Nasz Dziennik. Sobota-Niedziela 13-14 maja 2000

Kto falszuje historie?

Czytelnicy polscy w kraju ciagle za malo znaja alarmujace ostrzezenia glosnego autora polonijnego profesora Ivo Cypriana Pogonowskiego. Ten najwybitniejszy dzis wsrod Polakow zyjacych na Zachodzie znawca problematyki zydowskiej jest autorem opublikowanego juz w dwoch wydaniach monumentalnego dziela dokumentalnego "Jews in Poland", ze wstepem znanego sowietologa zydowskiego pochodzenia - profesora Richarda Pipesa. Otoz profesor Pogonowski od kilku lat wytrwale i systematycznie ostrzega przed tym, co robia niektorzy bardzo wplywowi Zydzi zagraniczni, zwlaszcza amerykanscy, dla przyczernienia obrazu polskiej historii i upokorzenia Polakow. Zdaniem profesora Pogonowskiego, to wszystko jest tylko gra wstepna zmierzajaca do ulatwienia naciskow na wyplate przez Polske jak najwiekszych "odszkodowan za zydowskie mienie". To, przed czym pare tygodni temu ostrzegal wybitny zydowski politolog w USA N. Finkelsztejn w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", twierdzac, ze Swiatowy Kongres Zydow chce szantazami zmusic Polske do wyplaty kilkudziesieciu miliardow dolarow Zydom. W tym celu robi sie wszystko, by upokorzyc Polske, czym wprost otwarcie zagrozil naszemu krajowi juz pare lat temu jeden z czolowych przywodcow zydowskich.
Upiorne znieksztalcenia.
Piszac o dzialaniach dla wymuszenia tego ogromnego haraczu od Polakow, prof. Pogonowski twierdzi, ze w tym celu "stwarza sie mity o udziale Narodu Polskiego w zagladzie Zydow. Latwiej jest sciagac odszkodowania od winnych niz od wspolofiar".
Za jeden z najnowszych przejawow tego typu propagandy wymierzonej w Polakow profesor Pogonowski uznal najnowsza tworczosc Jana Tomasza Grossa, zwlaszcza jego eseje "Upiorna dekada", wydane w 1998 roku. W ocenie prof. Pogonowskiego: "Propaganda Grossa pomaga eksternistycznym ugrupowaniom zydowskim w ich probach wymuszania od rzadu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemcow, Sowietow i kryminalistow".
Aby uzyskac nakreslone wyzej cele prowadzi sie akcje ciaglego prowokowania Polakow przez wysuwanie kolejnych agresywnych zadan, ostatnio glownie zadania usuniecia Krzyza Papieskiego w Oswiecimiu. Podobnym celom sluzy stwarzanie roznego typu antypolskich "faktow prasowych", naglasnianie roznych rzekomych incydentow antyzydowskich, tak jak wymyslona ostatnio afera z rzekomymi "antysemickimi" wystapieniami na Majdanku. W tym kontekscie nalezy tez widziec proby naglego zaatakowania Polakow przez odpowiednio tendencyjne znieksztalcenia i naglosnienie wydarzen sprzed kilkudziesieciu lat, o ktorych, mimo ich dzis tak mocno akcentowanej wagi, sami Zydzi prawie nie mowili przez kilkadziesiat lat. Dzis za to je odpowiednio retuszujac, przypisuja za wszystko co najgorsze wine oczernianym Polakom. Tak jak sie stalo ze sprawa publikowanego kilka miesiecy temu przez J. T. Grossa w ksiazce "Europa Nie prowincjonalna" tekstu oskarzajacego Polakow o spalenie w lipcu 1941 roku tysiaca kilkuset Zydow z Jedwabnego w Lomzynskiem. Tekst Grossa zostal ostatnio naglosniony w Internecie i dosc bezkrytycznie zreferowany w "Rzeczpospolitej" (z 5 maja) przez Andrzeja Kaczynskiego.
