Kto zamordowal ks. Zycha?

W nocy z 10 na 11 lipca 1989 roku dwie kolezanki udajac sie ze znajomym na kwatere przy ul. Swierczewskiego w Krynicy Morskiej, ok. godziny 2.00 zobaczyly przed dworcem PKS samotnego pijanego mezczyzne. Chwile pozniej mlodzi turysci zauwazyli przy bocznej (niewidocznej od glownej ulicy) scianie budynku dworca PKS nieruchome cialo, ni to siedzacego, ni to lezacego mezczyzny w wieku ok. 40 lat. Wygladal tak, jakby osunal sie wzdluz sciany na betonowy chodnik. Lewa reke mial uniesiona do gory i oparta na wystepie muru. Zadnych obrazen zewnetrznych w postaci siniakow, zadrapan, otarc lub zabrudzen krwia nie bylo. Na ustach mial piane. Wezwano pogotowie, ale lekarce, mimo podjetej akcji reanimacyjnej, nie udalo sie uratowac pacjenta.
Okazalo sie, ze zmarlym byl ksiadz Sylwester Zych, kaplan skazany na 6 lat wiezienia za dzialalnosc antypanstwowa w stanie wojennym. Zyl zaledwie 39 lat.
Na poczatku 1992 roku zarzucono mu, iz chronil osoby, ktore zastrzelily w autobusie milicjanta Zdzislawa Karosa podczas proby odebrania mu broni sluzbowej.
W 1983 roku odbyl sie tendencyjny proces ks. Sylwestra Zycha, ktory - jak twierdza obserwatorzy - byl elementem walki grupy generalow z WRON z Kosciolem Katolickim.
Jako skazany przebywal w najciezszych wiezieniach w Polsce. Traktowano go jako zbrodniarza. On sam zas czul sie tam jak zaszczute zwierze.
Po wyjsciu na wolnosc przez caly czas byl inwigilowany przez Sluzbe Bezpieczenstwa. Niejednokrotnie otrzymywal równiez pogrozki, anonimowe listy i telefony. Nie czul sie bezpiecznie. Bezustannie zyl w poczuciu zagrozenia. Az do dnia smierci.
Po zidentyfikowaniu zwlok znalezionych w Krynicy rozpoczeto sledztwo w celu wyjasnienia okolicznosci zwiazanych ze smiercia kaplana. Od poczatku bylo sterowanie odgornie i zmierzalo w kierunku zdyskredytowania postaci kaplana w oczach opinii publicznej. Ni mniej, ni wiecej - z ksiedza Zycha probowano uczynic pijaka i utracjusza. W toku dochodzenia, prowadzacy je zastepca prokuratora rejonowego w Elblagu Wojciech Mazurek popelnil caly szereg nieodwracalnych bledow, jak chocby odlozenie w czasie sekcji zwlok, czy identyfikacja zmarlego przez swiadkow na podstawie zdjec i filmu, a nie na podstawie ciala. Wszystko to nasunelo wniosek, iz sledztwo prowadzone jest tendencyjnie i - podobnie jak w kilku innych przypadkach tego typu - nie doprowadzi do wyjasnienia i pociagniecia sprawcy do odpowiedzialnosci.
