CYTAT: "W amerykanskich mediach trwa dalej moda na zniewazanie Polakow - "Polskie wesele"
z Hamtramck.
Nowy film przynosi karykature Polonii i jej obyczajow.
Tegoroczne lato przyniesie malo radosne dla nas wydarzenie: premiere
kolejnego filmu hollywoodzkiego w ktorym srodowisko Polakow zyjacych w Ameryce
pokazuje sie jako "white trash" i "sexually promiscuous". Mowie o "dziele"
Theresy Connelly, "Polish Wedding" ("Polskie wesele") niskobudzetowym filmie
amerykanskim portretujacym polonijne srodowisko Hamtramck w Detroit (i
wlasciwie cala spolecznosc polska w Stanach) w jednoznacznie ublizajacym
swietle. Poniewaz i tym razem - rzekomo nikt nie chcial nikogo celowo
zniewazac (a "pieklo, jak wiadomo, wybrukowane zostalo dobrymi intencjami"),
wszyscy chcieli "jak najlepjej", a wyszlo akurat odwrotnie - jest sie teraz
nad czym zastanowic.
Autorka filmu jest mloda Amerykanka (z polskiej, podobno, rodziny - twierdzi, ze jej matka byla z pochodzenia Polka) wychowana w Detroit, a wiec w "polskim sasiedztwie" - ktora upatrzyla sobie wlasne tamto polonijne srodowisko jako temat swojego debiutu. Kiedy wiec przybyla przed rokiem do Hamtramck, cala tamtejsza spolecznosc polonijna wpadla w stan absolutnej euforii: "beda krecic o nas film" ! Nikt nie zadal sobie tylko trudu - aby poprosic o scenariusz i zorientowac sie - chociazby "co to ma byc za film" - i w jakim wlasciwie trybie bedzie on pokazywal srodowisko polskie. Mieszkancow polskiej dzielnicy (z mayorem Kozarenem na czele) wlacznie podniecal sam fakt, ze pala sie teraz na ich ulicach jupitery - i ze cos kreci zawodowa, choc nie w pelni hollywoodzka, ale wciaz amerykanska filmowa ekipa, w dodatku z nie-polskimi aktorami "odstawiajacymi" teraz Polakow.
Oczywiscie, krecenia filmu w tym wolnym kraju nikt nikomu zabronic nie moze. Polonia tez by mogla zaczac realizowac wlasne filmy, gdyby chciala sie na taki wysilek zdobyc. Tego jednak wciaz nie widzimy, natomiast inni kreca o nas rzeczy, od ktorych wlosy staja na glowie. Jesli ktos z filmowcow wybiera jakies srodowisko etniczne - byloby oczywiscie najlepiej, gdyby autorzy troche je sami znali i starali sie je dobrze poznac. Wystarcza po prostu, aby wziac do realizacji konsultanow wywodzacych sie z tej wspolnoty i spedzic troche czasu z prawdziwimy etnikami, poznac ich mentalnosc i wrazliwosc, slowem by zlapac ich myslenie i reakcje, a w efekcie poznac uczciwym wobec ich stylu zycia i obyczajowosci. Tego nie zrobi sie jednak juz po przybyciu na zdjecia z gotowa wizja srodowiska - bo grozi to natychmiast powielaniem stereotypow, stosowaniem falszywych wyobrazen i sprowadzeniem calosci do poziomu "polskich dowcipow". O tym jednak nikt ani wtedy, ani teraz nie pomyslal.
Theresa Connelly, autorka scenariusza i filmu, z okazji pokazu przedpremierowego "Polskiego wesela" w Chicago stwierdzila, ze nie potrzebowala zadnych doradcow ani polskich konsultantow, bo zna temat najlepiej. Swiadczy o tym chociazby uzycie cyganskiej muzyki do zilustrowania dziela - bo wiadomo, Polacy to narod wloczegow... Przy sposobnosci wyglosila serie deklaracji, z ktorych wynikalo, ze osobiscie jest "pelna podziwu dla Polakow", ze podoba sie jej "ich temperament i uroda", ale jej film w zasadzie "nie tyle traktuje o etnicznosci, co raczej o stosunkach damsko-meskich, seksie, milosci i rodzinie" ... I to juz powinno sklonic srodowiska polonijne do ostroznosci i wyhamowania wobec tego projektu wstepnego enthuzjazmu.