Przyjrzyjmy sie najpierw blizej osobie samego Jana Tomasza Grossa. Kim jest ten aktualnie najostrzejszy oskarzyciel Polakow? Jest to przede wszystkim badacz, ktory ciezko grzeszy przeciw podstawowym zasadom pracy autora zajmujacego sie historia. Tym samym faktom, o ktorych pisal w 1983 roku, dzis nadaje z gruntu odmienna niz wowczas interpretacje, przemilczajac wszystko, co ja podwaza.
W swej pierwszej ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali", wydanej w 1983 r. razem z Irena Grudzinska-Gross ksiazce rzeczywiscie wartosciowej i starajacej sie o obiektywizm Gross dal bogaty material zrodlowy, nie ukrywajacy faktow o prosowieckiej i antypolskiej kolaboracji wielkiej czesci Zydow na Kresach w latach 1939-1941. We wspomnianej ksiazce przytaczal liczne fakty o donoszeniu na Polakow, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek przydroznych przez sfanatyzowanych Zydow - komsomolcow, o wielkiej roli zbolszewizowanych Zydow w administracji. Dzis to wszystko wyparowalo z jego analiz. Za to mamy ciagle wybielanie zydowskiej kolaboracji z Sowietami, jej skrajne pomniejszanie, wzglednie usprawiedliwianie reakcjami na dawny "antysemityzm" polski lub strachem przed Niemcami. Po prawdziwie upiornych znieksztalceniach ksiazki "Upiorna dekada" Gross przeszedl do najbardziej oszczerczych uogolnien-oskarzen, ze to Polacy ponosza wine za zorganizowane przez Niemcow wymordowanie Zydow z Jedwabnego w lipcu 1941 r.
Rzecz znamienna - jedynym swiadectwem, na jakim oparl sie Gross w swym oskarzeniu pod adresem Polakow z Jedwabnego, jest oskarzajaca ich o wymordowanie 1500-1600 Zydow relacja Szmula Wasersztajna (pierwsza jej wersja pochodzi z 1945 roku).
Gross uznal te relacje za najbardziej wiarygodne zrodlo, pomimo tego, ze jak sam przyznal: "W ZIH-u znajdziemy dwa zeznania Wasersztajna spisane oddzielnie - ani liczby sie w nich nie pokrywaja, ani rozmaite detale". Bezkrytycznie akceptujac relacje Wasersztajna, Gross ani slowem nie wspomnial o dotychczasowych polskich badaniach calej sprawy, w tym o parokrotnie publikowanych uwagach prokuratora Waldemara Monkiewicza, bylego szefa Okregowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, ktory dokladnie badal cala sprawe. Nie wspomnial, jak sie zdaje, dlatego iz stwierdzenia prokuratora Monkiewicza natychmiast obalilyby gmach falszow zbudowany dzieki calej relacji Wasersztajna.
Ten ostatni przypisuje wykonanie calej zbrodni na Zydach w Jedwabnem Polakom. Zgodnie z ta intencja robi co moze, aby maksymalnie zanizyc liczebny udzial Niemcow bioracych udzial w calej antyzydowskiej akcji. Wedlug Wasersztajna, w Jedwabnem bylo wszystkiego osmiu gestapowcow, ktorzy byli faktycznie biernymi obserwatorami zbrodni popelnionej jakoby przez Polakow. Tymczasem Monkiewicz konsekwentnie podawal, ze w calej akcji w Jedwabnem bralo udzial ponad 200 niemieckich funkcjonariuszy. W referacie na sesje popularnonaukowa zorganizowana 20 czerwca 1986 r., z okazji 250-lecia nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz podal, ze 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem lacznie pojawilo sie 232 funkcjonariuszy niemieckiej policji (A. Kaczynski w "Rzeczpospolitej" podal znieksztalcona informacje, twierdzac, ze Monkiewicz mowil wowczas o stu kilkudziesieciu policjantach niemieckich). W artykule publikowanym w 1989 roku w "Studiach Podlaskich" Monkiewicz pisal m.in. "W poczatkach lipca ze skladu batalionow policyjnych 309 i 316 wydzielono ponad 200 funkcjonariuszy, tworzac specjalny oddzial nazywany "Kommando Bialystok" dowodzony przez Wolfganga Burknera, oddelegowanego z warszawskiego gestapo. Oddzial ten w dniu 10 lipca 1941 roku przybyl samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. W toku akcji podjetej przeciwko Zydom zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza. Ta ostatnia uczestniczyla jedynie w przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich konwojowaniu poza miasto. Tam hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego wrecz okrucienstwa wpedzajac okolo 900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamkneli, sciany oblali benzyna i podpalili, powodujac meczenska smierc znajdujacych sie wewnatrz mezczyzn, kobiet i dzieci. W dwa dni pozniej ci sami sprawcy wymordowali prawie wszystkich Zydow w Radzilowie. Spalili tam w stodole okolo 650 osob.
