Nasz Dziennik. Sobota-Niedziela 13-14 maja 2000
Kto falszuje historie?
Czytelnicy polscy
w kraju ciagle za malo znaja alarmujace ostrzezenia glosnego autora polonijnego
profesora Ivo Cypriana Pogonowskiego. Ten najwybitniejszy dzis wsrod Polakow
zyjacych na Zachodzie znawca problematyki zydowskiej jest autorem opublikowanego
juz w dwoch wydaniach monumentalnego dziela dokumentalnego "Jews in Poland",
ze wstepem znanego sowietologa zydowskiego pochodzenia - profesora Richarda
Pipesa. Otoz profesor Pogonowski od kilku lat wytrwale i systematycznie
ostrzega przed tym, co robia niektorzy bardzo wplywowi Zydzi zagraniczni,
zwlaszcza amerykanscy, dla przyczernienia obrazu polskiej historii i upokorzenia
Polakow. Zdaniem profesora Pogonowskiego, to wszystko jest tylko gra wstepna
zmierzajaca do ulatwienia naciskow na wyplate przez Polske jak najwiekszych
"odszkodowan za zydowskie mienie". To, przed czym pare tygodni temu ostrzegal
wybitny zydowski politolog w USA N. Finkelsztejn w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej",
twierdzac, ze Swiatowy Kongres Zydow chce szantazami zmusic Polske do wyplaty
kilkudziesieciu miliardow dolarow Zydom. W tym celu robi sie wszystko,
by upokorzyc Polske, czym wprost otwarcie zagrozil naszemu krajowi juz
pare lat temu jeden z czolowych przywodcow zydowskich.
Upiorne znieksztalcenia.
Piszac o dzialaniach dla wymuszenia tego ogromnego
haraczu od Polakow, prof. Pogonowski twierdzi, ze w tym celu "stwarza sie
mity o udziale Narodu Polskiego w zagladzie Zydow. Latwiej jest sciagac
odszkodowania od winnych niz od wspolofiar".
Za jeden z najnowszych
przejawow tego typu propagandy wymierzonej w Polakow profesor Pogonowski
uznal najnowsza tworczosc Jana Tomasza Grossa, zwlaszcza jego eseje "Upiorna
dekada", wydane w 1998 roku. W ocenie prof. Pogonowskiego: "Propaganda
Grossa pomaga eksternistycznym ugrupowaniom zydowskim w ich probach wymuszania
od rzadu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemcow,
Sowietow i kryminalistow".
Aby uzyskac nakreslone wyzej cele prowadzi sie akcje ciaglego prowokowania Polakow przez wysuwanie kolejnych agresywnych
zadan, ostatnio glownie zadania usuniecia Krzyza Papieskiego w Oswiecimiu.
Podobnym celom sluzy stwarzanie roznego typu antypolskich "faktow prasowych",
naglasnianie roznych rzekomych incydentow antyzydowskich, tak jak wymyslona
ostatnio afera z rzekomymi "antysemickimi" wystapieniami na Majdanku. W
tym kontekscie nalezy tez widziec proby naglego zaatakowania Polakow przez
odpowiednio tendencyjne znieksztalcenia i naglosnienie wydarzen sprzed
kilkudziesieciu lat, o ktorych, mimo ich dzis tak mocno akcentowanej wagi,
sami Zydzi prawie nie mowili przez kilkadziesiat lat. Dzis za to je odpowiednio
retuszujac, przypisuja za wszystko co najgorsze wine oczernianym Polakom.
Tak jak sie stalo ze sprawa publikowanego kilka miesiecy temu przez J.
T. Grossa w ksiazce "Europa Nie prowincjonalna" tekstu oskarzajacego Polakow
o spalenie w lipcu 1941 roku tysiaca kilkuset Zydow z Jedwabnego w Lomzynskiem.
Tekst Grossa zostal ostatnio naglosniony w Internecie i dosc bezkrytycznie
zreferowany w "Rzeczpospolitej" (z 5 maja) przez Andrzeja Kaczynskiego.
