RZECZPOSPOLITA, 26.04.00 Nr 98 Naklad 9768

Norman G. Finkelstein

Kto czerpie korzysci z holokaustu?

Dlaczego zajal sie pan kwestia odszkodowan dla ofiar holokaustu?

NORMAN G. FINKELSTEIN- Z uwagi na moich rodzicow. Moj ojciec, ktory zdolal przezyc warszawskie getto i oboz koncentracyjny w Oswiecimiu, dostal od Niemiec dozywotnia rente, poniewaz doznal powaznych urazow fizycznych. Renta ta wynosila pod koniec jego zycia okolo 600 dol. miesiecznie. Matce, ktora przezyla getto i oboz na Majdanku, Niemcy nie chcieli dac renty, bo nie miala widocznych obrazen. Dostala tylko symboliczne odszkodowanie - okolo 3 tys. dol. Matka zawsze zastanawiala sie, kto w takim razie dostaje pieniadze z Niemiec, ktore wyplacily ocalalym z holokaustu Zydom lacznie 118 mld dol. Teoretycznie przeciez nikt bardziej nie zaslugiwal na najwyzsze odszkodowania niz moi rodzice, ktorzy byli przesladowani przez cala wojne, stracili cala rodzine i caly majatek.

Drugi powod zajecia sie tematem odszkodowan wiaze sie z ksiazkami Daniela Goldhagena "Hitler's Willing Executioners" (wydana w Polsce pod tytulem "Gorliwi kaci Hitlera") i Petera Novicka "Holocaust in American Life". Zostalem poproszony o napisanie recenzji tych ksiazek i po przeprowadzeniu badan historycznych postanowilem sam napisac na ten temat ksiazke. Bedzie ona miala tytul "The Holocaust Industry: The Abuse of Jewish Victims". W polskim tlumaczeniu powinien on brzmiec: "Jak z odszkodowan dla ofiar holocaustu uczyniono dochodowy interes?"

Co pan ustalil w wyniku swoich badan?

Najpierw przeanalizowalem negocjacje i porozumienie podpisane w 1952 roku przez rzad Niemiec z Zydowska Konferencja Roszczeniowa (Jewish Claims Conference, dalej w skrocie JCC). Na mocy tego porozumienia Niemcy wyplacily JCC okolo miliarda dolarow na odszkodowania dla takich osob jak moja matka - ktore nie kwalifikowaly sie do otrzymywania dozywotnich rent. Okazuje sie jednak, ze JCC zatrzymala wiekszosc tych pieniedzy dla siebie albo dokonala ich podzialu po swojemu. Czesc przeznaczono na wsparcie spolecznosci zydowskich w krajach arabskich, czesc na instytut Yad Vashem w Jerozolimie i rozne muzea, czyli na cele nie zwiazane z odszkodowaniami dla ofiar.

Ile zatem przypadlo bezposrednio ofiarom?

Ostatecznie tylko 15 proc. z owego miliarda. Choc nawet i te czesc JCC rozprowadzila glownie wsrod "wybitnych zydowskich przywodcow z czasow II wojny swiatowej i rabinow", czyli faktycznie wlasnych dzialaczy. Zwykle ofiary dostaly jakies promile.

Potem zajalem sie sprawa bankow szwajcarskich, od ktorych zazadano odszkodowan za utracone przez Zydow oszczednosci. Ciekawym aspektem tej sprawy jest fakt, ze Zydzi ulokowali przed wojna w bankach szwajcarskich wcale nie wiecej oszczednosci niz w bankach amerykanskich. Logika podpowiadalaby wiec, ze JCC, ktora jest agenda posiadajacego swa centrale w USA Swiatowego Kongresu Zydow (World Jewish Congress, dalej w skrocie WJC), powinna najpierw domagac sie odszkodowan od bankow amerykanskich. Tymczasem caly atak skoncentrowano na Szwajcarach. Najpierw z zadaniem odszkodowan wystapily WJC i JCC. Nastepnie adwokaci z USA zlozyli przeciwko bankom szwajcarskim pozwy zbiorowe w sadach. Potem do dzialan tych dolaczyl rewident finansowy Nowego Jorku Alan Havesi, jedna z najbardziej wplywowych postaci w swiecie amerykanskiej finansjery, ktory zagrozil Szwajcarii sankcjami ekonomicznymi. Nastepnie odbyly sie przesluchania w komisjach bankowych Kongresu i Senatu, a na koncu do akcji wkroczyl zastepca sekretarza stanu Stuart Eizenstat majacy za soba autorytet amerykanskiego rzadu. Pod taka presja Szwajcarzy bardzo szybko zgodzili sie na audyt kont i juz w lutym 1996 roku zapewnili, ze kazdemu z posiadaczy konta lub spadkobiercom wyplaca odszkodowania. Ale WJC sie na to nie zgodzil. Bo gdyby sie zgodzil, to pieniadze dostalyby tylko ofiary - WJC i adwokaci nie dostaliby nic.