"Nie wszystko zloto, co sie swieci" - przestrzegalo juz dawno stare przyslowie. Nie kazdy film bioracy za temat polskie czy polonijne srodowisko - musi byc automatycznie dla na sympatyczny, zaslugujacy na nasza promocje, rzetelny i szlachetny w intencjach. Tymczasem, nasza slowianska naiwnosc nie nauczyla nas nic z nabytych wczesniej na hollywoodzkich produkcjach filmowych - przykrych, zalosnych i wrecz haniebnych - doswiadczen. Tutejsza tradycja pokazywania na ekranie Polakow jako "Zulu", egzotycznych dziwolagow przynaleznych do pod-cywilizacji, siega conajmniej lat trzydziestych, i mieni sie cala pozniejsza galeria typow ala Stanley Kowalski - prymitywnych osilkow nie znajacych oglady ani kultury - albo pan o dwuznacznej reputacji - vide "Sophie's Choice". I do tej "tradycji" nawiazuje wlasnie "Polish Wedding".
Slepy, bezkrytyczny kult mediow i glebokie poczucie nizszosci ujawnilo sie raz jeszcze w tym przypadku - najpierw w Hamtramck, przy kreceniu filmu, tak i w Chicago - przy jego "amerykanskiej prapremierze" (na pare miesiecy przed wejsciem filmu do szerszej dystrybucji "Foxa" - w lipcu br). Euforia, "ze o nas cos kreca" i ze "cos na nasz temat nakrecili" - przeslonila jakiekolwiek trzezwe i krytyczne myslenie, czy to "cos" jest nam wogole potrzebne, czy nie jest znow kolejnym "Polish joke", albo podrzuconym nam na posmiewisko, kukulczym jajem.
Faktem jest, ze "Polish Wedding" - niezaleznie od przyswiecajacych mu lepszych czy gorszych intencji - nie jest ani filmem powaznym, ani dobrym, natomiast przynosi w sumie uwlaczajace karykatury zachowan i obyczaju Polek i Polakow w tym kraju. Podrzucono nam "cuchnace jajo", a wiele osob i srodowisk dalo sie juz na to nabrac. Bo trzeba nie byc przy zdrowych zmyslach aby lansowac jeszcze wlasnymi, polskimi silami cos, co przedstawia nas i polonijne srodowisko w krzywym swietle, zawiera wrecz skandaliczne elementy religijnego i obyczajowego karykaturowania. Powiedzmy wprost: "Polskie wesele" Theresy Connelly to rzeczywiscie nowy obrzydliwy "Polish Joke" !
W najwiekrzym skrocie: "Polish Wedding" polega na tym, ze wesela nie ma, bo
nastoletnia Hela, panienka z polonijnego domu sie puszcza - i to zdecydowanie
lubi. Zreszta "nie daleko pada jablko od jabloni", bo mamusia bohaterki tez
nie swieci przykladem, ale wrecz na odwrot. Kreowana przez dosc
temperamentalna Lene Olin, ktora nigdy nie bala sie "smialych" scen lozkowych,
mamusia Heli z Hamtramck - zatrudniona jako "janitorka" przy myciu meskich
toalet w jakiej duzej detroickiej firmie - nie traci okazji ani animuszu w
trakcie wycierania szmata posadzki w ubikacji - kiedy przez przypadek wejdzie
"do przybytku" jakis mezczyzna. "Polski temperament" gra - po kilku chwilach
szybko przejmujaca inicjatywe - i bohaterka tarza sie juz z przypadkowym
mezczyzna na podlodze, wskakuje na niego jak na konia i odpina mu sprawnie
pasek spodni..."
KONIEC PIERWSZEJ CZESCI.
Dr. Wojciech Wierzewski,
ZGODA
6100 North Cicero Ave.
Chicago, IL 60646-4385
Tel: 773-286-0500
DRUGA CZESC ARTYKULU