Przyjrzyjmy sie najpierw blizej osobie samego Jana Tomasza Grossa. Kim jest ten aktualnie
najostrzejszy oskarzyciel Polakow? Jest to przede wszystkim badacz, ktory
ciezko grzeszy przeciw podstawowym zasadom pracy autora zajmujacego sie
historia. Tym samym faktom, o ktorych pisal w 1983 roku, dzis nadaje z
gruntu odmienna niz wowczas interpretacje, przemilczajac wszystko, co ja
podwaza.
W swej pierwszej ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir
zeslali", wydanej w 1983 r. razem z Irena Grudzinska-Gross ksiazce rzeczywiscie
wartosciowej i starajacej sie o obiektywizm Gross dal bogaty material zrodlowy,
nie ukrywajacy faktow o prosowieckiej i antypolskiej kolaboracji wielkiej
czesci Zydow na Kresach w latach 1939-1941. We wspomnianej ksiazce przytaczal
liczne fakty o donoszeniu na Polakow, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek
przydroznych przez sfanatyzowanych Zydow - komsomolcow, o wielkiej roli
zbolszewizowanych Zydow w administracji. Dzis to wszystko wyparowalo z
jego analiz. Za to mamy ciagle wybielanie zydowskiej kolaboracji z Sowietami,
jej skrajne pomniejszanie, wzglednie usprawiedliwianie reakcjami na dawny
"antysemityzm" polski lub strachem przed Niemcami. Po prawdziwie upiornych
znieksztalceniach ksiazki "Upiorna dekada" Gross przeszedl do najbardziej
oszczerczych uogolnien-oskarzen, ze to Polacy ponosza wine za zorganizowane
przez Niemcow wymordowanie Zydow z Jedwabnego w lipcu 1941 r.
Rzecz znamienna - jedynym swiadectwem, na jakim oparl sie Gross w swym oskarzeniu
pod adresem Polakow z Jedwabnego, jest oskarzajaca ich o wymordowanie 1500-1600
Zydow relacja Szmula Wasersztajna (pierwsza jej wersja pochodzi z 1945 roku).
Gross uznal te relacje za najbardziej wiarygodne zrodlo, pomimo
tego, ze jak sam przyznal: "W ZIH-u znajdziemy dwa zeznania Wasersztajna
spisane oddzielnie - ani liczby sie w nich nie pokrywaja, ani rozmaite
detale". Bezkrytycznie akceptujac relacje Wasersztajna, Gross ani slowem
nie wspomnial o dotychczasowych polskich badaniach calej sprawy, w tym
o parokrotnie publikowanych uwagach prokuratora Waldemara Monkiewicza,
bylego szefa Okregowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, ktory dokladnie
badal cala sprawe. Nie wspomnial, jak sie zdaje, dlatego iz stwierdzenia
prokuratora Monkiewicza natychmiast obalilyby gmach falszow zbudowany dzieki
calej relacji Wasersztajna.
Ten ostatni przypisuje wykonanie calej zbrodni na Zydach w Jedwabnem Polakom. Zgodnie z ta intencja robi co moze,
aby maksymalnie zanizyc liczebny udzial Niemcow bioracych udzial w calej
antyzydowskiej akcji. Wedlug Wasersztajna, w Jedwabnem bylo wszystkiego
osmiu gestapowcow, ktorzy byli faktycznie biernymi obserwatorami zbrodni
popelnionej jakoby przez Polakow. Tymczasem Monkiewicz konsekwentnie podawal,
ze w calej akcji w Jedwabnem bralo udzial ponad 200 niemieckich funkcjonariuszy.
W referacie na sesje popularnonaukowa zorganizowana 20 czerwca 1986 r.,
z okazji 250-lecia nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz
podal, ze 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem lacznie pojawilo sie 232 funkcjonariuszy
niemieckiej policji (A. Kaczynski w "Rzeczpospolitej" podal znieksztalcona
informacje, twierdzac, ze Monkiewicz mowil wowczas o stu kilkudziesieciu
policjantach niemieckich). W artykule publikowanym w 1989 roku w "Studiach
Podlaskich" Monkiewicz pisal m.in. "W poczatkach lipca ze skladu batalionow
policyjnych 309 i 316 wydzielono ponad 200 funkcjonariuszy, tworzac specjalny
oddzial nazywany "Kommando Bialystok" dowodzony przez Wolfganga Burknera,
oddelegowanego z warszawskiego gestapo. Oddzial ten w dniu 10 lipca 1941
roku przybyl samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. W toku akcji podjetej
przeciwko Zydom zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza.