Zarowno w Jedwabnem, jak i w Radzilowie hitlerowcy starali sie wciagnac do pogromu niektorych policjantow pomocniczych narodowosci polskiej. Ci sposrod nich, ktorym udowodniono jakikolwiek udzial - najczesciej zreszta w czynnosciach drugorzednych - poniesli surowe kary".
Nikt nie pytal o zgode.
Prokurator Monkiewicz wyraznie - wbrew twierdzeniom Wasersztajna - informuje, ze policjanci pomocniczy narodowosci polskiej brali najczesciej udzial w czynnosciach drugorzednych typu wyprowadzenia ofiar na rynek i ich konwojowania, podczas gdy decydujaca role w mordowaniu Zydow odegralo ponad 200 niemieckich policjantow.
I tu wlasnie zahaczamy o sprawe zasadnicza - jak mozna traktowac relacje Wasersztajna, ktory zamiast liczby ponad 200 policjantow niemieckich, a scislej 232, pisal o zaledwie 8 Niemcach uczestniczacych w zbrodni. Tak skandaliczne zanizenie liczby niemieckich policjantow w stosunku do faktycznej liczby podanej przez badajacego oficjalnie sprawe zbrodni prokuratora jest czyms wrecz szokujacym i wyklucza jakiekolwiek powazne traktowanie relacji Wasersztajna jako zrodla. Trudno zrozumiec, czym - poza antypolska tendencyjnoscia - kierowal sie J.T. Gross, czyniac wlasnie z relacji Wasersztejna swoj glowny i zarazem jedyny dowod "polskiej zbrodni".
W relacji Wasersztajna znalazlo sie rowniez kilka innych skrajnie niewiarygodnych stwierdzen. Wedlug niego, osmiu gestapowcow naradzalo sie z Polakami z wladz w miasteczku, co zrobic z miejscowymi Zydami. "Wielkoduszni" Niemcy chcieli zostawic przy zyciu co najmniej jedna rodzine zydowska "z kazdego zawodu". Nie poradzili sobie jednak z "krwiozerczymi" Polakami, ktorzy wymusili na Niemcach wymordowanie wszystkich Zydow z Jedwabnego: "nikt z nich nie moze zostac zywym". I w tym miejscu wypada zgodzic sie z innym autorem tekstu o zbrodni w Jedwabnem - z Leonem Kalewskim ("Nasza Polska" z 10 maja 2000). Pytal on: "Czy jest w ogole mozliwe, aby Niemcy pytali gdziekolwiek miejscowa ludnosc w podbitych przez siebie krajach, jakie ma ona zamiary wobec Zydow? Hm, bardzo ciekawa interpretacja holokaustu (...). Taka teoria mogla powstac w glowie nieszczesnika o niezbyt lotnym umysle, pelnego uprzedzen wobec Polakow (...). Ale zeby bezkrytycznie opierali sie na jego relacji swiatowej slawy profesorowie zydowscy?..."
