MIEJSCA ZBRODNI CZY ZBRODNIARZE?

"Nasz Dziennik" z 31 października 2007. przytoczył parę zdań prezesa IPN Janusza Kurtyki. Dzielę się w związku z tym moimi krótkimi refleksjami. Najpierw jednak cytat z artykułu:

"... Instytut Pamięci Narodowej rozpoczyna realizację ogólnopolskiego programu naukowo-edukacyjnego, którego celem jest udokumentowanie śladów zbrodni komunistycznego aparatu represji dokonywanych w latach 1944-1956. Program "Śladami zbrodni" adresowany jest do wszystkich zainteresowanych zachowaniem i poszerzeniem wiedzy z zakresu najnowszej historii Polski.

- W ramach tego projektu chcemy zidentyfikować i odszukać wszystkie miejsca kaźni i zbrodni popełnionych przez komunistów na Polakach. Nawet pracownicy IPN byli zaskoczeni, że tak dużo tych obiektów ocalało. Wiele z nich użytkowanych jest w sposób urągający pamięci pomordowanych. Mieszczą się one często w ramach zabudowy mieszkalnej i urzędów państwowych - mówił wczoraj prezes IPN Janusz Kurtyka. - Oczywiście, nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, iż pamięć o tym, ze dany budynek był miejscem kaźni, zupełnie w wielu przypadkach zaniknęła - dodał..."

Bardzo ładnie, że Janusz Kurtyka, prezes IPN zainteresował się miejscami kaźni i katowniami UB. Tak, jest ich wiele, szokująco wiele. "Nawet pracownicy IPN byli zaskoczeni...". Znamienne!? Czy jednak p. Kurtyka wraz pracownikami IPN są zaskoczeni tym, że wszystkie państwa objęte żydo-sowiecką rewolucją znaną pod mianem bolszewickiej, a po II Wojnie Światowej wszystkie państwa sprzedane przez Aliantów tworowi tej rewolucji pod nazwą ZSRR są miejscami kaźni najlepszego biologicznego elementu tych państw, sięgającego liczby 200 milionów ofiar?

Przecież cały aparat znany początkowo jako bolszewicki, potem jako bloku ZSRR w końcu uznany jako "komunistyczny" i zbrodniczy kiedy jego funkcja wyczerpała się, został rozwiązany (a raczej zmodyfikowany w swojej organizacji) przez te same siły które go stworzyły. Upamiętnienie miejsc kaźni i masowych mordów na terenie Polski jest ważne dla historii lecz skwitowanie tej sprawy jako miejsc "zbrodni komunistycznego aparatu represji dokonywanych w latach 1944- 1956" bez historycznego podkładu faktów stanowiących o genezie i strukturze tego "komunistycznego aparatu" będzie raczej zamazywaniem historii niż jej udokumentowaniem, biorąc pod uwagę aktualną "poprawność polityczną".

Obiecująco brzmi zdanie; "Instytut Pamięci Narodowej rozpoczyna realizację ogólnopolskiego programu naukowo-edukacyjnego, którego celem jest udokumentowanie śladów zbrodni komunistycznego aparatu represji dokonywanych w latach 1944-1956." Obiecująco ale tylko w części, ponieważ zbrodnie przeciwko Narodowi, te krwawe i bezkrwawe nie zakończyły sie z rokiem 1956. Obiecująco ale nierealnie ponieważ nie wierzę żeby ten "ogólnopolski program naukowo-edukacyjny" obejmował historyczny podkład faktów stanowiących o genezie i strukturze tego komunistycznego aparatu.

Zbyt wielu naukowców nie obciążonych "poprawnością polityczną" trafiłoby do więzienia za "antysemityzm", "brak tolerancji", "ksenofobię", "podjudzanie do waśni", "rasizm", "szowinizm" i brak elementów "nowej ewangelizacji". Jeśli do tego dodać aktualne globalistyczne siły mające związek z kreacją i rozmontowaniem "Imperium Zła" spoza żydowskich organizacji, to tym bardziej ten zapowiadany program może być tylko farsą w obecnej rzeczywistości nie tylko w Polsce.

Minęło już prawie 3/4 wieku. Miejsca mogą być zaznaczone ale organizatorzy tych zbrodni, wykonawcy, pomocnicy, naganiacze, kooperanci albo umarli śmiercią naturalną, albo opuścili Polskę i czują się bezpieczni za granicą. Ba, nawet na terenie Polski pozostają niezaznaczeni. Są dobrze uwłaszczeni cudzym mieniem, łącznie ze swoimi potomkami.

Miejsca kaźni bez powiedzenia IMIENNIE kto nimi kierował, kto w nich urzędował, kto w nich wykonywał polecenia i czyje polecenia pozostają tylko miejscem jakiejś abstrakcji. Abstrakcji, bo do tego teraz sprowadza się pojęcie "komunistycznego totalitaryzmu" który już teraz można krytykować ale nikt nie waży się w masowych mediach i rządowych instytucjach wyjawić nazwisk, stanowisk, stopni wojskowych czy milicyjnych, pozycji administracyjnych i operacyjnych, nie mówiąc już o życiorysach czy rodowodach tych ludzi.

Te wszystkie rzeczy istnieją do teraz. Część z nich napewno jest juz zniszczona ale można nawet dojść do tego, kto je zniszczył. Nie sądzę, żeby IPN nie miał dostępu do tych danych. Sądzę raczej ze IPN nie chce mieć do nich dostępu. Gdyby chciał miałby nawet listy bojówek ZOMO-wskich łącznie z ich operacyjnymi dowódcami, nie mówiąc juz o funkcjonariuszach NKWD, UB, i późniejszych wcieleń tego samego aparatu.

Życzę zatem sukcesów p. Januszowi Kurtyce jako prezesowi IPN. Myślę jednak, że jego sukcesy są i będą sukcesami nie polskiej racji stanu, zwłaszcza sądząc po doświadczeniach dotychczasowej, wieloletnio niechlubnej działalności IPN.

Sądzą, że może być pomocnym zapoznanie się z przetłumaczonym z angielskiego dokumentem Senackiej Komisji USA - Departament Wojny, pod tytułem "THE POWER AND AIMS OF INTERNATIONAL JEWRY" ("SIŁA I CELE MIĘDZYNARODOWEGO ŻYDOSTWA") odtajnionym w 1973 roku, http://homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/historia/SilaCele.html. Niestety, dokumenty związane ze śmiercią gen. W. Sikorskiego do dzisiaj nie są odtajnione.

Wojciech Właźliński
01.XI.2007)


netpol@interaccess.com
PoloniaNet, powrot