Wyglada wiec na to, ze cos z tym fantem trzeba zrobic i nie da sie, na dluzsza mete, chowac glowy w piasek i udawac, ze problem ordynacji wyborczej nie istnieje i nie interesuje obywateli polskich. Po niezbyt udanych próbach argumentowania na rzecz status quo przez polityków AWS (e.g. Wójcik, Ujazdowski,Walendziak, Szymanski), z pomoca wyruszyl niemiecki dziennikarz i komentator polityczny, Klaus Bachmann ("Budowanie demokracji na skróty", "Rz" z 10-12 listopada b.r.). To wyciagniecie reki z Zachodu jest o tyle ciekawe, ze p. Bachmann nie zaleca bynajmniej Polakom ordynacji jaka posluguja sie Anglicy, Amerykanie czy Francuzi, ani nawet takiej jaka uzywaja Wlosi czy Niemcy, przeciwnie, usiluje umocnic w nas przekonanie, ze tak jak jest -jest calkiem dobrze , a jesli cokolwiek jest nie tak, to na pewno nie ordynacja jest temu winna. Przypomina to sytuacje po II Wojnie swiatowej. Kiedy zwyciescy Alianci przystepowali do budowy "ladu demokratycznego" w pokonanych Niemczech, Japonii i Wloszech, wolno sie bylo spodziewac, ze spróbuja przekonac podbite narody, ze wlasciwa droga do demokracji sa ordynacje wyborcze, jakie Brytyjczycy czy Amerykanie, od wieków stosuja u siebie, a wiec JOW? Nic podobnego, calkiem przeciwnie: wszystkim tym krajom wyperswadowano, ze najlepsze dla nich sa tzw. ordynacje proporcjonalne, ze co dobre dla Anglików czy Kanadyjczyków, to dla Wlochów, Niemców czy Japonczyków byloby wlasnie jak najgorsze! Perswazja ta okazala sie do tego stopnia skuteczna, ze dopiero w ostatnich latach kraje te podjely wysilek reformy swoich systemów wyborczych i rozstania sie z "dobrodziejstwem proporcjonalnosci".
Polska, od roku 1989, jest poligonem nieustannych eksperymentów z ordynacja wyborcza i w czasie tej dekady pobilismy juz chyba rekord swiata w ilosci zmian na jednostke czasu. Biorac na chlopski rozum, nalezaloby sie spodziewac, ze kiedy "my sie dopiero uczymy demokracji", to bedziemy sie uczyc na jakichs dobrych, solidnych, sprawdzonych na swiecie wzorach? Dlaczego wiec nie na przykladzie krajów, które jak USA czy Wielka Brytania, a za nimi dziesiatki innych, od dwóch stuleci stosuja u siebie system JOW? Okazuje sie, ze nasi prawodawcy, sladem wielkiego Mikolaja Reja, udowodnic zamierzaja swiatu, ze "Polacy nie gesi..." i zadnych wzorów nam nie potrzeba. I tu wlasnie pomocny jest Klaus Bachmann, który wywodzi, ze ordynacja brytyjska, gdyby ja zastosowac w Polsce, doprowadzilaby do calego szeregu nieszczesc: do zwiekszenia korupcji wladzy, do partykularyzmu lokalnego w parlamencie, do destabilizacji systemu politycznego i fragmentacji sceny politycznej, a nawet, bez wzgledu ja jakakolwiek logike tego wywodu do....monopolizacji wladzy!
Niestety, na poparcie swoich wywodów Klaus Bachmann przywoluje tylko przyklad Ukrainy, w której jakoby ordynacja JOW doprowadzila do rzadów najrózniejszych mafii i grup przestepczych. Biorac pod uwage gorace stosunki przyjazni pomiedzy Polska i Ukraina, teza Bachmanna brzmi troche dziwnie, w dodatku, o ile wiem, ordynacja wyborcza na Ukrainie bardzo sie rózni od systemu brytyjskiego. Natomiast we wszystkich znanych mi przypadkach wyniki stosowania ordynacji JOW wydaja sie swiadczyc o czyms calkiem przeciwnym. Kazdy pomysl mozna sparodiowac i zamienic w jego przeciwienstwo, nie jest jasne dlaczego Polacy musza nasladowac Ukrainców raczej niz Anglików czy Francuzów?