Inny niesamowity szczegol z relacji Wasersztajna. Stwierdzil on, ze jeden z Polakow - stolarz Szlezinski byl tak fanatycznie antysemicki, ze z nienawisci do Zydow zaofiarowal wlasna stodole jako miejsce do ich spalenia. W sprawie tej wypowiadala sie juz ponad 10 lat temu corka wspomnianego stolarza, mowiac: "To, ze ofiarowal swoja stodole do spalenia Zydow, jest czysta bzdura. Tak jakby Niemcy pytali o zgode. Pasowala im, bo stala niedaleko kirkutu i w bezpiecznym oddaleniu od innych zabudowan" (cyt. za D. i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988).
Wiarygodnosc relacji Wasersztajna zdecydowanie podwazyla uratowana z niemieckiej oblawy w Jedwabnem Zydowka Helena Ch., stwierdzajac, ze nie byl on obiektywny w swym opisie. Wedlug cytowanego artykulu D. i A. Wroniszewskich, Helena Ch. powiedziala m.in. "Niedawno przyjechal do Jedwabnego rabin z Kostaryki, jeden z tych siedmiu Zydow, ktorych uratowal Karwowski. Najpierw modlil sie na kirkucie, a potem przyszedl do nas. Dobrze pamietal jednego z tych, o ktorych Wasersztajn pisal, ze mordowali Zydow. "To byl bardzo dobry czlowiek" - powiedzial. A ja mu wierze". Profesor Jan T. Gross wolal bezkrytycznie zaakceptowac relacje Wasersztajna.
Inna rzecz znamienna. Gross ani przez moment nie zajaknal sie nawet o tych Polakach, ktorzy ratowali Zydow przed niemiecka zaglada, o wspomnianym Karwowskim, ktory uratowal i przechowal siedmiu Zydow, o Antoninie Wyrzykowskiej, ktora ukrywala w swym gospodarstwie siedmiu Zydow, w tym samego Wasersztajna.
Jest jeszcze jedna rzecz, ktora Jan T. Gross dzis niemal calkowicie przemilcza, piszac o dramacie Zydow w Jedwabnem. Mysle tu o pokazaniu, do jakiego stopnia na nastroje wobec Zydow w tej miejscowosci rzutowala wczesniejsza, skrajna nadgorliwosc prosowiecka, donosicielsko-NKWD-owska dzialalnosc zbolszewizowanych Zydow w Lomzynskiem i w Bialostockiem. Przypomne, ze ten sam Gross 17 lat temu, gdy jeszcze staral sie o obiektywizm, zamiescil pare dosc szokujacych relacji w ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali". Byla tam m.in. relacja o nikczemnej roli Zyda Lewinowicza w podstepnym aresztowaniu Polakow. Byla wstrzasajaca historia smierci nadlesniczego Labeckiego, ktory odebral sobie zycie, rzucajac sie pod pociag. Jak pisano w ksiazce J.T. Grossa i I. Grudzinskiej Gross: "Byl on [nadlesniczy - JRN] wezwany do jakiegos urzedu w dawniejszym miasteczku powiatowym Sokolce. Tam zwykli Zydzi z czerwonymi opaskami na rekawach i karabinami, ktore na pewno pamietaly Napoleona, ci Zydzi wykopali go i potlukli. On nie mogl tego zniesc i rzucil sie pod pociag. Rodzine, tj. zone i szescioletniego synka wywieziono podczas najokropniejszych mrozow az do Irkucka".
Poparli wladze sowiecka.
Andrzej Kaczynski, piszac w "Rzeczpospolitej" o zrodlach gwaltownego pogorszenia stosunkow zydowskich na Kresach w ciagu niespelna dwoch lat okupacji sowieckiej, ilustruje to nastepujacymi dwoma przykladami z regionu Lomzy: "Poparli nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy kierownik instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje juz ani jeden Polak - mowil na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w Lomzy, i nader krytycznie, z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te sytuacje.
Ktos zanotowal podczas wojny skarge rolnika spod Lomzy. - Teraz to mamy zydowskie cesarstwo. Tylko ich wybieraja wszedzie, a Polak jak kon, on tylko ciagnie i jego bija batem".
