22 - 26 lipca 1996


Na podstawie doniesien agencyjnych


Proces rehabilitacyjny
dziewieciu Polakow rozstrzelanych
za udzial w rzekomym pogromie kieleckim

W ubieglym roku minister Rosati przeprosil Zydow za pogrom kielecki w imieniu Polski i wszystkich Polakow. Podobna skruche wyrazilo 16 kieleckich intelektualistow, ktorzy postanowili przeprosic Zydow nie tylko za 42 ofiary pogromu z ulicy Planty, ale takze za rzekome zamordowanie ponad 30 Zydow na stacji kolejowej. 7 lipca 1996 roku za pogrom przepraszal premier Cimoszewicz. Dzialo sie to na cmentarzu zydowskim w Kielcach. Rowniez i obecny prezydent Polski, Aleksander Stolzman vel Kwasniewski robil to kilkakrotnie podczas czestych odwiedzin w Stanach Zjednoczonych.
Na spotkaniu Stolzmana z nowojorska Polonia 16 lipca 1996 w konsulacie RP dyrektor miejscowego oddzialu Kongresu Polonii Amerykanskiej Frank Milewski zapytal prezydenta wprost, czy jako spadkobierca rzadow powojennych komunistow ma zamiar wyrazic skruche za to, ze to wlasnie komunisci dopuscili do pogromu, na co Kwasniewski, wyraznie zbity z tropu dal dluga i wykretna odpowiedz, w ktorej, mimo wielu slow, nie bylo ani jednego konkretu... W podobny sposob od dluzszego czasu zachowuje sie warszawska komisja Prokuratury Generalnej, ktora od kilku juz lat bada okolicznosci kieleckich wydarzen.
12 lipca 1996 roku Polska Agencja Prasowa doniosla, ze dwoch prokuratorow wyjechalo do Jerozolimy, aby przesluchac mieszkajacych tam obecnie swiadkow owczesnego pogromu. Polonijni aktywisci, broniacy godnosci imienia Polski natychmiast zasypali ministerstwo lawina listow i faksow, w ktorych generalnie domagali sie, aby zeznania zbierac tylko od ludzi, ktorzy moga sie wykazac obrazeniami doznanymi podczas pamietnych wydarzen. Takich, ktorzy pozostali przy zyciu powinno byc okolo 50. „Brutalna reka Polaka”, o ktorej w „Polityce” pisala prof. K. Kersten powinna przeciez pozostawic krwawe slady w postaci wgniecen kosci czaszki, polamanych kosci nosa, szczek, zeber, rak i obojczykow, peknietych nerek i usunietych sledzion... Do tej pory wszyscy zydowscy „swiadkowie” kieleckiego pogromu w niewyjasniony blizej sposob unikneli obrazen, a panu Blumenthalowi, obecnemu na lipcowych uroczystosciach w Kielcach - pekniecie czaszki spowodowane brukowcem „cudownie” sie zaroslo bez najmniejszego sladu.
Po tygodniu pracy w jerozolimskich sadach polscy prokuratorzy wrocili do Warszawy. Prokurator R. Mielecki (tel: 0-11 4822 262441 wew. 251) zapytany przez telefon stwierdzil, ze udalo im sie przesluchac „okolo” 10 swiadkow. Na pytanie, czy widzial jakiekolwiek slady ich kalectwa (kielczanie bili rzekomo gazrurkami, zeliwnymi zeberkami od kaloryferow, brukowcami, ceglami, „rozpruwali bagnetami brzuchy ciezarnych kobiet”, wyrzucali dzieci i mlode Zydowki z okien na drugim pietrze, obcinali palce, gdy trudno bylo z nich zdejmowac drogocenne pierscionki), prokurator odpowiedzial: „ To mnie nie obchodzilo, poniewaz mialem zaswiadczenia lekarskie”.
Na pytanie ile ofiar posiadalo takie zaswiadczenia lekarskie, dlugo zwlekal z odpowiedzia, az wreszcie odrzekl: „Chyba trzech”. Na pytanie w jakim jezyku sporzadzono owe zaswiadczenia prokurator znow uniknal odpowiedzi, twierdzac, ze „sprawa jest w sledztwie”. Zapytany, czy probowal dowiedziec sie, gdzie pochowano ofiary zamordowane na stacji kolejowej, Mielecki odpowiedzial, ze o tych osobach nic nie wie, a interesuje sie tylko wydarzeniami, jakie mialy miejsce przy ul. Planty 7 i jak do tej pory zaden swiadek nawet nie wspomnial o masakrze, lub o jakichkolwiek ekscesach na stacji.
Odnosnie ekshumacji, ktorej domaga sie Polonia, i zbadanie czy trumny zawieraly zwloki (obecnie juz tylko szkielety) i jakie odniosly obrazenia. Prokurator stwierdzil, ze sledztwo tego nie przewiduje i ze to go nie interesuje... Nalezy wziac pod uwage, ze prokurator jako pracownik Ministerstwa Sprawiedliwosci wyraza jedynie zyczenia obecnego rzadu. Miejmy jednak nadzieje, ze jesli ow „brutalny mord”, udokumentowany dotat wylacznie zeznaniami torturowanych „sprawcow” i relacjami „ofiar-swiadkow”, ktorzy jakos nie moga wykazac sie sladami obrazen, nie zostanie podparty obiektywnymi dowodami - dojdzie jednak do ekshumacji i drobiazgowego zbadania zawartosci grobow.
