Harcerstwo na Podolanach
Wspomnienia i wiersze czasu okupacji 1939 -
1945
(Bogumiła Zofia Pawuła-Żabińska)
Stęsknione oczy
Wokoło spoglądają
Że może dziś
Że może już
Wolności doczekają
Lecz cisza wokół
I tylko piosnka
Tęsknotą
przepojona
Perli się cicho
Do niebios stropu
Nitką nadziei
złączona
(Podolany, 1940)
W czasie mojej dwumiesięcznej choroby, fabryka Focke-Wulf została zbombardowana, w czasie angielskich nalotów lotniczych i przeniesiona do Krzesin i Gądek. Większość młodocianych pracowników wywieziono do fabryk w Bremen i Rostoku. Musiałam w ciągu trzech dni zgłosić się do innej pracy. Moja dobra koleżanka i sąsiadka Maryla Dzierżyńska-Zubielik, namówiła mnie abym się zgłosiła do pracy na świeżym powietrzu w majątku, w Strzeszynie. Szefem był czeski Niemiec Lukas. Oprócz miejscowych pracowników i kilkunastu młodych ludzi z okolicy, była tu także młodzież przymusowo wywieziona z innych regionów. Włodarzem był, bardzo szanowany, Pan Pawlak.
Coraz cięższy stawia krok
A tuż za nim? Oj, nie róże
To są smutki wielkie, duże
Choć dni skaczą w blasku słońca
Nie masz jeszcze dla nas gońca
Co przyleci z nad Bałtyku
Co narobi pełno krzyku
Że nareszcie, ach nareszcie
Przyszła Wolność nasza złota
Co jak w pełnym szyku rota
Runie na kraj ukochany
Na te nasze polskie łany...
I... nie powiem więcej już
Do modlitwy ręce złóż
Idzie wojny czwarty rok
Ciężki, ciężki stawia krok
(Strzeszyn,
1944)
W wolne niedziele, mój brat Leon proponował mi dziwne spacery. Mówił, że muszę mu towarzyszyć, bo to bezpieczniej dla niego. Na Forcie VI Leon mierzył wysokość żelaznego płotu i głębokość fosy, przy torach kolejowych notował przejazdy transportów wojskowych, robił rozpoznanie instalacji żwirowni koło Moraska a także sytuacji żydowskich więźniów, pracujących przy budowie jeziora Rusałka. Towarzyszyłam mu kiedyś, wraz z Irką Gumienną, na spotkaniu w domku dróżnika kolejowego za dworcem strzeszyńskim, grupy podolańskich harcerzy z jakimś starszym mężczyzną, przełożonym z konspiracji .
Wśród
trudu, głodu
Zbliża
się z państew
Wolnych
Zachodu
Zbliża
się ku nam
Z Ruskiej
Krainy
Cieszcie
się ludzie, dobre nowiny!
Już niemiec z miasta
Wilna wyparty
Już w mieście krążą miłe nam warty
Polska na orlich skrzydłach już leci
I woła z góry - cieszcie się dzieci!
Oczy wnet
błysną
Zapłoną
serca
Gdy
wypędzony będzie morderca
Morderca
podły, tyran fałszywy
Krwi naszej
polskiej
Jak
złota chciwy
On jest na wszystko, zawsze gotowy
I nie oszczędzi dziecka, ni wdowy
Lecz się zakończy to panowanie
Gdy nasza Polska ZMARTWYCHPOWSTANIE
(Poznań-Strzeszyn,
10 lipiec 1944)
W małej strzeszyńskiej szkole pojawiła się gromada żydowskich dziewcząt. Pracowały cały dzień przy robieniu drogi w kierunku jeziora. Jako pożywienie na cały dzień, miały na wózku beczkę wody. Były słabe i wynędzniałe, kto mógł to je podkarmiał, zostawiając chleb pod krzewami. My też niedaleko pracowaliśmy i któregoś dnia wracaliśmy wspólnie. Jedną z tych dziewcząt, która pozostawała w tyle, podwiozłam na rowerze, powiedziała mi: "nas wywiozą wkrótce do wagonu gazowego". Nie rozumiałam wówczas nic z tego co mówi. Na drugi dzień podrzuciłam im przez płot, coś do zjedzenia - królika, bo chleba w domu brakowało. W jakiś czas potem, nikogo już w szkole nie było. Zbliżała się zima 1944/45.