W pamieci mieszkancow Jedwabnego fatalnie zapisala sie rola zbolszewizowanych Zydow w deportowaniu Polakow na Syberie. W cytowanym wczesniej reportazu Wroniszewskich odnotowano relacje polskiego mieszkanca miejscowosci Jedwabne: "Pamietam, jak wywozili Polakow do transportu na Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd z karabinem. Matki, zony, dzieci, klekaly przed wozami, blagaly o litosc, pomoc. Ostatni raz dwudziestego czerwca 1941 roku".
Doszly do tego drastyczne represje przeciw polskiej konspiracji w polowie 1940 roku. W czerwcu 1940 roku NKWD rozbilo w Jedwabnem konspiracyjna organizacje, aresztujac jej 35 czlonkow. Miesiac pozniej rozbito Zwiazek Walki Zbrojnej, aresztujac 79 osob z Jedwabnego i Bialegostoku. Polscy mieszkancy Jedwabnego dosc powszechnie przypisywali wykrycie obu konspiracji zydowskim donosom. Prokurator Monkiewicz mowil w wypowiedzi cytowanej w reportazu Wroniszewskich: "Kiedy w 1939 r. do Jedwabnego przyszli Rosjanie, dla Polakow byli zwyklymi najezdzcami. Natomiast wiekszosc Zydow natychmiast opowiedziala sie po stronie wladzy radzieckiej. Nie mieli zahamowan przy zmienianiu orzelkow na gwiazdy, chetnie brali udzial w mityngach. Nastroje antysemickie wzrosly tez na pewno, kiedy juz przed wkroczeniem Niemcow wrocili z lomzynskiego wiezienia ludzie zadenuncjowani przez Zydow".
Przemilczane zbrodnie.
Na tle jednostronnego i tendencyjnego obrazu stosunkow polsko-zydowskich prezentowanego przez Grossa, warto przypomniec o wiele obiektywniejsza probe podjecia podobnych tematow zaprezentowana przez badacza zwiazanego z Zydowskim Instytutem Historycznym - Andrzeja Zbikowskiego. W drukowanym na lamach Biuletynu Zydowskiego Instytutu Historycznego w Polsce artykule (nr 2-3 1992 r.) Zbikowski najpierw opisal przyczyny nasilania sie nastrojow niecheci do Zydow na kresach. Pisal m.in. w oparciu o zydowskie swiadectwa dotyczace Wilna: "Nieraz Zydzi wyszydzali, a nawet denuncjowali Polakow, glownie bylych zolnierzy (...). Umocniona zostala zydowska dominacja w handlu, teraz juz uspolecznionym, kwitla protekcja i korupcja. Nie inaczej dzialo sie w Grodnie i Bialymstoku. Niektorzy autorzy relacji pisali z rozzaleniem o swoich rodakach, ze odniesli sie do Polakow lekcewazaco i czesto ich ponizali".
W innym tekscie publikowanym przez Zbikowskiego w "Studiach z dziejow Zydow w Polsce" t. II (wyd. 1995 r., s.64), zacytowal on wypowiedz pewnej Zydowki z Wilna, iz: "Za czasow zas bolszewickich wzmogl sie w silnym stopniu prad antysemicki u Polakow. W duzej mierze ponosza za to wine Zydzi sami (...). Przy kazdej okazji smieli sie z Polakow, wykrzykiwali: juz nie wasza Polska, minely te czasy (...). Zydowscy komunisci igrali z uczuciami patriotycznymi Polakow, denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerow oraz bylych wyzszych urzednikow, z wlasnej woli pracowali w NKWD i brali udzial w aresztowaniach".
Przytaczajac rozne tego typu przyklady, Zbikowski pisal o narastajacych wsrod Polakow i Ukraincow pragnieniach odwetu. Wskazuje rowniez na fakt, ze wszystkie bardziej znaczace zajscia antyzydowskie w czerwcu - lipcu 1941 r., po odwrocie wojsk sowieckich (m.in. we Lwowie, Drohobyczu, Tarnopolu) byly zawsze wywolane znalezieniem w tamtejszych wiezieniach zmasakrowanych zwlok osob zaaresztowanych wczesniej przez NKWD Ukraincow i Polakow. Wedlug Zbikowskiego, w zajsciach antyzydowskich jednoznacznie dominowali Ukraincy. Wymieniajac 31 miejscowosci, gdzie w czerwcu - lipcu 1941 doszlo do zajsc antyzydowskich z ofiarami smiertelnymi, Zbikowski stwierdza, ze w 18 przypadkach doszlo do takich zajsc z udzialem Ukraincow i tylko dwa razy z udzialem Polakow.