I na tym wlasnie rzecz polega. WJC i JCC domagaja sie odszkodowan w imieniu ofiar holokaustu, ale pieniadze zostawiaja sobie. W sierpniu 1998 roku WJC i adwokaci zmusili banki szwajcarskie do podpisania ugody, na mocy ktorej banki zostaly zobowiazane do wyplacenia odszkodowania o lacznej wartosci 1,25 mld dol. Mamy kwiecien roku 2000 i zadna z ofiar nie dostala jeszcze ani grosza. Dlaczego? Czy czeka sie, az wszystkie ofiary umra? Gdy WJC domagal sie odszkodowan, a Szwajcarzy proponowali poczekac na wyniki audytu kont, argumentem strony zydowskiej bylo to, ze nie ma czasu, bo potrzebujace ofiary holokaustu wymieraja z dnia na dzien. A kiedy juz WJC osiagnal swoj cel, owa presja czasu znikla. WJC ma teraz mnostwo czasu, bo ma juz pieniadze.

Czy uwaza pan, ze organizacje zydowskie dzialaly podobnie w przypadku negocjacji z Niemcami o odszkodowania za prace przymusowa?

Tak, strategia zostala powtorzona. W sierpniu 1998 roku doprowadzono do ugody z bankami szwajcarskimi, a juz we wrzesniu tegoz roku ci sami adwokaci zlozyli pozwy zbiorowe przeciwko niemieckim firmom. Znow wlaczyl sie Alan Havesi, znow doprowadzono do przesluchan w Kongresie i Senacie, znow rola "mediatora" przypadla Stuartowi Eizenstatowi.

Zaczalem sie temu blizej przygladac i za posrednictwem prasy postawilem dwa pytania: Co sie stalo z pieniedzmi, ktore Niemcy juz wczesniej zaplacily ofiarom i ile rzeczywiscie jest dzis zyjacych ofiar? JCC stwierdzila podczas negocjacji, ze bylych robotnikow przymusowych narodowosci zydowskiej zyje jeszcze 135 tys. Wynikaloby z tego, ze na koniec wojny, w 1945 roku, bylo ich okolo 600 tys., bo nastepne piecdziesiat lat przezyla tylko okolo jedna czwarta z nich. Tymczasem historycy holokaustu szacuja, ze w maju 1945 roku ocalalych Zydow, ktorzy wykonywali prace niewolnicza, bylo od 50 do maksimum 100 tys. Skad wiec wziela sie liczba 135 tys.? Zawyzono liczbe ofiar, zeby uzyskac wiecej pieniedzy. Teraz JCC zamiesci w prasie ogloszenia, zeby zglaszali sie uprawnieni do pobrania odszkodowan. Mozna przewidziec, ze osob takich nie bedzie wiecej niz 20 tys., a jesli do tego JCC odrzuci czesc podan pod roznymi pretekstami, np. niepelnej dokumentacji, to faktycznie wyplaty dotra moze do 10 tys. osob. Reszta pieniedzy zostanie dla WJC. Dlatego uwazam, ze zydowskie organizacje robia z holokaustu intratny biznes. Jestem temu zdecydowanie przeciwny. Na holokauscie nie powinni zarabiac ani Niemcy, ani Zydzi, bo to uwlacza pamieci i godnosci milionow Zydow, ktorzy padli ofiara zaglady.

Polacy, tak jak i Zydzi, byli ofiarami wojny. Ale ostatnio pozwy zbiorowe zostaly zlozone takze przeciwko Polsce, ktora wzywa sie, zeby zwrocila Zydom utracone w wyniku wojny mienie.

