Gazeta Polska, 34/162, Warszawa 23 sierpnia 1996

Leszek Zebrowski
Sprawa Yaffy Eliach


Nie ma obecnie dialogu polsko-zydowskiego i nic doprawdy nie wskazuje, ze sa jakiekolwiek szanse na jego podjecie. Dialog jest rozmowa, a do niej potrzebne sa dwie strony. Mamy od dawna do czynienia z monologiem strony zydowskiej, w dodatku odbywa sie on w takiej formie, ze wszelkie wypowiedzi obiektywne z tamtej strony, nieliczne, ale rzetelne, sa wyciszane i przemijaja bez echa.
Naglasniane sa natomiast hucpiarskie wypowiedzi tych Zydow, ktorzy przypisuja nam wszystko, co najgorsze, przy czym ogolne zarzuty o antysemityzm naleza do najlagodniejszych... I tak, czytelnicy gazet i ksiazek anglojezycznych, ale takze widzowie filmow dowiaduja sie, ze w Polsce istnialy polskie obozy koncentracyjne, ze Armia Krajowa i w ogole Polskie Panstwo Podziemne czyhaly na kazdego napotkanego Zyda, ze w okupowanej przez Niemcow Polsce getto i oboz pracy lub oboz koncentracyjny byly jedynymi miejcami , ktore dawaly Zydom nikla nadzieje i szanse na przetrwanie.
Takie filmy jak „Shoah” Lanzmanna, czy „Lista Schindlera” Spielberga zostaly przyjete przez krytykow w Polsce na ogol entuzjastycznie. Stanislaw Laguna, oficer wywiadu i kontrwywiadu AK podsumowal to nastepujaco: Schindler zatrudnial tylko tych Zydow krakowskich, ktorzy placili mu bizuteria i to dwukrotnie: - raz przy przyjeciu do pracy, drugi raz - kiedy dokonywana byla selekcja przy ewakuowaniu z Plaszowa. Nie wszyscy byli zabierani, gdyz nie wszyscy mieli bizuterie lub dolary(...)
Gdybysmy mieli rzad, ktory dbalby o godnosc Polakow - to Spielberg i Lanzmann zostaliby pociagnieci do odpowiedzialnosci. A poniewaz jest tak jak jest, to byle filmowiec moze lzyc narod polski, gdyz nasze prawo „jest niespojne” - jak to okreslaja profesorowie prawa. (podkr. L.Z.)
Niestety, jak dotat polskie rzady swa dzialalnosc w tym zakresie sprowadzaja jedynie do przeprosin Zydow za wszystko, czego doznali w Polsce, co moze sugerowac, ze bylo im tutaj jak najgorzej. Ale premier rzadu Izraela mogl nas oskarzyc o to, ze Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, nie obawiajac sie zdecydowanej reakcji ze strony polskiej. Tym rozni sie suwerennosc od suwerennosci ograniczonej.