Bachmann polemizuje z artykulem Antoniego Kaminskiego ("Rz" 27.10.2000), którego autor przekonywal, ze JOW stanowi przeszkode, zeby mandaty poselskie uzyskiwaly jakies radykalne, ekstremistyczne ugrupowania. Twierdzi np., i nie jest to teza oryginalna, ze Hitler nigdy nie wygral by wyborów, gdyby w Niemczech obowiazywal system brytyjski a nie ordynacja proporcjonalna. Klaus Bachmann neguje te teze i pisze, ze w warunkach ordynacji wiekszosciowej Hitler wygralby z jeszcze wieksza latwoscia! Podobnie, utrzymuje, ze gdyby w Austrii obecnie obowiazywala ordynacja JOW, to partia Haidera uzyskalaby ogromna wiekszosc w parlamencie, a nie marne 28%! To akurat sa tezy dosc oryginalne i niemozliwe do weryfikacji, gdyz faktem pozostaje, ze obaj ci politycy na litere H sukcesy swoje odnotowali w warunkach ordynacji proporcjonalnej wlasnie. Natomiast trudno znalezc przyklad kraju, stosujacego u siebie JOW, w którym podobne ekstremizmy znalazlyby przyzwoite poparcie wyborcze. Nie wiadomo tez o czym ma swiadczyc przyklad partii Le Pena we Francji? Z artykulu Bachmanna mozna wyciagnac wniosek, ze we Francji obowiazuje ordynacja proporcjonalna, natomiast to, ze partia Le Pena nie rzadzi zawdzieczac nalezy "samorozpadowi i samomarginalizacji" tej partii. Niestety, poglad, ze we Francji obowiazuje ordynacja proporcjonalna jest z gruntu falszywy, o czym nasi politycy wydaja sie nie wiedziec. Na konferencji w Opolu, w maju tego roku, Piotr Zak, rzecznik AWS, przekonywal wlasnie o tym zebranych. Na szczescie byl na sali przedstawiciel Ambasady Francuskiej, który autorytatywnie rzecz wyjasnil. Wbrew temu co wydaje sie twierdzic Bachmann, partia Le Pena nie moze dostac sie do wladzy wlasnie dlatego, ze we Francji sa jednomandatowe okregi wyborcze.
Na poparcie swoich wywodów, ze ordynacja wiekszosciowa prowadzi do wiekszego skorumpowania wladzy, Klaus Bachmann przywoluje przypadki wybrania do Senatu RP Henryka Stoklosy i Aleksandra Gawronika. Sa to naprawde przyklady zdumiewajace, zwazywszy, ze Stoklosa byl jedynym senatorem, któremu udalo sie przelamac walec Lecha Walesy, który w owym czasie byl w stanie nie tylko konia ale nawet osla mianowac senatorem! Oszukac jednak wyborców, w wyborach wiekszosciowych, mozna tylko raz i, jak tego dowodzi przyklad Walesy, dzisiaj nawet Ojciec Swiety mialby trudnosci z wyborem, gdyby byl rekomendowany przez Walese! Równiez wiec i po Gawroniku slad szybko zaginal. Inaczej sprawa przedstawia sie z poslami wybranymi w ordynacji proporcjonalnej: politycy, których system JOW juz dawno wymiótlby z parlamentu, nieprzerwanie, od ponad 10 lat, bryluja na polskiej scenie politycznej, nie ponoszac zadnej odpowiedzialnosci za kompromitujace ich postepki i dzialania. Przyklady zna cala Polska wiec nie ma potrzeby ich przytaczac.