Ta ostatnia uczestniczyla jedynie w przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich
konwojowaniu poza miasto. Tam hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego wrecz
okrucienstwa wpedzajac okolo 900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamkneli,
sciany oblali benzyna i podpalili, powodujac meczenska smierc znajdujacych
sie wewnatrz mezczyzn, kobiet i dzieci. W dwa dni pozniej ci sami sprawcy
wymordowali prawie wszystkich Zydow w Radzilowie. Spalili tam w stodole
okolo 650 osob.
Zarowno w Jedwabnem, jak i w Radzilowie hitlerowcy starali sie wciagnac do pogromu niektorych policjantow pomocniczych narodowosci polskiej. Ci sposrod nich, ktorym udowodniono jakikolwiek udzial - najczesciej
zreszta w czynnosciach drugorzednych - poniesli surowe kary".
Nikt nie pytal o zgode.
Prokurator Monkiewicz wyraznie - wbrew twierdzeniom
Wasersztajna - informuje, ze policjanci pomocniczy narodowosci polskiej
brali najczesciej udzial w czynnosciach drugorzednych typu wyprowadzenia
ofiar na rynek i ich konwojowania, podczas gdy decydujaca role w mordowaniu
Zydow odegralo ponad 200 niemieckich policjantow.
I tu wlasnie zahaczamy
o sprawe zasadnicza - jak mozna traktowac relacje Wasersztajna, ktory zamiast
liczby ponad 200 policjantow niemieckich, a scislej 232, pisal o zaledwie
8 Niemcach uczestniczacych w zbrodni. Tak skandaliczne zanizenie liczby
niemieckich policjantow w stosunku do faktycznej liczby podanej przez badajacego
oficjalnie sprawe zbrodni prokuratora jest czyms wrecz szokujacym i wyklucza
jakiekolwiek powazne traktowanie relacji Wasersztajna jako zrodla. Trudno
zrozumiec, czym - poza antypolska tendencyjnoscia - kierowal sie J.T. Gross,
czyniac wlasnie z relacji Wasersztejna swoj glowny i zarazem jedyny dowod
"polskiej zbrodni".
W relacji Wasersztajna znalazlo sie rowniez kilka
innych skrajnie niewiarygodnych stwierdzen. Wedlug niego, osmiu gestapowcow
naradzalo sie z Polakami z wladz w miasteczku, co zrobic z miejscowymi
Zydami. "Wielkoduszni" Niemcy chcieli zostawic przy zyciu co najmniej jedna
rodzine zydowska "z kazdego zawodu". Nie poradzili sobie jednak z "krwiozerczymi"
Polakami, ktorzy wymusili na Niemcach wymordowanie wszystkich Zydow z Jedwabnego:
"nikt z nich nie moze zostac zywym". I w tym miejscu wypada zgodzic sie
z innym autorem tekstu o zbrodni w Jedwabnem - z Leonem Kalewskim ("Nasza
Polska" z 10 maja 2000). Pytal on: "Czy jest w ogole mozliwe, aby Niemcy
pytali gdziekolwiek miejscowa ludnosc w podbitych przez siebie krajach,
jakie ma ona zamiary wobec Zydow? Hm, bardzo ciekawa interpretacja holokaustu
(...). Taka teoria mogla powstac w glowie nieszczesnika o niezbyt lotnym
umysle, pelnego uprzedzen wobec Polakow (...). Ale zeby bezkrytycznie opierali
sie na jego relacji swiatowej slawy profesorowie zydowscy?..."