Znamienne, ze Zbikowski, historyk zwiazany z Zydowskim Instytutem Historycznym, gdzie od 1945 roku znana byla relacja Wasersztajna, w ogole nie uwypukla roli Polakow w mordowaniu Zydow w Jedwabnem, wrecz przeciwnie, pisze, ze na temat Jedwabnego informacje sa "malo dokladne". Przypomnijmy raz jeszcze, ze wedlug prokuratora Monkiewicza, Polacy odegrali role drugorzedna przy paruset policjantach niemieckich, zajmujac sie glownie eskortowaniem Zydow. Skad wiec ta nagla odkrywczosc Grossa probujacego Polakow obciazyc wina za zbrodnie w Jedwabnem, przy swiadomym przyjeciu za Wasersztajnem jego pomniejszenia liczby niemieckich policjantow z 232 do 8. Jak widac, wynika to ze specyficznego "zamowienia" na dolozenie Polakom, by stworzyc i umocnic w nich kompleks winy. Tak, aby potem byli duzo "podatniejsi" na zagraniczne naciski w sprawie "odszkodowan za mienie zydowskie". Przypomnijmy, ze dziwnym trafem ciagle atakuje sie Polakow, a jakos ani slowem nie wspomina sie o autentycznych licznych pogromach - dokonanych przez Ukraincow na Zydach, o ktorych tyle pisal Zbikowski. Czy dlatego, ze dla zydowskich badaczy typu Grossa nie ma zadnego interesu w tej chwili w pokazywaniu prawdy na ten temat?
Bez dwoch miar.
Obalanie antypolskich zafalszowan Grossa nie oznacza, ze mamy w jakimkolwiek stopniu milczec o przejawach podlosci ze strony roznych postaci z polskiego marginesu czy polskich szmalcownikach, ktorzy zreszta najczesciej dzialali zarowno przeciwko Zydom, jak i Polakom. Tyle tylko, ze w tej sprawie nie moze byc dwoch miar. Nie mozna dopuscic do tego, co z taka luboscia stosuja rozni zydowscy autorzy na czele z Grossem, wciaz bijac sie w cudze - polskie piersi, a milczac o wlasnych zydowskich "szmalcownikach". Tych, co wczesniej przez prawie dwa lata po 17 wrzesnia 1939 wylapywali i katowali polskich patriotow, a takze i o roli wielkiej rzeszy zydowskich policjantow w gettach, ktorzy z cala bezwzglednoscia eskortowali na smierc swoich zydowskich ziomkow.
