENBERG, Moderator, PBS Think Tank.
ANDREW LACK, president of NBC
DANIEL MENAKER, Executive Director, Harper Collins
DAVID REZNIK, Editor, The New Yorker
NICHOLAS LEHMANN, writer, the New York HENRICK HERTZBERG, Talk of the Town editor, The New Yorker
SAMUEL NEWHOUSE JR, and DONALD NEWHOUSE own Newhouse Publications, includes 26 newspapers in 22 cities; the Conde Nast magazine group, includes The New Yorker; Parade, the Sunday newspaper supplement; American City Business Journals, business newspapers published in more than 30 major cities in America; and interests in cable television programming and cable systems serving 1 million homes.
DONALD NEWHOUSE, chairman of the board of directors, Associated Press.
PETER R KANN, CEO, Wall Street Journal, Barron's
RALPH J. & BRIAN ROBERTS, Owners, Comcast-ATT Cable TV.
LAWRENCE KIRSHBAUM, CEO, AOL-Time Warner Book Group


netpol@interaccess.com
PoloniaNet, powrot