Wprowadzenie JOW w Polsce nie jest zadna "droga na skróty", jak utrzymuje Bachmann, ale zgodnym ze zdrowym rozsadkiem wykorzystaniem wielopokoleniowego doswiadczenia krajów demokratycznych, dla wprowadzenia do naszego zycia publicznego prostej zasady odpowiedzialnosci posla przed ludzmi, którzy go wybrali. Równie wazny jest fakt, ze JOW likwiduje konstytucyjne przywileje partii politycznych, a prawa wyborcze obywatela nie sa zredukowane do przywileju oddania glosu w dniu wyborów. Skutki wprowadzenia takiej zasady tez latwo odczytac z historii krajów, w których ona obowiazuje i np. bardzo watpie, ze Bachmann osmielilby sie postawic zarzut brytyjskiej Izbie Gmin, ze jej poslowie, wybrani w JOW, reprezentuja tam lokalne partykularyzmy. Od kazdej reguly zdarzaja sie wyjatki, równiez i w ordynacji wiekszosciowej moze dojsc do jakichs anomalii czy nawet wynaturzen. Rzecz w tym, ze to co w JOW stanowi wynaturzenie i wyjatek, w warunkach ordynacji proporcjonalnej stanowi regule. Regula jest wiec zanik odpowiedzialnosci poslów i nieliczenie sie z wyborcami, regula jest rozrost centralnej biurokracji i korupcja wladzy, regula jest slaba wladza wykonawcza bez solidnego poparcia obywatelskiego, regula jest zniechecenie obywateli do demokracji i wycofywanie sie ich z zycia publicznego. Dlatego w Polsce nie ma dzis rzeczy wazniejszej i pilniejszej niz radykalna zmiana systemu wyborczego i wprowadzenie ordynacji wiekszosciowej JOW.
Wroclaw, 12 listopada 2000
Jerzy Gieysztor, Wroclaw 29.11.2000
Nie straszcie nas ciagle postkomuna!
Przez 10 lat eksperymentowania z ordynacja proporcjonalna (OP)
ma wlasnej skórze dobitnie poznalismy najrózniejsze wady tego systemu:
niestabilnosc i slabosc rzadów; rozbuchane partyjniactwo, które nie liczy sie wcale z dobrem kraju lecz dba tylko o interesy klanów partyjnych; faktyczne pozbawienie obywateli biernego prawa wyborczego i zredukowanie ich praw do prawa glosowania; niemal kompletny zanik odpowiedzialnosci w zyciu publicznym i politycznym - te liste mozna kontynuowac. W efekcie mamy frustracje spoleczna i poglebiajace sie zniechecenie do demokracji, niemoznosc zbudowania spoleczenstwa obywatelskiego. System wyborczy reprezentacji proporcjonalnej odziera posla z odpowiedzialnosci osobistej. Czyni zen maszynke do glosowania, a nie myslacego i czujacego czlowieka. Tak pisal swiatowej slawy filozof i politolog austriacki Karl Popper (The Economist, marzec 1988). Co raz wiecej Polaków dochodzi do przekonania, ze ordynacja proporcjonalna jest podstawowa wada ustrojowa polskiej demokracji i ze bez radykalnej naprawy systemu wyborczego nie ma mowy o naprawie Rzeczypospolitej. Podczas tzw. prawyborów prezydenckich w Nysie, 24 wrzesnia b.r., 74% wyborców, zapytywanych w tej sprawie przez ankieterów Osrodka Badan Wyborczych, odpowiedzialo, ze sa za wprowadzeniem jednomandatowych okregów wyborczych (JOW). 27 pazdziernika, w programie radiowym "Puls Trójki", wszyscy radiosluchacze, którzy dodzwonili sie do studia, wypowiadali sie jednoznacznie przeciwko obecnemu systemowi wyborczemu. Co raz wiecej osób domaga sie odpowiedzi na pytanie: dlaczego w Polsce nie ma prawa bytu ordynacja wyborcza, jaka od stuleci posluguja sie najwyzej rozwiniete demokracje, takie jak brytyjska czy amerykanska?
