"Status srodowiskowy tej bohaterki (ktorej ulubionym hobby w ognisku
domowym jest gryzienie ogorkow i picie wodki z corka oraz zynowa !) okresla
jej przynaleznosc do "polonijnych organizacji", noszony z celebra uniform
Womens' Auxiliary Polish Veterans Association (z pelerynka, na ktorej widnieje
naszyty polski orzel !). Wychodzac wieczorem lajdaczyc sie z kochankiem - pod
pretekstem pilnego uczeszczania w "zebraniach polonijnych" - bohaterka Leny
Olin paraduje po ulicach w takim uniformie, demonstrujac "polska dume" pod
latarnia.
W tym samym czasie jej cora, Hela, wiadomo - temperament odziedziczony po
mamie - goni sie po przyleglych do Hamtramck polach z marynarzami. Potem
trafia sie jej mlody miejscowy policjant, ktory zmajstruje jej bachora.
Prawdziwie reprezentacyjna, polska rodzinka ! Kluczem do polskosci w pojeciu
autorki filmu jest ewidentnie "sexual promiscuity" - seksualny chaos, brak
zasad i kultury, ani elementarnej przyzwoitosci.
To jednak dopiero poczatek ! W karykaturze zycia Polakow i Polonii nie moze
zabraknac oczywiscie ich religijnych symboli, "przesadow" i "fanatyzmu". Juz
pierwsze sceny pokazuja dzielnice o niskim zabudowaniu nad ktorymi goreje
przesadnie olbrzymia i przez to pretensjonalna - sylwetka katedry. Autorka
filmu zna z pewnoscia z opowiadan polskie domy, bo lokuje tam obraz Matki
Boskiej Czestochowskiej na godnym i prominentnym miejscu - nad palnikami w
kuchni i tuz obok zlewu. Nikt sie w domu oczywiscie nie modli, tylko "chodzi
do kosciola". Polska rodzinka okazuje sie zreszta miec dobre "chody" w
miejscowej parafii, bowiem Hala zostaje "wylosowana" przez ksiedza do
honorowej misji ... zalozenia wienca posagowi Matki Boskiej, podczas
nadchodzacej procesji, poniewaz usposabia - w jego tym razem naiwnosci -
"dziewicza czystosc i cnote".
Stad juz nic latwiejszego niz przewidziec przygotowany przez autorke
efektowny final filmu: i rzeczywiscie - na skwerze grzmi polka i pary w
jakichs dziwnych kostiumach (slowackich czy wegierskich bluzach - dla autorow
takie detale nie sa wazne) lacznie z ojcem Heli i jej bracmi smigaja po
parkiecie, a w tym samym czasie w poprzek skweru zmierza procesja z ubranymi
na bialo dziecmi sypiacymi roze i sapiacym ksiedzem - dzwigajacym w rekach
wielki obraz Matki Boskiej (!). Nasza Hela, niczym swieta w wielkim wianku na
glowie i slubnej sukni idzie pod baldachimem (!!!) ku figurze Matki Boskiej...
Kiedy Hela - po drabinie - wspina sie na pomnik Madonny, zeby zalozyc jej
wieniec z rumiankow - tlum zaczyna sie smiac i wydzierac, ze to kpina, bo ona
jest w ciazy, i w ogole, to jest dziwka. Ksiadz w przyplywie gniewu zaczyna
za nogi sciagac ja z drabiny i przymierza sie do bicia - kiedy gorszaca scene
przerywa matka Heli i krzyczy, zeby nie bic, bo dziewczyna w ciazy zasluguje
na respekt. Skamienialy tlum zamiera najpierw w bezruchu i nagle zaczyna
przed dziewczyna w ciazy klekac, zegnac sie i modlic - wiadomo, wszystko to
tepa, polonijna ciemnota...
Autorce, jak widac, wszystkiego za malo - do galerii stereotypowych postaci z
polswiatka podkultury, polaczonej z pogarda dla kosciola i karykatura
religijnych obrzedow dodaje jeszcze w finale - profanacje niepokalanych do
tego srodowiska swietosci !
Zreszta w calym filmie, od samego poczatku - pojawia sie stereotyp za
stereotypem, dokumentujac wrecz smiesznie wyobrazenia o rytuale zycia
rodzinnego i obyczajach Polonusow czyli bialych Zulusow z Detroit: rodzina
obzera sie od sniadania pierogami (a czymze by innym !) i obrzydza smak
mlodemu policjantowi "czarnina". Niemowlaki (zawsze nagie - bez bodaj
koszulki ! tak dbaja ci ludzie o dzieci) dra sie w nieboglosy, pani domu
chrupie ogorki, strzela sobie raz po raz wyborowa "w damski kregu rodziny" -
ponadto wszyscy pala papierosy w domu, nie wylaczajac dzieci !