Przypomnijmy, co pisal na ten temat tak wybitny znawca tej problematyki prof. Ivo Cyprian Pogonowski, stwierdzajac, iz "kazdy zydowski policjant w getcie warszawskim wyslal do komor gazowych Treblinki przecietnie ponad 2.200 osob. Na Umschlagplatzu w Warszawie policja zydowska dawala strawe w wagonach smierci, zeby do nich zwabiac wyglodzonych mieszkancow getta. Tragedia zydowska podczas drugiej wojny swiatowej polegala rowniez na tym, ze wladze niemieckie dokonaly ludobojstwa Zydow glownie zydowskimi rekami". I to jest wlasnie temat szczegolnie wstydliwy dla przewazajacej czesci zydowskich autorow, tym chetniej odwracajacych uwage od roli zydowskich policjantow i Judenratow przez oszczercze oskarzenia przeciw Polakom.<br>W spoleczenstwie polskim szmalcownicy stanowili margines, natomiast wsrod Zydow rekrutowali sie sposrod elity politycznej i spolecznej. Pokazala to tak wymownie najwieksza Zydowka XX wieku, filozof i teoretyk kultury Hannah Arendt w slynnym, acz dosc starannie przemilczanym w Polsce w ostatnich latach dziele "Eichmann w Jerozolimie". Piszac tam o roli Judenratow w bezwolnym, serwilistycznym wykonywaniu morderczych zadan nazistow Arendt konkludowala: "Dla Zydow rola, jaka przywodcy zydowscy odegrali w unicestwieniu wlasnego mordu, stanowi niewatpliwie najczarniejszy rozdzial calej tej ponurej historii (...) Wszedzie, gdzie zyli Zydzi, istnieli uznani przywodcy zydowscy, i to wlasnie oni, niemal bez wyjatku, wspoldzialali w ten czy inny sposob, z takiej czy innej przyczyny z nazistami. Cala prawda przedstawia sie tak, ze gdyby narod zydowski byl istotnie niezorganizowany i pozbawiony przywodztwa, zapanowalby chaos, liczba ofiar z pewnoscia nie siegnelaby 4,5 do 6 milionow ludzi". Arendt powolala sie przy tym na oceny sugerujace, ze gdyby nie trzymano sie zalecen Judenratow, z powyzszej liczby Zydow moglaby sie uratowac mniej wiecej polowa.
Wyjasnic "biale plamy".
Jestem za tym, by wyjasniona zostala bez niedomowien cala prawda o dokonanej w Jedwabnem zbrodni niemieckiej na Zydach, takze i ewentualnego udzialu grupy miejscowych Polakow w zbrodni. Powinien byc odsloniety kazdy ewentualny, dowiedziony przypadek aktywnego uczestnictwa poszczegolnych Polakow w tej zbrodni. Podstawowa rzecza musi byc tu jednak oparcie sie na scislych faktach, a nie na fantasmagoriach typu relacja Szmula Wasersztajna. (Znamienny jest fakt, ze ostatnio pojawilo sie w Internecie szereg innych zydowskich relacji atakujacych Polakow w Jedwabnem. Podobnie jak Wasersztajn relacje te ogromnie zanizaja liczbe niemieckich policjantow skierowanych do akcji przeciwko Zydom lub wrecz milcza o ich dzialaniach).
Rownoczesnie wreszcie musi zostac wyjasniona do konca sprawa niezliczonych zbrodni popelnionych na Polakach w latach 1939-1941.
Musimy wyjasnic sprawe masowych zbrodni na Polakach popelnionych w wiezieniu w Tarnopolu w czerwcu 1941 roku. W ksiazce ksiedza Waclawa Szetelnickiego pisano po imieniu o udziale trzech Zydow z Tremboli: Kramera, Dawida Kzmmela i Dawida Rosenberga w mordowaniu polskich wiezniow.
Musimy wyjasnic sprawe udzialu zbolszewizowanych Zydow w innych masowych mordach na polskich wiezniach popelnionych w czerwcu - lipcu 1941 roku, m.in. w Lucku, Oszmianie, Czortkowie, okolicach Branska, Wolozynie. Na przyklad w ksiazce "Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu - lipcu 1941" pisano miedzy innymi o udziale zbolszewizowanych Zydow w mordowaniu wiezniow w Lucku, Oszmianie i Wolozynie. W ksiazce tej wymieniono po imieniu niektore osoby narodowosci zydowskiej pelniace sluzbe w wiezieniach, gdzie popelniono masakry, miedzy innymi wyrozniajace sie w "strzelaniu do wiezniow" dwie Zydowki z Lucka (Blumenkranz i Spiglowna).
Musimy do konca wyjasnic sprawe odpowiedzialnosci za Zbrodnie Katynska niektorych wysokich funkcjonariuszy NKWD typu generala Rajchmana. Notabene, byli odpowiedzialni rowniez za zamordowanie w Katyniu duzej grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. Zamordowano ich jednak za to, ze czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami.