A pytania mnozyly sie. Z biegiem czasu niejasnosci pojawialo sie coraz wiecej. W jaki sposob chory na astme, serce i nerki zdolal wypic ponad litr wodki? To przekraczalo mozliwosci organizmu, ktory powinien zaczac sie bronic juz po przyjeciu znacznie mniejszej dawki alkoholu. Ale jesli nawet ks. Zych zdolalby sie uporac z taka iloscia drinkow, to w jaki sposob w niecala godzine po wyjsciu z lokalu bylby juz calkowicie zimny? Tamta noc byla wyjatkowo upalna. Temperatura dochodzila nawet do 27 stopni C. Jak wiadomo cialo zmarlego stygnie 1 stopien na godzine. A moze w "Riwierze" byl tylko ktos podobny do zmarlego kaplana? Prokurator Mazurek posilkujac sie opinia prof. dr. hab. Stefana Raszeji z Akademii Medycznej w Gdansku probowal wmowic dziennikarzom, ze lekarka tylko odniosla wrazenie, ze skora byla chlodna i bylo to wrazenie subiektywne. Co zas do temperatury powietrza, to watpil, czy w tamtejszym klimacie jest ona mozliwa, ale obiecal, ze w najblizszym czasie zwroci sie o sprawdzenie tych faktow do jednej z placowek meteorologicznych. Na prozno. Obietnicy nie dotrzymal. Od Leszka Moczulskiego, szefa KPN, zapalonego zeglarza, z ktorym ksiadz Zych czesto rozmawial podczas pobytu w jednej celi w warszawskim wiezieniu na ul. Rakowieckiej - wiedzial on, jakie sa mozliwosci, warunki i koszty zeglowania. Ks. Zych nie posiadal zadnych uprawnien, nie umial nawet plywac. Znajomi twierdza, ze nie lubil specjalnie wody. Skad wiec wziela sie w nim uporczywa mysl o wynajeciu jachtu na kilka dni? Co zadecydowalo, ze niezbyt zamozny i oszczedny kaplan zaczal nagle w dyskotece fundowac alkohol w wielkich ilosciach, a chcial nawet porwac sie na wyasygnowanie olbrzymiej kwoty za wynajecie jachtu? A moze takie zachowanie bylo tylko sposobem zwrocenia na siebie uwagi barmanow? Czyzby wiec ktos w dyskotece udawal, ze jest ks. Zychem? Oprocz pytan szczegolowych pozostaje jeszcze wciaz niewyjasnione to najwazniejsze - co ks. Zych po przyjezdzie do Fromborka? Do dzis nikt tego nie ujawnil.
Licznie podnoszone krytyczne uwagi o brakach i bledach, jakie popelniono w toku sledztwa w sprawie smierci ks. Sylwestra Zycha odniosly pozadany skutek. Po chwilowym przestoju, w polowie wrzesnia 1989 r. rozpoczal sie jakby drugi, nowy etap dochodzenia. Niezaleznie od tego Prokuratura Rejonowa ustalila nareszcie porzadny scenariusz sledztwa. Wstep stanowily dotychczasowe ustalenia. Zgodnie z nimi prokurator przyjal za mozliwe trzy wersje gwaltownego zgonu ks. S. Zycha. Pierwsza zakladala, ze zgon nastapil z przyczyn naturalnych (np. niewydolnosc serca), druga. ze mogl on nastapic wskutek dzialania osob trzecich (np. zabojstwa), a trzecia, ze nastapil on na skutek zatrucia alkoholem. Powracano tez do pytan, na ktore odpowiedzi nie zdolano dotychczas ustalic, a wiec - co robil, z kim sie spotykal i z kim przebywal ks. S. Zych w dniu 10 lipca 1989 r. w godz. od 10.00 do 22.00? Kim byl mezczyzna towarzyszacy jakoby ksiedzu w barze "Riwiera"? Co sie stalo z dokumentami, pieniedzmi i torba ks. Zycha? To i wiele innych pytan pozostalo do dzis bez odpowiedzi. Sledztwo, mimo pozorow, wciaz tkwilo w martwym punkcie.
W pozniejszym okresie zglosilo sie kilku swiadkow, ktorzy jednak nie wniesli do sprawy nic nowego. Nie majac dostepu do akt operacyjnych SB, trudno ocenic, na ile byly to dzialania inspirowane przez te sluzby dla zaciemnienia obrazu sledztwa, a na ile pozywka dla gawiedzi. Wiekszosc zadanych w sledztwie pytan pozostalo bez odpowiedzi do dzis.

Andrzej Dudzinski: Zapic ksiedza, Oficyna Wydawnicza "Graffiti" , Chicago 1996