Inny niesamowity szczegol z relacji Wasersztajna. Stwierdzil on, ze jeden z
Polakow - stolarz Szlezinski byl tak fanatycznie antysemicki, ze z nienawisci
do Zydow zaofiarowal wlasna stodole jako miejsce do ich spalenia. W sprawie
tej wypowiadala sie juz ponad 10 lat temu corka wspomnianego stolarza,
mowiac: "To, ze ofiarowal swoja stodole do spalenia Zydow, jest czysta
bzdura. Tak jakby Niemcy pytali o zgode. Pasowala im, bo stala niedaleko
kirkutu i w bezpiecznym oddaleniu od innych zabudowan" (cyt. za D. i A.
Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988).
Wiarygodnosc relacji Wasersztajna zdecydowanie podwazyla uratowana z niemieckiej oblawy
w Jedwabnem Zydowka Helena Ch., stwierdzajac, ze nie byl on obiektywny
w swym opisie. Wedlug cytowanego artykulu D. i A. Wroniszewskich, Helena
Ch. powiedziala m.in. "Niedawno przyjechal do Jedwabnego rabin z Kostaryki,
jeden z tych siedmiu Zydow, ktorych uratowal Karwowski. Najpierw modlil
sie na kirkucie, a potem przyszedl do nas. Dobrze pamietal jednego z tych,
o ktorych Wasersztajn pisal, ze mordowali Zydow. "To byl bardzo dobry czlowiek"
- powiedzial. A ja mu wierze". Profesor Jan T. Gross wolal bezkrytycznie
zaakceptowac relacje Wasersztajna.
Inna rzecz znamienna. Gross ani przez moment nie zajaknal sie nawet o tych Polakach, ktorzy ratowali Zydow
przed niemiecka zaglada, o wspomnianym Karwowskim, ktory uratowal i przechowal
siedmiu Zydow, o Antoninie Wyrzykowskiej, ktora ukrywala w swym gospodarstwie
siedmiu Zydow, w tym samego Wasersztajna.
Jest jeszcze jedna rzecz, ktora Jan T. Gross dzis niemal calkowicie przemilcza, piszac o dramacie
Zydow w Jedwabnem. Mysle tu o pokazaniu, do jakiego stopnia na nastroje
wobec Zydow w tej miejscowosci rzutowala wczesniejsza, skrajna nadgorliwosc
prosowiecka, donosicielsko-NKWD-owska dzialalnosc zbolszewizowanych Zydow
w Lomzynskiem i w Bialostockiem. Przypomne, ze ten sam Gross 17 lat temu,
gdy jeszcze staral sie o obiektywizm, zamiescil pare dosc szokujacych relacji
w ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali". Byla tam m.in.
relacja o nikczemnej roli Zyda Lewinowicza w podstepnym aresztowaniu Polakow.
Byla wstrzasajaca historia smierci nadlesniczego Labeckiego, ktory odebral
sobie zycie, rzucajac sie pod pociag. Jak pisano w ksiazce J.T. Grossa
i I. Grudzinskiej Gross: "Byl on [nadlesniczy - JRN] wezwany do jakiegos
urzedu w dawniejszym miasteczku powiatowym Sokolce. Tam zwykli Zydzi z
czerwonymi opaskami na rekawach i karabinami, ktore na pewno pamietaly
Napoleona, ci Zydzi wykopali go i potlukli. On nie mogl tego zniesc i rzucil
sie pod pociag. Rodzine, tj. zone i szescioletniego synka wywieziono podczas
najokropniejszych mrozow az do Irkucka".
Poparli wladze sowiecka.
Andrzej Kaczynski, piszac w "Rzeczpospolitej" o zrodlach gwaltownego pogorszenia
stosunkow zydowskich na Kresach w ciagu niespelna dwoch lat okupacji sowieckiej,
ilustruje to nastepujacymi dwoma przykladami z regionu Lomzy: "Poparli
nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy kierownik
instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje juz ani jeden Polak - mowil
na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w Lomzy, i nader krytycznie,
z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te sytuacje.
Ktos zanotowal podczas wojny skarge rolnika spod Lomzy. - Teraz to mamy zydowskie
cesarstwo. Tylko ich wybieraja wszedzie, a Polak jak kon, on tylko ciagnie
i jego bija batem".
