Eksperci za ponad 21 milionów euro.
Przemysław Ciechanowic

Na przełomie czerwca i lipca kilka polskojęzycznych dzienników poruszyło drażliwy dla demoliberalnych mediów temat marnotrawienia pomocowych funduszy przedakcesyjnych. Pojawiły się również głosy o fikcji bezinteresownej pomocy UE dla Polski.
Spośród różnych programów pomocowych najpopularniejszym, a jednocześnie najdroższym jest twinning czyli pomoc bliźniacza. Polega ona na wybraniu spośród krajów 15-ki państwa partnerskiego, które następnie wysyła do nas swoich doradców. Ich pobyt w Polsce trwający od 12 do 24 miesięcy jest finansowany całkowicie z funduszy programu przedakcesyjnego PHARE. Po kompromitacji programu SAPARD (z którego jak już wiemy będziemy w stanie wykorzystać ok. 30% deklarowanych przez UE środków) program PHARE jawi się jako kolejny sposób nabijania Polaków w butelkę. Jak ujawniły „Życie Warszawy” i „Super Express” duża część rzekomej bezinteresownej pomocy wraca z powrotem do UE. „( ...) choć ich pracę (doradców – przyp.red.) finansują unijni podatnicy, pieniądze wydane na ten cel uszczuplają kwoty przeznaczone na realizowany obecnie program PHARE. Innymi słowy spora część przyznawanych nam przez Unię dotacji (czasami nawet połowa), wraca do UE z powrotem”. Pisze Karolina Woźniak w Życiu Warszawy.
Trzeba zaznaczyć, że mówimy tu o niebagatelnej sumie ponad 21 mln 600 tys. € rocznie czyli ok. 88 560 000 PLN!
Dla porównania pomoc udzielona Polsce w ramach programu PHARE na „Rozwój ochrony socjalnej i zatrudnienia” w latach 1990-1999 wyniosła podobno 30 mln €. Na utrzymanie „doradcy” składają się: pensja (od 9 tyś. do 21 tyś € miesięcznie, czyli odpowiednio 36900 zł i 86100 zł), koszty prowadzonych szkoleń, środki na cele reprezentacyjne oraz zwrot kosztów utrzymania i podróży. W sumie ok. 30 tyś. € (120 tyś. zł) na każdego spośród 60 przebywających w Polsce doradców miesięcznie. Dane te pochodzą z lipca br. i jak pisze „Życie Warszawy” „(...)w najbliższych miesiącach przyjedzie jeszcze kilkudziesięciu (doradców- przyp. red.) „(...)przyjeżdźają na rok lub dwa, dostają mieszkanie, dobrą pensję i nie bardzo wiedzą, co mają robić – przyznaje Richard Rozwadowski(...)” (Życie Warszawy). Pozostawmy to bez komentarza.
„(...)UE jest jak żona mafiosa: trwoni kasę i będzie ją trwonić. Ale spróbuj ją skrytykować, a poleci twoja głowa(...)” (Super Express).
Autorem tych złowieszczych słów jest były specjalista unijny w Polsce – Carl Beddermann. Wieloletni pracownik niemieckiego ministerstwa rolnictwa wysłany do Polski w nagrodę za osiągnięcia zawodowe, niedawno stracił pracę. Powodem tych represji było udzielenie wywiadu dziennikowi Super Express. „(...) Jego niemiecka gospodarność nie mogła znieść, że na łapanie powietrza w słoiki (właśnie badaniem powietrza się zajmował) oraz przygotowywanie konferencji i bankietów dla innych unijnych ekspertów wydawane są co miesiąc ogromne pieniądze. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z „Super Expressem”(...)”.
I to właśnie nie mieściło się w pojęciu demokratycznej swobody wolności słowa, którą często szafują demoliberałowie i socjaliśći.
Jak pisze w swoim artykule Martyna Mistarz, Carl Beddermann będzie dalej zachęcał Polaków do opamiętanie i nie pchania się do UE za wszelką cenę.

„(...)Wedle Carla Beddermanna, lepiej nawet odczekać trochę, ale wejść do systemu na swoich prawach. Albo nie wchodzić wcale(...)
(...)- Ja również myślałem podobnie jak większość Polaków: Unia to raj - tłumaczy Beddermann. – Ale obserwując poczynania urzędników UE, analizując przepisy przez nich wydawane, zacząłem zmieniać zdanie. W mózgu zapaliła mi się czerwona żarówka. Nie może być tak, że Unia traktować będzie Polskę tylko jak rynek zbytu (...)”
W odpowiedzi na rozpętaną przez eurokratów nagonkę, były już doradca wystosował list do Bruno Dethomasa, szefa unijnej delegacji w Polsce. Jego fragmenty opublikowane przez Super Ekspress dla euro realistów nie są niczym nowym, a eurofilom powinny dać wiele do myślenia:
„(...) Rozumiem, że w kraju z 20-proc. bezrobociem i przeciętnymi płacami wynoszącymi ok. 1 tyś. zł otwarła dyskusja na temat wynagrodzeń personelu unijnego musi być dla Pana bardzo drażliwa (na przykład w Pana wypadku chodzi tu o ok. 65 tyś. zł miesięcznie, czyli pięć razy tyle, co wynosi pensja Prezydenta RP). (...) Ekspert Unijny otrzymujemy 27 razy wyższe wynagrodzenie od swojego polskiego kolegi – przy jednakowej pracy! To nieco trąci kolonializmem, nie sądzi Pan, Panie Ambasadorze? (...) Negatywny wynik referendum w sprawie przystąpienia do Unii nie byłby katastrofą dla Polski, ale właśnie dla samej Unii, która dla zwalczania własnego kryzysu pilnie potrzebuje nowych członków”.

Na podsumowanie tej krótkiej informacji dodajmy tylko, że w systemie rozliczania efektów działalności euro doradców bierze się pod uwagę jedynie czas spędzony w Polsce, a nie efekty ich pracy. Jest to kolejne świadectwo jak bardzo korupcjogenny jest aparat administracyjny Unii Europejskiej.

Przemysław Ciechanowic (Inne Strony Integracji)
Na podstawie Super Express , Życie Warszwy oraz dane CIE

http://www.innestrony.pl/?isi=xi98

netpol@interaccess.com
PoloniaNet, powrot