Media i elity

Od dluzszego czasu naglasniana jest w mediach zachodnich prof. Yaffa Eliach, z domu Sonenson, ktora oskarza w bezprecedensowy sposob zolnierzy Armii Krajowej o dokonanie „pogromu” na jej matce i braciszku Chaimie, co mialo sie wydarzyc w Ejszyszkach w nocy z 19 na 20 pazdziernika 1944 roku.
Prof. Yaffa Eliach jest konsultantem naukowym Muzeum Holocaustu. Swe przezycia wojenne modyfikuje co jakis czas, nagle „przypominajac” sobie rozne wersje opisywanych przez siebie zdarzen. Pojawiaja sie one w roznych glosnych publikacjach, przy czym nie widac nawet prob pelnego wyjasnienia przytaczanych przez nia wersji. Sa one pelne luk, niescislowsci i wprost sprzecznosci. Na ich przykladzie mozna przedstawic technike kampanii antypolskiej: publiczny zarzut, jego naglosnienie w znanych i cenionych mediach, slabe odglosy obrony ze strony Polonii (slabe dlatego ze Polonia nie bardzo ma gdzie sie wypowiedziec, bowiem jej stanowisko na ogol nie jest zamieszczane jako odpowiedz na ataki) i zupelny brak reakcji oficjalnych czynnikow rzadowych i panstwowych RP. W ten sposob zarzut staje sie bardziej wiarygodny.
Jakby „przy okazji” Yaffa Eliach dodaje do tego cynicznie opis wydarzen w Ejszyszkach we wrzesniu 1941 roku, gdzie polscy wiesniacy pomogli kilku Niemcom i Litwinom zamordowac w Ejszyszkach ok. 4 tys. Zydow, ktorzy mieli tego dokonac jakoby przy pomocy kos, nozy, widel, siekier.
To, co jest najbardziej zastanawiajace, to fakt, ze nie podjete zostaly z jej strony, ani ze strony mediow ja promujacych, konkretne badania tak opisywanych wydarzen - wszystko to co ona podaje, jest traktowane jako prawdziwe i nie podlegajace dyskusji. Ci zas, ktorzy kwestionuja niezgodnosci, bledy i falsze, oskarzani sa natomiast o negowanie... calego Holocaustu!
Relacja Eliach naglosniona zostala w amerykanskim tygodniku „US News& World Report” z 3 kwietnia 1995 roku, wychodzacym w nakladzie 2,4 mln. egzemplarzy (trzeci pod wzgledem poczytnosci tygodnik w USA, ma ok. 4 mln stalych czytelnikow). Obecnie ten sam watek podjety zostal w najbardziej wplywowym dzienniku amerykanskim „New York Times” (z nakladem 1,2 mln egzemplarzy jest to trzeci co do wielkosci dziennik w USA). Od stu lat kieruje nim rodzina Sulzbergow, ktora ma az 85 proc. jego udzialow. Dziennik jest w praktyce obowiazkowa lektura politykow i biznesmanow, czyli amerykanskich i swiatowych elit.

Antysemici z AK?

Nie w tym lezy problem, ze Yaffa Eliach swoja wersje wojennej „historii” naglasnia jak moze. To przeciez ona zostala dotknieta tragedia rodzinna. Problem w tym jednak, ze ona wlasnie moze ja naglasniac, bez wzgledu na prawdziwosc podnoszonych przez nia zarzutow, w prestizowym dzienniku amerykanskim, kszta;tujacym postawy tamtejszych elit. Nawet gdyby wersja przez nia lansowana byla calkowicie prawdziwa, to znaczy, gdyby lokalny oddzial Armii Krajowej dokonal planowego morderstwa na jej matce i braciszku, nie mialaby prawa do tak krzywdzacych uogolnien, jak ponizsze: wedlug relacji tych, ktorzy przezyli, dowodca dal rozkaz wymordowania wszystkich Zydow - najpierw tych w domu Sonensonow „poniewaz oni sa uzbrojeni”, potem tych w domu Kabacznikow. Zakonczyl rozkaz haslem popularnym w polskiej Armii Krajowej: „Polska bez Zydow!”. Takie bowiem stanowisko jest niezwykle krzywdzacym uogolnieniem, ktore nie ma nic wspolnego z prawda. Ale tego czytelnicy angielskojezycznego „Timesa” nie wiedza, bo i skad? I o to zapewne chodzi.
Tak dostosowana ideologia - o glebokim antysemityzmie AK - swiadczy, ze Yaffa Eliach, przedstawiajac swa wersje wydarzen, ma na uwadze inne cele, niz tylko pamiec o swoich bliskich. Zreszta z jej pamiecia nie jest najlepiej, stad rozne wersje w roznych publikacjach (jedna z nich glosi nawet, ze jej brat zginal uduszony w kryjowce przez innych Zydow, ktorzy obawiali sie, ze jego placz moze sprowadzic Niemcow!). Warto tez zwrocic uwage na takie szczegoly jej artykulu, jak: Jeden z mezczyzn musial zauwazyc na podlodze ryse wyzlobiona przez ciezki drewniany kufer, jaki ojciec przeciagnal, aby zaslonic drzwi. (...) W gradzie kul, ktore lataly po alkowie jak robaczki swietojanskie, zolnierze wycofali sie. W ciemnosciach i zamieszaniu nie dostrzegli nas na malym stryszku. Coz to za ciemnosc, w ktorej mozna bylo dostrzec ryse na podlodze, ale nie dostrzezono Yaffy, ktora ukryla sie razem z ojcem i starszym bratem (ale wedlug innych wersji schronila sie w szafie!)?
Prof. Eliach wystapila takze w oslawionym filmie Mariana Marzynskiego „Shtetl”. Stwierdzila w nim, ze ma na sporzadzonej przez siebie liscie nazwiska 100 Polakow mordujacych Zydow w Ejszyszkach i okolicy. Listy oczywiscie jednak nie pokazala. Komentujacy film po publicznej projekcji historyk Zbigniew Romaniuk powiedzial, ze na tej „liscie” byly tylko cztery nazwiska. Chodzilo zapewne o tych, ktorzy mieli jakoby we wrzesniu 1941 roku mordowac Zydow. Skad jednak mialaby miec takie dane? Na szczescie dla nas zachowala sie dokumentacja tamtej zbrodni. Nie ma w niej mowy o udziale Polakow.

