Z cyklu "Przyjaciel z ogonem"

Tematy wiosenne

Wiosna tego roku zawitala do nas pozno, nawet myslelismy ze zapomniala o naszym zakatku w stanie Illinois, ale na szczescie tak sie nie stalo; przybyla w calej swej krasie, strojna swieza soczysta zielonoscia, zdobna w bogactwo zonkili, narcyzow, pachnaca bzem i tulipanami i innym kwieciem stanowiacym jej odwieczny orszak.
Przygrzalo sloneczko, ptaszki spiewac zaczely swoje wiosenne trele. Ta sama para synogarlic, dobrze nam znana z zeszlego roku zadomowila sie w sasiedztwie naszego domku, to podobno szczescie dla domu przynosi i oczywiscie jego mieszkancow.
Poczulismy sie jakby lepiej, wierzac w madrosc ludowych porzekadel. Dobrze ze sa, ze je mamy; mowilismy o nich "nasze synogarlice". Na tarasie, gdzie w cieple dni siadywalismy oboje, wisialy karmniki napelniane codziennie ptasia karma do ktorych zlatywaly tlumy najprzerozniejszych ptakow.
Najliczniejsza grupe stolownikow stanowily tzw. redwings, przesliczne czarno upierzone z pomaranczowym pasem na skrzydelkach, ktory w czasie lotu ogniscie odcinal sie od czarnej calosci. Ptak to wdzieczny, a jednoczesnie bardzo wytworny. Rozne zreszta u nas bywaja, nazw wszystkich nie znam, ale atlas ptakow Ameryki Polnocnej nabylam i staramy sie oboje identyfikowac to nasze latajace towarzystwo. Udalo mi sie nawet ustalic, ze najmniejszy stlownik, taki tyciusienki jak moj najmniejszy palec, caly zolciutki jak kanarek nazywa sie goldfinger, zloty palec, prawda jak ladnie?
Ta ptasia kompanie zawdzieczamy polozeniu naszego domku, lezy on bowiem na skraju mokradel, zwanych przez amerykanow "wetland". Owe mokradla nie sa takie bardzo mokre, rosna na nich przerozne gatunki traw, niektore nwet ozdobne, oraz cala masa najroznorodniejszych krzewow. Tu wlasnie mieszkaja nasi stolownicy, czy jak kto woli ogonasci przyjaciele. Dostarczaja nam prostych radosci, cieszymy sie ich pieknem i ciagle wierzymy, ze sa straznikami naszego malego szczescia.
Kazdego ranka budzi nas ich spiew, czasami nawet moglyby zaczynac pozniej, ale niestety zbyt duzo nie mozna od nich wymagac.
Wydarlismy, tak doslownie, wydarlismy kawalek tego "wetlandu", wykarczowali lozy i dzikie roze rosnace gesto; i mamy mini ogrodek. Kosztowalo to ogrom pracy, ale sa efekty. Docenily to rowniez dzikie kroliki, bowiem uznaly to za swoja terytorialna wlasnosc i na wstepie pozarly wszystkie tulipany nie dopuszczajac do kwitnienia. Cieszylam sie na te tulipany ogromnie, no ale coz robic, kroliczkow nie wystrzelam, takie sa przeciez sliczne. Zupelnie nas sie nie boja, podchodza pod sam taras, czekaja na suchy chlebek, staja slupka; jakby proszac.
Pare tygodni temu, w naszym ogrodku, juz bez tulipanow, zaistnialo nowe pokolenie kroliczkow w liczbie dwa. Maluchy wykazuja apetyt nadzwyczajny a humor nie opuszcza ich nigdy. Dzien rozpoczynaja wczesnym rankiem buszujac pomiedzy moja marchewka, dojrzewajacymi truskawkami i kwieciem. Nie gardza niczym, jakkolwiek daja sie zauwazyc pewne preferencje jakimi darza niektore gatunki warzyw i kwiatow. Zrezygnowac z ogrodka - mojej milosci, czy wytruc kroliczki?
Sasiad zaopatrzyl sie w stosowne spraje, ktore podobno nadaja roslinom smak nie do przyjecia dla tych rozkosznych zwierzatek, no dobrze, ale co z nami?
Tulipanow jesc nie bedziemy, ale truskawki i owszem - chcielibysmy. Wlasnie takie naturalne bez zadnej chemii, dostale na sloneczku do pelnej soczystej i slodkiej dojrzalosci.
Przy okazji robienia porzadkow w spizarni znalazlam paczke macy, na ktora w domu nie bylo chetnych, bowiem amatorzy smakolyku goscili u nas dawno temu, wiec zaproponowalam mace kroliczkom. Bingo!!! Okazuje sie, ze zdrowa koszerna zywnosc w postaci macy zostala wlasciwie oceniona zarowno przez krolicza mlodziez jak i przez starsze pokolenie i jest palaszowana z wyrazna przyjemnoscia.
Po tym wspanialym odkryciu gustow mieszkancow mojego ogrodka, dzien wyglada nastepujaco: sniadanko - maca, po macy harce i swawole, nastepnie sjesta, wtedy kroliki znikaja z ogrodka. Pojawiaja sie wieczorem w humorach iscie szampanskich, serwowana jest maca, poczym znowu niekonczace sie zabawy, troszke trawki i spac.
Moze zdazymy zebrac nasze pierwsze truskawki przed kroliczkami, amatorami "kosher food".