Próby odpowiedzi na to pytanie, na lamach "Rzeczpospolitej", podjeli sie ostatnio dziennikarz niemiecki Klaus Bachmann ("Budowanie demokracji na skróty", "Rz" z 10-12 listopada) i Janusz A. Majcherek ("Ordynacja a demokracja", "Rz" z 28 listopada). Obaj ci adwokaci OP wywodza, ze JOW doprowadzilyby w Polsce do jeszcze gorszej sytuacji niz jest w tej chwili i rysuja czarny scenariusz takiej transfomacji. W odróznieniu jednak od nas, propagatorów idei JOW, którzy nasza propozycje wspieramy bogatym doswiadczeniem krajów, w których takie ordynacje obowiazuja, nasi adwersarze nie podaja przykladów panstw, w których wprowadzenie jednomandatowych okregów wyborczych doprowadziloby do sugerowanych przez nich nieszczesc. Spróbujmy zatem przyjrzec sie logice tych wywodów. Poniewaz artykul K. Bachmanna doczekal sie juz riposty na lamach "Rz", zajme sie tutaj tylko przepowiedniami J. A. Majcherka.
W artykule tego ostatniego doliczylem sie trzech podstawowych zarzutów wobec propozycji JOW: (1) "w wyborach proporcjonalnych przewazajaca wiekszosc glosujacych znajduje potem przedstawicieli popieranego przez siebie ugrupowania w parlamencie, przy wiekszosciowej obsadzie mandatów jest inaczej"; (2) nastapilaby niebezpieczna polaryzacja sceny politycznej na dwa bloki historyczne - postkomunistyczny i postsolidarnosciowy; (3) wybory wygralby bezapalecyjnie SLD i zmonopolizowalby calkowicie wladze polityczna w Polsce. Poza tymi grozbami Autor rozprawia sie jeszcze z teza, ze ordynacja wiekszosciowa stanowi panaceum na wszelkie bolaczki naszego zycia spolecznego.
Ten ostatni argument jest typowym strzalem kula w plot, gdyz uczestniczac aktywnie w Ruchu na Rzecz JOW nie slyszalem jeszcze, zeby zwolennicy tego postulatu uwazali JOW za lekarstwo na wszystkie choroby. Z luboscia jednak rozwodza sie nad tym przeciwnicy JOW, a J.A. Majcherek poswieca rozprawie z teza, która sam wysuwa ok. 1/3 swego tekstu. Niepotrzebnie. Tak jak amputacja zgangrenowanej nogi - konieczna dla uratowania zycia delikwenta - nie uleczy astmy czy syfilisu, tak i wprowadzenie JOW bedzie tylko usunieciem podstawowej wady ustroju Rzeczypospolitej, tak jak 200 lat temu nasi przodkowie rozprawili sie z liberum veto. Tylko tyle i az tyle.
Argument (1), ze OP daje lepsza reprezentacje wiekszosci wyborców, podczas gdy JOW, zdaniem Majcherka prowadzi do efektu przeciwnego, poruszyl mnie do tego stopnia, ze zadalem sobie trud sprawdzenia tego horoskopu na przykladzie ostatnich wyborów do Sejmu RP. Na 28.409.054 uprawnionych do glosowania WSZYSCY poslowie obecnego Sejmu uzyskali razem az 6.671.208 glosów, tj dokladnie 23,78%. Poslowie ugrupowania, które obecnie samodzielnie rzadzi Polska, tj. AWS, uzyskali lacznie 2.868.777 glosów , czyli ok. 10% wszystkich wyborców! Oczywiscie, jezeli nadal obowiazuje myslenie dialektyczne, w którym mniejszosc to wiekszosc a wiekszosc to mniejszosc, to dialektyczna racja moze byc po stronie J. A. Majcherka. W przeciwnym razie liczby te calkowicie falsyfikuja jego twierdzenie.