Echa krajowe

Zaledwie dwa dni po ukazaniu sie jej artykulu w „Timesie” zostal on przedrukowany w „Gazecie Wyborczej”, najbardziej opiniotworczym dzienniku w Polsce. Ale redakcja tej gazety bierze tym razem nas w swoista obrone - Michal Cichy (szef dzialu kulturalnego) przeprowadzil krotki wywiad z Jaroslawem Wolkonowskim z Wilna, historykiem zajmujacym sie Armia Krajowa na kresach polnocnowschodnich. Natomiast Adam Michnik (redaktor naczelny) poswiecil tej sprawie dluzszy komentarz, wyrazajac oburzenie i pozornie broniac AK: Ten tekst jest kolejna publikacja budujaca obraz Polski, jako kraju antysemitow i zbrodniarzy. Jest zniewaga dla tych wszystkich, ktorzy walczyli o Polske wolna, demokratyczna, sprawiedliwa. (Co prawda takie jego slowa powinny sie ukazac w „New York Timesie”, bo tam brzmialyby bardziej wiarygodnie). Ale konczy swoj komentarz inaczej niz zaczyna: Przyjmujmy wszakze, ze w Ejszyszkach mial miejsce mord motywowany antysemityzmem. Byloby to zgodne z tym, co wiemy juz dzisiaj o losie wielu Zydow w Polsce w latach 1944-46, po wkroczeniu wojsk sowieckich (...) Dzis, po polwieczu, powraca do nas dramatyczna prawda o tamtych czasach. I musimy jej spojrzec w twarz. Winni to jestesmy zamordowanej matce i bratu Yaffy Eliach. Winni to jestesmy jej i jej cierpieniu. Winni to jestesmy sami sobie. (podkr. L.Z.) A zatem - niby zniewaga, ale jednak prawda? I to mimo wyjasnien historyka, ktory mowi o przypadkowosci ofiar strzelaniny miedzy NKWD-zistami a Akowcami i przytacza konkretne argumenty - ze kilkudziesieciu innych Zydow z domu Sonensonow i sasiedniego domu pozostalo przy zyciu. Gdyby to miala byc akcja wymierzona specjalnie przeeciw Zydom, dlaczego wszyscy inni ocaleli? I czy zastosowanie w tym przypadku slowa pogrom do tych wydarzen ma jakikolwiek sens, poza kolejnym oszkalowaniem Armii Krajowej?
Yaffa Eliach oskarza takze polski wymiar sprawiedliwosci o to, ze przyswieca mu cel inny niz sprawiedliwosc. Z oswiadczenia prokuratora dr Stanislawa Kaniewskiego z Glownej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wynika jednak, ze podjete zostaly w tej sprawie czynnosci procesowe. Przede wszystkim zwrocono sie do Urzedu do Sledztw Specjalnych Departamenty Sprawiedliwosci Stanow Zjednoczonych o przesluchanie na te okolicznosc prof. Yaffy Eliach. Z wyjasnien Laury A. Clerici, konsula generalnego USA w Polsce wynika, ze przesluchania dokonal w lutym 1996 osobiscie Eli Rosenbaum, dyrektor tego urzedu. Yaffa Eliach odmowila jednak zarowno podpisania protokolu z tego przesluchania, jak i wszelkiej dalszej wspolpracy. Jak zatem zakonczy sie ta sprawa? Zobaczymy. Ale swad wokol niej rozszedl sie szeroko.
Adam Michnik ma swoja wersje historii tamtych czasow i jednoznacznie ocenil problem powojennych wyborow: za ludobojczym komunizmem czy przeciw niemu. Swego czasu napisal bowiem, ze przed owczesna inteligencja stanela alternatywa: albo oboz rewolucji jako koniecznosc dziejowa, albo oboz reakcji: antysemityzm typu oenerowskiego, palkarski, czesto ludobojczy, czesto czerpiacy ze wzorow hitlerowskiego rasizmu. A byl to antysemityzm starej endecji, czy znacznej czesci ruchu ludowego, polegajacy na walce o polskie mieszczanstwo, likwidacje zydowskiego handlu, o polski stan trzeci, o polonizacje wolnych zawodow. W takim podziale Polskie Panstwo Podziemne, walczace z Niemcami, a od 1944 roku z okupacja komunistyczna, to oboz reakcji, a okupacyjne struktury NKWD i UB to oboz rewolucji, do tego uznany jako koniecznosc dziejowa. Czyli trzeba bylo isc ze Stalinem, Beria, Sierowem, Radkiewiczem, Moczarem, Korczynskim, Rozanskim itp., a przeciw Okulickiemu, Fieldorfowi, Jankowskiemu, Jasiukowiczowi.
Dzis po uplywie polwiecza, powraca do nas dramatyczne pytanie o tamte czasy i sens tamtych wyborow: zbiorowych i indywidualnych. Tym bardziej, ze nie wszystko wiemy o przeszlosci - byla ona starannie ukrywana, gmatwana, falszowana. Nie przez oboz reakcji, albowiem ten nie mial nawet takich mozliwosci. Odpowiedzialnosc za zenujacy stan wiedzy kilku pokolen Polakow ponosi gloryfikujacy przez Michnika oboz rewolucji.