W styczniu nadciąga front, z dala słychać kanonadę artyleryjską. Rozwieszane są nakazy opuszczenia miasta. Niemcy opuszczają zajęte domy i w popłochu uciekają. W naszym domu są głębokie piwnice. Postanawiamy pozostać na miejscu a wraz z nami kilka rodzin z sąsiedztwa: Ciocia Janina z Danusią i Elą, Pani Kościelska ze swoją matką staruszką oraz synami Zbigniewem i Kazimierzem, Pani Bibersteinowa z synem Józefem a także Pani Skolasińska z czwórką dzieci. Po kilku dniach siedzenia w piwnicy brakuje jedzenia. Ojciec decyduje się na wyjście z piwnicy w poszukiwaniu żywności. Napotkany patrol niemiecki chce go rozstrzelać jako szpiega. Na szczęście pojawiają się jeszcze inni mieszkańcy Podolan, którzy zostali wcześniej wysiedleni do Złotnik, ale wrócili nakarmić króliki. Ostatecznie, w ciągu godziny wychodzimy do Złotnik. Tam sytuacja pełna grozy. Widzimy grupę polskich zakładników prowadzonych na rozstrzelanie. Przechodzący patrol niemiecki napotkał przy drodze zastrzelonego, przez zmotoryzowaną szpicę rosyjską, Niemca. O ten czyn posądzeni zostali Polacy, wysiedleni z Podolan. Na szczęście ujawnił się właściciel majątku Pan Hofmejer, który przyczynił się do uwolnienia zakładników. Po kilku dniach, w środku nocy, nadeszli Rosjanie. Jedną z pierwszych rodzin wracających na Podolany była rodzina Floryszczaków. Została ostrzelana przez grupę żołnierzy niemieckich, ukrywających się pośród kępy sosen, w pobliżu dzisiejszej ulicy Szarych Szeregów. Wtedy zginął, jeden z podolańskich harcerzy, Bolesław Floryszczak. Wojna się skończyła, niektórzy z aresztowanych harcerzy wrócili do domu. Była iskierka nadziei, że powróci także mój brat.
Bo tchnie
przyjaźnią, młodością, pogodą
I utrudzony
szary świat okrasza
A duszę
ma zawsze młodą
Była
wspomnienia iskierką
Tyś mi
kazała w czas błędny, długi...
Pozostać
zawsze harcerką
(Podolany -
maj 1945)
Świerszcz
w kącie gdzieś bzyka
Ogrodami
złudna melodia przemyka
Zeszła noc na ziemię w ciemnej pelerynie
Zasnęły słowiki w leszczyny gęstwinie
Wszystko
słodko drzemie zmilkło świerszcza granie
Lecz w piersi
matczynej wyrywa się łkanie
Jej najstarsze dziecko - bohater Narodu
Swoją jasną duszę oddał Panu Bogu...
I
zginął smutnie bohater cichy
Ani mu dzwony
nie zadzwoniły
Ani matula
nie pożegnała
I nie
usypał mu nikt mogiły
Wiatr przywiał smętny z rodzinnej strony
Przysypał piaskiem zmęczone oczy
I ulubionej piosenki tony
Zanucił ptaszek jakiś ochoczy
Lecz nim
zamarły usta Leona
Szepneły
rade "wojna skończona"
(Podolany, 7
sierpnia 1947)
W dniu 20 czerwca 1948 r., w czasie uroczystości poświęcenia Domu Harcerza na Winiarach, matkom harcerzy, którzy polegli w obronie Ojczyzny lub zostali zamęczeni przez okupanta w obozach koncentracyjnych, wręczono symboliczne oznaki pamiątkowe "Matce Harcerza - Bohatera - Z.H.P. - Chorągiew Wlkp.".
Kilka lat
minęło, jak go niemcy wzięli
I jak go
oddano pod opiekę kata
I bili
okropnie i głodem morzyli
Później zmilkło wszystko, wojna się skończyła
Ja czekam na brata, a matka na syna
I
dziś... nagle dzwonek, Mama spiesznie chwyta
List, który
dziwnie z rąk drżących umyka
I czyta... zginął!
Krzyk
straszny wyrywa się z krtani
Mój Synu! Mój
Bracie!...
I list
spłynął łzami...
Rozpaczą przybita Matula jedyna-
Ja przysięgam w duszy, zastąpić Jej Syna.
Mija
ciężka chwila, wnet nadejdzie Tata
... Modlimy
się z Mamą, o Syna i Brata.
(Podolany,
sierpień 1947)
_________________________________________________________________________
Przypisy:
fot.1 - List Leona z obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen (Nr obozowy 82 858). Odręcznie dopisany przez Mamę (Maria Pawuła z d. Styburska) adres więzienny z Gross-Rosen, Jej brata Czesława Styburskiego (Nr obozowy 82 796). Czesław Styburski został zaaresztowany za pomoc osobie poszukiwanej przez Gestapo i zginął w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen.
fot.2 - Treść listu z Gross-Rosen, tłumaczona z niemieckiego (strona b): "Kochani Rodzice i Rodzeństwo! Na pierwszy wysłany list z adresem, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi....."
fot.3 - Zaświadczenie do honorowej oznaki matki poległego harcerza, wręczonej na uroczystości poświęcenia Domu Harcerza VI Hufca Harcerzy w Poznaniu, w dniu 20 czerwca 1948 r.:
fot.4 - Wilga - autorka wierszy (zdjęcie z 1945 roku)
------------------------------------------------------------------------------------------------
Publikacja w gazecie osiedlowej "Na Skraju" (ISSN 1427 - 6879), Nr 3(20), 1998, Poznań
e-mail: pawula@main.amu.edu.pl