Czy nie ma w Ameryce takich "skotlowanych" rodzin ? Oczywiscie, ze sa. Czy nie ma puszczajacych sie dziewczat, ktore rodza dzieci "bez wesela" ? Alez sa, we wszystkich chyba srodowiskach. Czy sa zony, ktore prowadza wlasne zycie erotyczne "na boku" majac nieszczescie byc zonami piekarzy (jak ojciec tej "polskiej rodziny" w filmie) ktorych cala noc w lozku nie ma bo ugniataja ciasto i pala w piecu ? Pewnie ze tak. Ale - pytam sie - dlaczego wszystko to ma byc przypisywane akurat polskim rodzinom i Polakom "z nazwiska" ? Czy jestesmy typowi dla amerykanskeigo wyobrazenia o "white trash", czy sa powody abysmy uchodzili za najgorszych ?
NO, thank you, no, thank you. Dziekujemy zdecydowanie autorce za taka filmowa reklame naszego srodowiska. Nie, dziekuje, nie mam osobiscie ani checi ani potrzeby (ani masochistycznej przyjemnosci w tym) ogladaniu karykatury mojego srodowiska. A juz najbardziej nie rozumiem ludzi, ktorzy jeszcze dokladaja do tego reki - pomagaja podobne knoty i karykatury produkowac a potem promowac na polonijnych przegladach i festiwalach. To juz prawdziwy polonijny masochizm - podniesiony do kwadratu.
Podsumujmy, na zakonczenie, te najswiezsza lekcje publicznego upokorzenia w dodatku przy naszym w tym udziale: kazdy moze krecic sobie filmy jakie chce, jesli ma na to pieniadze i producenta - i jesli ktokolwiek zechce takie filmy potem dystrybutowac i ogladac. "Polish Wedding" jest filmem artystycznie kiepskim i na polu amatorskim. Nie sadze osobiscie, aby znalazl wielu chetnych do pokazywania go w sieci kin z prawdziwego zdarzenia, nawet w sezonie ogorkowym, kiedy planowana jest w lecie tego roku jego dystrybucja. Nic dziwnego, ze autorka sama objezdza (takze polonijne !) srodowiska i organizacje, ktore daja sie nabierac na tytul i jego naskorkowa "polskosc". Ostrzegam zatem wszystkich publicznie przed ta pulapka - nosi ona tytul "Polish Wedding" !
"Polskie wesele" Theresy Connelly jest filmem pretensjonalnym i przede wszystkim nierzetelnym - z powodu bardzo powierzchownego i z gruntu falszywego pokazania wybranej tam spolecznosci (dla niej jest wrecz obrazliwym i zaslugujacym definitywnie na glosny protest i bojkot - chocby z racji osmieszania symboli i obrzedow religijnych zwiazanych z tradycja i kultura Polonii w tym kraju). Natomiast przynosi on takze istotna lekcje dla nas wszystkich: Po pierwsze - pomagajac realizowac filmy, ktore nas karykaturalnie pokazuja - dajemy dowod przypisywanej nam przez niektorych - naiwnosci i glupoty. Dobrowolnie i z zapalem przystepujac jeszcze do popularyzowania takich "dziel" w naszych instytucjach i srodowiskach - grzeszymy juz podwojna glupota. Zachowajmy bodaj minimum godnosci - nie bierzmy sami udzialu w czyms, co ma nas samych kompromitowac i osmieszac !
Nie kto inny, a Jan Kochanowski grzmial przed wiekami, aby sie rodacy troche zmiarkowali - i nie kupowali sobie wciaz na nowo starej przypowiesci, ze "Polak to i przed szkoda - i po szkodzie glupi". W kilka stuleci pozniej tutaj, na emigracji widac, ze wciaz trzeba glosno przypominac niektorym wage tamtej, wielce jarej rady !"
KONIEC ARTYKULU
Dr. Wojciech Wierzewski,
ZGODA
6100 North Cicero Ave.
Chicago, IL 60646-4385
Tel: 773-286-0500
Wojciech A. Wierzewski
"ZGODA", Chicago, Illinois"
Bill Mechanic,
Chairman
20th Century Fox Film Corporation
10201 West Pico Blvd.
Los Angeles, CA 90035
Tel: 310-369-1000
Fax: 310-369-2095
kopie listow do:
Peter Chernin,
Chairman
News Corporation
20th Century Fox Film Corporation
10201 West Pico Blvd.
Los Angeles, CA 90035