Zydzi w NKWD

Warto w tym miejscu przytoczyc relacje Wandy Lisowskiej „Grazyny”, laczniczki AK z tamtych stron, o stosunkach panujacych tuz po wejsciu Sowietow i roli sowieckiej bezpieki: Urzadzali wielkie lapanki (...) Wiezienia w okolicznych miasteczkach Radun i Ejszyszki byly przepelnione. (...) Przesluchania NKGB byly okrutne, odbywaly sie przewaznie w nocy. Szpiclow w terenie moc, przewaznie rekrutujacych sie z Zydow, ktorzy pozajmowali stanowiska w milicji, NKWD czy NKGB i pracowali jako konfidenci. Oddzialy nie chcac dopuscic, aby ludnosc cywilna cierpiala na skutek donosow, likwidowaly konfidentow sowieckich. Takie oblicze stosunkow polsko-zydowskich tamtych czasow jest najmniej znane. Ale jest prawdziwe. W jednym z wywiadow Yaffa Eliach stwierdzila, ze jej ojciec Mosze Sonenson po smierci swej zony i synka wstapil do NKWD, aby scigac sprawcow jej smierci. I znowu rzecz warta sprawdzenia - kiedy on tak naprawde wstapil do NKWD - czy aby nie wczesniej? To uzasadnialoby fakt zamieszkiwania w domu Sonensonow funkcjonariuszy Smiersza, ktorzy byli celem akcji lokalnego oddzialu Armii Krajowej. Strzelanina z nimi pociagnela za soba przypadkowe ofiary - smierc Cipory i Chaima Sonensonow. A tak przy okazji: czy ktos kiedykolwiek slyszal o mozliwosci „wstapienia” sobie do NKWD? Wszak byla to organizacja, ktora sama wyszukiwala ludzi, przydatnych w tej sluzbie. Zreszta nawet w formacjach ochotniczych (czy chocby pospolitym ruszeniu) trzeba bylo spelniac pewne warunki, aby zostac przyjetym (np. stan zdrowia, umiejetnosc poslugiwania sie bronia, znajomosc jezyka itp.) Do NKWD jednak nikt nigdy sam sobie nie „wstapil”, chocby i po drodze mu bylo.
Cichy i Michnik zaslyneli juz publikacjami na temat „antysemickiej” Armii Krajowej - ten pierwszy wszak napisal niedawno (z okazji 50 rocznicy wybuchu Powstania warszawskiego!), ze powstancy wytlukli mnostwo niedobitkow z getta. Michnik zas, w ogole tego nie kwestionujac, obwiescil nam, ze Polacy maja pelne prawo do prawdy o wlasnej przeszloscii on zatem to prawo nam wypelnia trescia na lamach wlasnej gazety.
Stare porzekadlo zydowskie glosi: zbyt duzo zastanowienia szkodzi czasem, ale zbyt malo - zawsze. Mysle, ze wtedy Michnik nie zastanowil sie do konca nad sensem tych publikacji, swojej i Cichego. I powaznie zaszkodzily one „Gazecie Wyborczej”. Stad obecne jego wystapienie w roli obroncy AK. Prawie, bo uznaje jednak wersje Yaffy Eliach za zgodna z obecnym stanem wiedzy. I znow wypada odwolac sie do starego porzekadla zydowskiego: cichej wody, cichego psa i cichego wroga nalezy sie wystrzegac. Byloby znacznie lepiej gdyby podjete zostaly prawdziwe badania tych wydarzeen, ktore budza takie emocje. takze na lamach organu kierowanego przez Michnika. Mozna by do tego uzyc na przyklad tak dociekliwego historyka, jakim jest Michal Cichy, ktory juz pokazal, ze umie precyzyjnie