Polacy sa kolejni na liscie. Strategia, ktora zostala przetestowana w przypadku Szwajcarii i Niemiec, bedzie wykorzystana do wyludzenia od Polski gigantycznych odszkodowan. To ma byc "wielki final". "Wielki" dlatego, ze organizacje zydowskie zazadaja o wiele wiekszych pieniedzy niz od kogokolwiek dotad. Od Szwajcarow WJC otrzymal 1,25 mld dol., a ostatnio od Niemcow jako odszkodowania za prace robotnikow przymusowych - 1,3 mld dol. W przypadku Polski mowi sie juz o mieniu zydowskim wartym kilkadziesiat miliardow dol. Ta akcja juz sie zaczela. Zlozone zostaly pozwy, do polskich wladz plyna listy od kongresmanow, o ile wiem, do Warszawy wybiera sie tez wkrotce Alan Havesi. Wniosek o przesluchania w Kongresie zostal juz zlozony, a potem znow do dzialania przystapi Stuart Eizenstat itd.

Ojciec mojej matki mial przed wojna w Polsce sklep tytoniowy, a ojciec ojca maly tartak. Ja nawet nie znam nazwisk swoich dziadkow, moi rodzice nigdy o tym nie rozmawiali i choc teoretycznie jestem legalnym spadkobierca, nigdy by mi do glowy nie przyszlo domagac sie zwrotu tego mienia. Powiem szczerze - moi rodzice nienawidzili Polakow, tak samo jak Niemcow, bo takie mieli doswiadczenia. Ja tego nie potepiam, ale tez i nie bronie. Wiem jednak, ze moi rodzice nigdy nie zgodziliby sie, zeby w imie zadoscuczynienia wyrzucic z ich dawnych majatkow mieszkajacych tam teraz Polakow.

Ale czy Zydzi, ktorzy chca odzyskac dawne mienie w Polsce, nie powinni miec do tego prawa?

Oczywiscie, jest w Polsce niewielka spolecznosc zydowska i bez zadnych watpliwosci ludziom tym nalezy sie zwrot czesci dawnego mienia zydowskich gmin, synagog, cmentarzy, szkol. Ale czy kazdej synagogi, szkoly czy szpitala? Czy kilku tysiacom ludzi potrzebna jest infrastruktura, ktora kiedys sluzyla kilku milionom polskich Zydow? Co zas do prywatnego mienia, to z wyjatkiem niezbicie udokumentowanych roszczen ten rozdzial powinien byc zamkniety. Ogromna wiekszosc bylych wlascicieli i tak juz nie zyje, jakim prawem wiec WJC i adwokaci mowia o kilkudziesieciu miliardach dolarow, skoro ocalala garstka?

Polskie wladze nie powinny podejmowac negocjacji z szantazystami. Zwlaszcza ze oni w duzym stopniu blefuja i czekaja, jaka bedzie reakcja. Gdy raz sie ustapi, to wczesniej czy pozniej pojawia sie kolejne roszczenia. Niemcy juz wczesniej zaplacily ponad 100 mld dol. Zydom i teraz znow musialy zaplacic. Jesli Polska pojdzie na jakies ustepstwa, to jestem pewien, ze za jakis czas, gdy Polska stanie sie zamozniejsza, WJC ponownie zjawi sie z wyciagnieta reka. Przewodniczacy WJC Edgar Bronfman lata swym prywatnym odrzutowcem i twierdzi, ze potrzebuje pieniedzy dla "biednych" ofiar. Ja bym mu odpowiedzial: "Prosze pana, ma pan wlasny majatek o wartosci ponad 3 mld dol., dlaczego sie pan nie podzieli nim z ofiarami, starczy az nadto. Niech pan zostawi Polske w spokoju."

Rozmawial w Nowym Jorku Krzysztof Darewicz

Dr Norman G. Finkelstein wyklada politologie i teorie stosunkow miedzynarodowych na New York University i Hunter College. Uczen Noama Chomsky'ego, doktoryzowal sie na Princeton University z teorii syjonizmu i dlugo specjalizowal sie w problematyce izraelsko-palestynskiej. Autor wielu ksiazek, w tym "Image and Reality of the Israel-Palestine Conflict", "The Rise and Fall of Palestine" i "A Nation on Trial: The Goldhagen Thesis and Historical Truth".