Musimy wyjasnic do konca sprawe zabojstwa osmiu polskich dominikanow przez Zydow - enkawudzistow w Czortkowie, opisana przez ksiedza Zygmunta Mazura. Musimy wyjasnic sprawe zamordowania na Politechnice Lwowskiej pod zarzutami antysemityzmu kilku tamtejszych dzialaczy studenckich (sprawa zostala opisana w monografii dziejow Politechniki Lwowskiej przez dr hab. Zbyslawa Poplawskiego.
Musimy wyjasnic sprawe zamordowania przez zbolszewizowanych Zydow dwunastu oficerow polskich w Grabowcu, opisana przez polonijnego autora profesora Tadeusza Piotrowskiego w ksiazce "Poland's Holokaust". Musimy wyjasnic sprawe zbrodni zydowsko-bialoruskiej czerwonej milicji na grupie oficerow i zolnierzy KOP-u w Berdowce, o ktorej pisal Kazimierz Krajewski w monografii AK na ziemi nowogrodzkiej. Tego typu spraw, tego typu zbrodni popelnionych przy udziale zbolszewizowanych Zydow jest duzo wiecej i czekaja na ostateczne wyjasnienie i pokazanie winnych (m.in. na Polkach w Zamosciu, Chelmie, Kolkach, Grodnie, etc.)
Wymaga wyjasnienia do konca rola zbolszewizowanych Zydow w strzelaniu zza wegla i mordowaniu Polakow: wojskowych i cywilow podczas roznych prob prosowieckich dywersji zbrojnych we wrzesniu 1939 roku na Kresach (najglosniejsza w Grodnie). Niektorzy autorzy zydowscy probuja tlumaczyc masowy udzial Zydow w kolaboracji z sowietami ich strachem przed Niemcami. Zaden tego typu strach nie moze wytlumaczyc podstepnych strzalow z ukrycia do zolnierzy armii polskiej, jedynej wowczas armii walczacej zbrojnie z nazistami w Europie.
Musimy wyjasnic sprawe ogromnej ilosci donosow wymierzonych w Polakow, role zbolszewizowanych Zydow w wylapywaniu polskich oficerow, urzednikow, nauczycieli, etc. Przypomnijmy, ze na temat fali donosow tego typu raportowal juz kurier Jan Karski w lutym 1940 roku. Pplk, pozniej general Nikodem Sulik pisal w lutym 1941 r., ze wilenscy Zydzi sa dla NKWD "nieocenionym wprost biczem przeciwko ludnosci polskiej". Zydowski autor Harvey Sarner pisal, ze wiekszosc schwytanych przy wspoludziale Zydow polskich oficerow "byla pozniej stracona przez sowietow w Katyniu i innych miejscach".
Przypomnijmy, ze ks. biskup Wincenty Urban pisal, ze to dzielem Zydow "po najwiekszej czesci byly rozne donosy na ludzi oraz oskarzenia". Musimy wyjasnic role zbolszewizowanych Zydow w grabiezy polskiego mienia, w tym mienia koscielnego, w depolonizacji szkolnictwa, w walce z religia i Kosciolem. Takich spraw do wyjasnienia z okresu lat 1939-1941 jest bardzo wiele. Obecnie przygotowuje duzo obszerniejsza niz "Przemilczane zbrodnie" blisko 500-stronicowa ksiazke na te tematy, ale i tak obejmie ona tylko czastke problemow tego tak waznego okresu, czasow "polskiego holokaustu", kiedy to Polacy byli pierwszym narodem najokrutniej przesladowanym w dobie wojny. Wszak Katyn, Ostaszkow, Starobielsk byly na dlugo przed zmasowanymi mordami w Oswiecimiu. Podobnie jak deportacje ponad miliona Polakow na Syberie.
Apeluje do historykow, aby duzo mocniej zajeli sie historia tamtych lat i pokazali prawdziwie glebokie i skomplikowane uwarunkowania, ktore rzutowaly pozniej na stosunki polsko-zydowskie. Abyu uniemozliwic znieksztalcenia i manipulacje typu najnowszych tekstow Jana Tomasza Grossa et consortes.
prof. Jerzy Robert Nowak.