wyszukiwac dokumenty (zna sie przeciez na ich sygnaturach!) i potrafi dokonywac ich egzegezy. Tym bardziej, ze Eliach wzywa do tropienia innych polskich mordercow, ktorzy zabili po wyzwoleniu ponad dwa tysiace polskich Zydow. (podkr. L.Z.) I tym samym przesadza sprawe: jesli gdziekolwiek zginal Zyd, to oznacza, ze zrobili to polscy mordercy, czyli wydaje w ten sposob wyrok. Przed mozliwie wszeechstronnym wyjasnieniem wszelkich okolicznosci.
Problem ten nie dotyczy tylko zarzutow Yaffy Eliach. Takze wszelkich innych. I moze sie okazac, ze prawda jest malo przyjemna dla tych, ktorzy tak goloslownie oskarzaja nas o zbrodnie (nie)popelnione.
Michal Cichy i Adam Michnik (obaj magistrowie, czyli „nauczyciele” historii!) mogliby na przyklad zajac sie stosunkami polsko-zydowskimi na Kresach Wschodnich, i to nie w latach 1939-1941 (ten okres jest juz jako tako znany), ale tym co dzialo sie tam w latach pozniejszych. Dlaczego na przyklad w „Encyklopedia Judaica” (tom 13, str. 144) w hasle „Partizans” (Partyzanci) mozemy przeczytac, ze ekstremalna prawicowa czesc partii polskiego podziemia postrzegala Zydow jako „bandytow”, walesajacych sie dookola lasow. Oni zabierali Zydom na uboczu bron i nawet mordowali wielu z nich. Bez wyjasnienia waznych szczegolow dzialalnosci „otriadow” zydowskich i sowiecko-zydowskich, a takze samodzielnych grup „partyzantki” zydowskiej na kresach, sens takiego sformulowania mozna sprowadzic wylacznie do antysemityzmu kresowej AK. Tym bardziej, ze raporty Delegatury Rzadu z tamtych stron sa pradziwe: Zydzi dogorywaja w ostatnich strzepach ghetta, wybijani sa równiez w lasach Wienszczyzny - w duzym stopniu skutkiem bledow wlasnych, mordow dokonywanych na ludnosci chrzescijanskiej - zarowno przez Niemcow i Litwinow, jak i przez oddzialy polskie, ktore musza bronic ludnosci przed bandyckim terrorem band zydowskich (podkr. L.Z.) Ale nie sposob zrozumiec tego, co tam sie dzialo bez znajomosci realiow. najbardziej miejscowej ludnosci daly sie we znaki tzw. zydowskie „obozy rodzinne”, o czym tez donosily owczesne raporty: Najbardziej daja sie we znaki, zwlaszcza w odniesieniu do ludnosci polskiej tzw. oddzialy rodzinne (siemiejnyje), skladajace sie wylacznie z Zydow, Zydowek w sile dwoch batalionow. Ich dzialalnosc polegala przede wszystkim na zdobywaniu zywnosci i dobr materialnych, co nazywano eufemistycznie „akcjami zaopatrzeniowymi”. Doszlo nawet do tego, ze przy probach porozumiewania sie partyzantki polskiej z sowiecka na temat wspoldzialania przeciwko Niemcom, srona polska postawila twarde warunki, a wsrod nich takze taki: (...) nie wysylanie Zydow na rekwizycje (ludnosc sie skarzy), samorzutnie chwyta za bron w swojej obronie, bo ci sie znacaja, gwalca kobiety i male dzieci (...) obrazaja ludnosc, strasza pozniejsza zemsta sowietow, nie maja miary w swej nieuzasadnionej zlosci i rabunku.