W piatek 19 lipca 1996 w Narodowym Domu Polskim w Nowym Jorku odbylo sie spotkanie ponad 80 czlonkow miejscowej Polonii, na ktorym specjalista patolog, byly lekarz medycyny sdowej w USA, dr med. Miroslaw Dragan zanalizowal zdjecia „ofiar” zrobione w kieleckim szpitalu w kilka dni po pogromie. Widniejace na fotografiach postacie mialy zabandazowane glowy opatrunkami w ksztalcie turbanu, do ktorych przylozono amerykanskie gumowe worki UNNRy z lodem, choc bylo to w lipcu, w czasach, gdy w Polsce nie bylo jeszcze lodowek. Zaden z pobitych nie mial widocznych obrazen twarzy lub rak. Co wiecej, jeden z rannych mial na rece zlota obraczke. Dr Dragan pokazal z kolei reprodukcje tego zdjecia z Polityki (8 czerwca 1996) i z Washington Post (8 lipca 1996), w ktorych to publikacjach redaktorzy owemu rannemu „amputowali” nozyczkami reke, poniewaz posiadanie przez niego owej obraczki zaprzeczyloby zeznaniom zydowskich ofiar, wedlug ktorych polska tluszcza miala obrabowac wszystkich rannych z wszelkich kosztownosci, a nawet z ubran. Dr Dragan wskazal na kolejna sprzecznosc. W szpitalach bowiem zdejmuje sie „turbany”, a nie je zaklada. Ponadto na turbany nie stosuje sie zadnych okladow, ani cieplych, ani zimnych, ze wzgledu na wysoka wartosc izolacyjna tego typu opatrunkow. Jedyny z rannych, ktory nie mial turbanu, posiadal na nodze opatrunek gipsowy. Byl on zabrudzony ciemna ciecza, ktora w zalozeniu charakteryzatora miala symbolizowac zapewne krew. Charakteryzator jednak przesadzil, gdyz owa „krew” z gipsu leje się doslownie strumieniem...
Jednak najbardziej szokujacym zdjeciem, ktore omawial tego wieczoru dr Dragan, byl wizerunek Reginy Fisz i lezacego przy niej dziecka w kieleckiej kostnicy. Kobieta miala rzekomo otrzymac serie z pepeszy w czolo z odleglosci 6 metrow, co zeznali „sprawcy” podczas rozprawy w sadzie. Dziecko mialo byc zastrzelone z odleglosci 1 metra. Oboje byli zakopani w grobie na polu, bez trumny, skad wyciagnieto ich dopiero po trzech dniach i sfotografowano na tle posadzki w kieleckiej kostnicy. Jednak fotografia wskazuje wyraznie, ze pani Fisz nie ma zadnych, najmniejszych obrazen glowy, lezy z zamknietymi oczami podpierajac sie na boku, na prawym lokciu i wyglada jakby dopiero przed chwila wyszla od fryzjera. Male dziecko obok niej jest martwe, lecz zamiast trzech tygodni ma ono ok. pol roku i na ciele nie widac najmniejszych sladow obrazen, ani trzydniowego uscisku poltorametrowej warstwy ziemi.
Zdjecia wykonane przez mloda zydowska komunistke Julie Pirotte, wowczas pracujaca w UB, a do dzis mieszkajaca w Warszawie, zostaly od razu utajnione przez wladze warszawskie. Co dziwne - po wielu latach, utajniono je powtornie - juz po przekazaniu do Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie w 1991 roku, co jest ewenementem, poniewaz muzeum dziala na prawach archiwum panstwowego. Zdjecia udostepnilo wiec dr. Draganowi nowojorskie archiwum zydowskie YIVO, ale niedlugo po tym fakcie i ono postanowilo utajnic te czesc swoich zbiorow. To równiez ewenement, choc wladze YIVO mialy do tego prawo, gdyz jest to archiwum prywatne.
Na spotkaniu w Narodowym Domu Polskim 32 uczestnikow podpisalo petycje do Ministra Sprawiedliwosci, prof. Leszka Kubickiego domagajaca sie m.in: materialnych dowodow poranienia kieleckich ofiar, ekshumacji pochowanych na kieleckim cmentarzu ofiar z ulicy Planty, a takze odszukania miejsca pochowku i ekshumacji rzekomo zamordowanych 30 Zydow na stacji kolejowej. Na spotkaniu omowiono takze sprawe posmiertnej rehabilitacji kaprala Mazura i Nowakowskiego skazanych i rozstrzelanych 12 lipca 1946 roku w Kielcach za zamordowanie Reginy Fisz i jej trzytygodniowego dziecka. Glownym dowodem otwierajacym rehabilitacje bedzie zdjecie Reginy Fisz lezacej przy polrocznym dziecku... Procz tego jest cala masa innych poszlakowych dowodow, ze w Kielcach pochowano puste trumny, a ranni nazajutrz po pogromie wyjechali z Kielc w nieznanym kierunku. W Polsce sa juz adwokaci, ktorzy zajeli sie sprawa, natomiast w USA proces rehabilitacyjny koordynuje Polish History Society.
Polish History Society, POB 8024, Stamford, CT 08905, USA
  • Powrot do poczatku strony
  • Archiwum Tematow Tygodnia"
  • Powrot do strony WIADOMOSCI
  • PoloniaNet, strona glowna
  • netpol@interaccess.com