W pamieci mieszkancow Jedwabnego fatalnie zapisala sie rola zbolszewizowanych Zydow w deportowaniu Polakow na Syberie. W cytowanym wczesniej reportazu Wroniszewskich odnotowano relacje polskiego mieszkanca
miejscowosci Jedwabne: "Pamietam, jak wywozili Polakow do transportu na
Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd z karabinem. Matki, zony, dzieci,
klekaly przed wozami, blagaly o litosc, pomoc. Ostatni raz dwudziestego
czerwca 1941 roku".
Doszly do tego drastyczne represje przeciw polskiej
konspiracji w polowie 1940 roku. W czerwcu 1940 roku NKWD rozbilo w Jedwabnem
konspiracyjna organizacje, aresztujac jej 35 czlonkow. Miesiac pozniej
rozbito Zwiazek Walki Zbrojnej, aresztujac 79 osob z Jedwabnego i Bialegostoku.
Polscy mieszkancy Jedwabnego dosc powszechnie przypisywali wykrycie obu
konspiracji zydowskim donosom. Prokurator Monkiewicz mowil w wypowiedzi
cytowanej w reportazu Wroniszewskich: "Kiedy w 1939 r. do Jedwabnego przyszli
Rosjanie, dla Polakow byli zwyklymi najezdzcami. Natomiast wiekszosc Zydow
natychmiast opowiedziala sie po stronie wladzy radzieckiej. Nie mieli zahamowan
przy zmienianiu orzelkow na gwiazdy, chetnie brali udzial w mityngach.
Nastroje antysemickie wzrosly tez na pewno, kiedy juz przed wkroczeniem
Niemcow wrocili z lomzynskiego wiezienia ludzie zadenuncjowani przez Zydow".
Przemilczane zbrodnie.
Na tle jednostronnego i tendencyjnego obrazu stosunkow polsko-zydowskich
prezentowanego przez Grossa, warto przypomniec o wiele obiektywniejsza
probe podjecia podobnych tematow zaprezentowana przez badacza zwiazanego
z Zydowskim Instytutem Historycznym - Andrzeja Zbikowskiego. W drukowanym
na lamach Biuletynu Zydowskiego Instytutu Historycznego w Polsce artykule
(nr 2-3 1992 r.) Zbikowski najpierw opisal przyczyny nasilania sie nastrojow
niecheci do Zydow na kresach. Pisal m.in. w oparciu o zydowskie swiadectwa
dotyczace Wilna: "Nieraz Zydzi wyszydzali, a nawet denuncjowali Polakow,
glownie bylych zolnierzy (...). Umocniona zostala zydowska dominacja w
handlu, teraz juz uspolecznionym, kwitla protekcja i korupcja. Nie inaczej
dzialo sie w Grodnie i Bialymstoku. Niektorzy autorzy relacji pisali z
rozzaleniem o swoich rodakach, ze odniesli sie do Polakow lekcewazaco i
czesto ich ponizali".
W innym tekscie publikowanym przez Zbikowskiego
w "Studiach z dziejow Zydow w Polsce" t. II (wyd. 1995 r., s.64), zacytowal
on wypowiedz pewnej Zydowki z Wilna, iz: "Za czasow zas bolszewickich wzmogl
sie w silnym stopniu prad antysemicki u Polakow. W duzej mierze ponosza
za to wine Zydzi sami (...). Przy kazdej okazji smieli sie z Polakow, wykrzykiwali:
juz nie wasza Polska, minely te czasy (...). Zydowscy komunisci igrali
z uczuciami patriotycznymi Polakow, denuncjowali ich nielegalne rozmowy,
wskazywali polskich oficerow oraz bylych wyzszych urzednikow, z wlasnej
woli pracowali w NKWD i brali udzial w aresztowaniach".
Przytaczajac rozne tego typu przyklady, Zbikowski pisal o narastajacych wsrod Polakow
i Ukraincow pragnieniach odwetu. Wskazuje rowniez na fakt, ze wszystkie
bardziej znaczace zajscia antyzydowskie w czerwcu - lipcu 1941 r., po odwrocie
wojsk sowieckich (m.in. we Lwowie, Drohobyczu, Tarnopolu) byly zawsze wywolane
znalezieniem w tamtejszych wiezieniach zmasakrowanych zwlok osob zaaresztowanych
wczesniej przez NKWD Ukraincow i Polakow. Wedlug Zbikowskiego, w zajsciach
antyzydowskich jednoznacznie dominowali Ukraincy. Wymieniajac 31 miejscowosci,
gdzie w czerwcu - lipcu 1941 doszlo do zajsc antyzydowskich z ofiarami
smiertelnymi, Zbikowski stwierdza, ze w 18 przypadkach doszlo do takich
zajsc z udzialem Ukraincow i tylko dwa razy z udzialem Polakow.