W solidnie uargumentowanej pracy pt. "Dwa systemy - dwie ordynacje", wydanej niedawno przez Centrum Adama Smitha, prof. Antoni Kaminski napisal w ostatnim akapicie: Minelo ponad dziesiec lat od obalenie w Polsce ustroju komunistycznego. Mimo to, stosunek do komunizmu w dalszym ciagu jest czynnikiem wplywajacym na postawy wyborcze znacznej czesci elektoratu. Zamiast interesowac sie przyszloscia, polscy wyborcy musza w dalszym ciagu brac pod uwage zmory przeszlosci. Ordynacja wiekszosciowa, zmieniajac uklad sceny politycznej, jako jedyna daje szanse zrzucenia tego balastu. Jest to, jak widac, teza dokladnie przeciwna do supozycji Majcherka.
Racja, niestety, jest po stronie prof. Kaminskiego. Jesli przesledzic uwaznie wyniki kolejnych wyborów do Sejmu, to zauwazymy od razu, ze wiekszosc ludzi z waskiej elity wladzy, z "wierchuszki" czy to SLD, AWS czy UW, dostaje sie tam WBREW woli wyborców, którzy ich nazwiska pracowicie skreslaja, a wejscie do parlamentu umozliwia im dopiero tzw. lista krajowa. W sposób oczywisty wynika z tego, ze ci koryfeusze sceny politycznej, którzy okupuja ja od ponad 10 lat, nie mieliby najmniejszych szans wyboru w warunkach ordynacji wiekszosciowej. Jest to prawda nieslychanie bolesna, która czesciowo wyjasnia ich bezwzgledne odrzucenie propozycji JOW. Dlatego straszenie nas zwyciestwem SLD w ramach ordynacji wiekszosciowej to typowe strachy na Lachy. Nawet gdyby zalozyc, ze SLD, jako partia polityczna, przezylby w ogóle radykalna zmiane systemu wyborczego, to byloby to, w kazdym razie, juz zupelnie inne SLD, z nowymi liderami, z nowymi ludzmi, takimi, którzy cieszyliby sie osobistym autorytetem i autentycznym poparciem wyborców w swoich okregach wyborczych. Natomiast przyklad eksperymentu wloskiego, gdzie w 1993 roku odrzucono w referendum ordynacje proporcjonalna, pozwala oczekiwac, ze wszystkie obecnie istniejace partie polityczne musialyby sie calkowicie zreformowac, jesli mialyby nadal uczestniczyc w zyciu politycznym. We Wloszech, po referendum w sprawie ordynacji, obie najpotezniejsze partie polityczne, zarówno Wloska Partia Komunistyczna jak i Chrzescijanska Demokracja, musialy zejsc ze sceny, rozwiazac sie i calkowicie przeksztalcic. Nie ma zadnego powodu oczekiwac, ze w Polsce byloby inaczej.
Demokracja to taki ustrój, w którym o podstawowych sprawach publicznych rozstrzygac ma wola obywatelskiej wiekszosci. Nie taki czy inny zapis, nawet w konstytucji, ani opinia nawet najmadrzejszych medrców i doradców. Poslowie natomiast obowiazani sa sluzyc narodowi i jego wole respektowac. Jesli poslowie i senatorowie Rzeczypospolitej maja watpliwosci odnosnie tego czego oczekuje w tej sprawie spoleczenstwo polskie i nie przekonuja ich dobiegajace zewszad glosy o wprowadzenie jednomandatowych okregów wyborczych, to najwlasciwsze byloby zapytac o to w referendum. Z pewnoscia sprawa ordynacji wyborczej jest tak fundamentalna i wazna, ze na takie referendum w pelni zasluguje.