Znamienne, ze Zbikowski, historyk zwiazany z Zydowskim Instytutem Historycznym,
gdzie od 1945 roku znana byla relacja Wasersztajna, w ogole nie uwypukla
roli Polakow w mordowaniu Zydow w Jedwabnem, wrecz przeciwnie, pisze, ze
na temat Jedwabnego informacje sa "malo dokladne". Przypomnijmy raz jeszcze,
ze wedlug prokuratora Monkiewicza, Polacy odegrali role drugorzedna przy
paruset policjantach niemieckich, zajmujac sie glownie eskortowaniem Zydow.
Skad wiec ta nagla odkrywczosc Grossa probujacego Polakow obciazyc wina
za zbrodnie w Jedwabnem, przy swiadomym przyjeciu za Wasersztajnem jego
pomniejszenia liczby niemieckich policjantow z 232 do 8. Jak widac, wynika
to ze specyficznego "zamowienia" na dolozenie Polakom, by stworzyc i umocnic
w nich kompleks winy. Tak, aby potem byli duzo "podatniejsi" na zagraniczne
naciski w sprawie "odszkodowan za mienie zydowskie". Przypomnijmy, ze dziwnym
trafem ciagle atakuje sie Polakow, a jakos ani slowem nie wspomina sie
o autentycznych licznych pogromach - dokonanych przez Ukraincow na Zydach,
o ktorych tyle pisal Zbikowski. Czy dlatego, ze dla zydowskich badaczy
typu Grossa nie ma zadnego interesu w tej chwili w pokazywaniu prawdy na
ten temat?
Bez dwoch miar.
Obalanie antypolskich zafalszowan Grossa nie oznacza, ze mamy w jakimkolwiek stopniu milczec o przejawach
podlosci ze strony roznych postaci z polskiego marginesu czy polskich szmalcownikach,
ktorzy zreszta najczesciej dzialali zarowno przeciwko Zydom, jak i Polakom.
Tyle tylko, ze w tej sprawie nie moze byc dwoch miar. Nie mozna dopuscic
do tego, co z taka luboscia stosuja rozni zydowscy autorzy na czele z Grossem,
wciaz bijac sie w cudze - polskie piersi, a milczac o wlasnych zydowskich
"szmalcownikach". Tych, co wczesniej przez prawie dwa lata po 17 wrzesnia
1939 wylapywali i katowali polskich patriotow, a takze i o roli wielkiej
rzeszy zydowskich policjantow w gettach, ktorzy z cala bezwzglednoscia
eskortowali na smierc swoich zydowskich ziomkow.
Przypomnijmy, co pisal na ten temat tak wybitny znawca tej problematyki prof. Ivo Cyprian
Pogonowski, stwierdzajac, iz "kazdy zydowski policjant w getcie warszawskim
wyslal do komor gazowych Treblinki przecietnie ponad 2.200 osob. Na Umschlagplatzu
w Warszawie policja zydowska dawala strawe w wagonach smierci, zeby do
nich zwabiac wyglodzonych mieszkancow getta. Tragedia zydowska podczas
drugiej wojny swiatowej polegala rowniez na tym, ze wladze niemieckie dokonaly
ludobojstwa Zydow glownie zydowskimi rekami". I to jest wlasnie temat szczegolnie
wstydliwy dla przewazajacej czesci zydowskich autorow, tym chetniej odwracajacych
uwage od roli zydowskich policjantow i Judenratow przez oszczercze oskarzenia
przeciw Polakom.<br>W spoleczenstwie polskim szmalcownicy stanowili
margines, natomiast wsrod Zydow rekrutowali sie sposrod elity politycznej
i spolecznej. Pokazala to tak wymownie najwieksza Zydowka XX wieku, filozof
i teoretyk kultury Hannah Arendt w slynnym, acz dosc starannie przemilczanym
w Polsce w ostatnich latach dziele "Eichmann w Jerozolimie". Piszac tam
o roli Judenratow w bezwolnym, serwilistycznym wykonywaniu morderczych
zadan nazistow Arendt konkludowala: "Dla Zydow rola, jaka przywodcy zydowscy
odegrali w unicestwieniu wlasnego mordu, stanowi niewatpliwie najczarniejszy
rozdzial calej tej ponurej historii (...) Wszedzie, gdzie zyli Zydzi, istnieli
uznani przywodcy zydowscy, i to wlasnie oni, niemal bez wyjatku, wspoldzialali
w ten czy inny sposob, z takiej czy innej przyczyny z nazistami. Cala prawda
przedstawia sie tak, ze gdyby narod zydowski byl istotnie niezorganizowany
i pozbawiony przywodztwa, zapanowalby chaos, liczba ofiar z pewnoscia nie
siegnelaby 4,5 do 6 milionow ludzi". Arendt powolala sie przy tym na oceny
sugerujace, ze gdyby nie trzymano sie zalecen Judenratow, z powyzszej liczby
Zydow moglaby sie uratowac mniej wiecej polowa.
Wyjasnic "biale plamy".
Jestem za tym, by wyjasniona zostala bez niedomowien cala
prawda o dokonanej w Jedwabnem zbrodni niemieckiej na Zydach, takze i ewentualnego
udzialu grupy miejscowych Polakow w zbrodni. Powinien byc odsloniety kazdy
ewentualny, dowiedziony przypadek aktywnego uczestnictwa poszczegolnych
Polakow w tej zbrodni. Podstawowa rzecza musi byc tu jednak oparcie sie
na scislych faktach, a nie na fantasmagoriach typu relacja Szmula Wasersztajna.
(Znamienny jest fakt, ze ostatnio pojawilo sie w Internecie szereg innych
zydowskich relacji atakujacych Polakow w Jedwabnem. Podobnie jak Wasersztajn
relacje te ogromnie zanizaja liczbe niemieckich policjantow skierowanych
do akcji przeciwko Zydom lub wrecz milcza o ich dzialaniach).
Rownoczesnie wreszcie musi zostac wyjasniona do konca sprawa niezliczonych zbrodni popelnionych
na Polakach w latach 1939-1941.
Musimy wyjasnic sprawe masowych zbrodni na Polakach popelnionych w wiezieniu w Tarnopolu w czerwcu 1941
roku. W ksiazce ksiedza Waclawa Szetelnickiego pisano po imieniu o udziale
trzech Zydow z Tremboli: Kramera, Dawida Kzmmela i Dawida Rosenberga w
mordowaniu polskich wiezniow.
Musimy wyjasnic sprawe udzialu zbolszewizowanych
Zydow w innych masowych mordach na polskich wiezniach popelnionych w czerwcu
- lipcu 1941 roku, m.in. w Lucku, Oszmianie, Czortkowie, okolicach Branska,
Wolozynie. Na przyklad w ksiazce "Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow
NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu - lipcu 1941"
pisano miedzy innymi o udziale zbolszewizowanych Zydow w mordowaniu wiezniow
w Lucku, Oszmianie i Wolozynie. W ksiazce tej wymieniono po imieniu niektore
osoby narodowosci zydowskiej pelniace sluzbe w wiezieniach, gdzie popelniono
masakry, miedzy innymi wyrozniajace sie w "strzelaniu do wiezniow" dwie
Zydowki z Lucka (Blumenkranz i Spiglowna).
Musimy do konca wyjasnic sprawe odpowiedzialnosci za Zbrodnie Katynska niektorych wysokich funkcjonariuszy
NKWD typu generala Rajchmana. Notabene, byli odpowiedzialni rowniez za
zamordowanie w Katyniu duzej grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. Zamordowano
ich jednak za to, ze czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami.
Musimy wyjasnic do konca sprawe zabojstwa osmiu polskich dominikanow przez Zydow
- enkawudzistow w Czortkowie, opisana przez ksiedza Zygmunta Mazura. Musimy
wyjasnic sprawe zamordowania na Politechnice Lwowskiej pod zarzutami antysemityzmu
kilku tamtejszych dzialaczy studenckich (sprawa zostala opisana w monografii
dziejow Politechniki Lwowskiej przez dr hab. Zbyslawa Poplawskiego.
Musimy wyjasnic sprawe zamordowania przez zbolszewizowanych Zydow dwunastu oficerow
polskich w Grabowcu, opisana przez polonijnego autora profesora Tadeusza
Piotrowskiego w ksiazce "Poland's Holokaust". Musimy wyjasnic sprawe
zbrodni zydowsko-bialoruskiej czerwonej milicji na grupie oficerow i zolnierzy
KOP-u w Berdowce, o ktorej pisal Kazimierz Krajewski w monografii AK na
ziemi nowogrodzkiej. Tego typu spraw, tego typu zbrodni popelnionych przy
udziale zbolszewizowanych Zydow jest duzo wiecej i czekaja na ostateczne
wyjasnienie i pokazanie winnych (m.in. na Polkach w Zamosciu, Chelmie,
Kolkach, Grodnie, etc.)
Wymaga wyjasnienia do konca rola zbolszewizowanych
Zydow w strzelaniu zza wegla i mordowaniu Polakow: wojskowych i cywilow
podczas roznych prob prosowieckich dywersji zbrojnych we wrzesniu 1939
roku na Kresach (najglosniejsza w Grodnie). Niektorzy autorzy zydowscy
probuja tlumaczyc masowy udzial Zydow w kolaboracji z sowietami ich strachem
przed Niemcami. Zaden tego typu strach nie moze wytlumaczyc podstepnych
strzalow z ukrycia do zolnierzy armii polskiej, jedynej wowczas armii walczacej
zbrojnie z nazistami w Europie.
Musimy wyjasnic sprawe ogromnej ilosci
donosow wymierzonych w Polakow, role zbolszewizowanych Zydow w wylapywaniu
polskich oficerow, urzednikow, nauczycieli, etc. Przypomnijmy, ze na temat
fali donosow tego typu raportowal juz kurier Jan Karski w lutym 1940 roku.
Pplk, pozniej general Nikodem Sulik pisal w lutym 1941 r., ze wilenscy
Zydzi sa dla NKWD "nieocenionym wprost biczem przeciwko ludnosci polskiej".
Zydowski autor Harvey Sarner pisal, ze wiekszosc schwytanych przy wspoludziale
Zydow polskich oficerow "byla pozniej stracona przez sowietow w Katyniu
i innych miejscach".
Przypomnijmy, ze ks. biskup Wincenty Urban pisal,
ze to dzielem Zydow "po najwiekszej czesci byly rozne donosy na ludzi oraz
oskarzenia". Musimy wyjasnic role zbolszewizowanych Zydow w grabiezy polskiego
mienia, w tym mienia koscielnego, w depolonizacji szkolnictwa, w walce
z religia i Kosciolem. Takich spraw do wyjasnienia z okresu lat 1939-1941
jest bardzo wiele. Obecnie przygotowuje duzo obszerniejsza niz "Przemilczane
zbrodnie" blisko 500-stronicowa ksiazke na te tematy, ale i tak obejmie
ona tylko czastke problemow tego tak waznego okresu, czasow "polskiego
holokaustu", kiedy to Polacy byli pierwszym narodem najokrutniej przesladowanym
w dobie wojny. Wszak Katyn, Ostaszkow, Starobielsk byly na dlugo przed
zmasowanymi mordami w Oswiecimiu. Podobnie jak deportacje ponad miliona
Polakow na Syberie.
Apeluje do historykow, aby duzo mocniej zajeli
sie historia tamtych lat i pokazali prawdziwie glebokie i skomplikowane
uwarunkowania, ktore rzutowaly pozniej na stosunki polsko-zydowskie. Abyu
uniemozliwic znieksztalcenia i manipulacje typu najnowszych tekstow Jana
Tomasza Grossa et consortes.
prof. Jerzy Robert Nowak.