Kochliwy komendant Zorin

Oskarzenia o gwalty nie byly bezpodstawne. Warto przypomniec opowiesc Anatola Wertheima o przywodcy jednego z zydowskich „obozow rodzinnych” Szymonie Zorinie: Nasz komendant byl bardzo kochliwy, za moich czasow mial juz druga, czy trzecia zone w oddziale, ale uwazal, ze to wcale nie dosyc. Codziennie rano zasiadal do stolu w towarzystwie aktualnej zony Geni. (...) Po sniadaniu, jezeli byl w dobrym nastroju i nie mial akurat nic lepszego do roboty, wzywal mnie do siebie i proponowal: „Nu dawaj, naczalnik sztaba, pajediom zenitsia!”.
Na ozenek jechalismy zazwyczaj do jakiejs odleglej wsi, gdzie Zorin mial z gory upatrzona dziewuche. Zajezdzalismy z fasonem - pod eskorta przynajmniej trzydziestu konnych. Nasz watazka zwracal sie wprost do ojca wybranki, oznajmiajac mu, ze wlasnie ma zamiar ozenic sie z jego corka. Partyzantom w ogole trudno bylo odmowic, a co dopiero takiemu komendantowi, jak Zorin. (...) Slub ciagnal sie przez dwa albo trzy dni, az sam Zorin zdecydowal, ze pora wracac do oddzialu i Geni - przynajmniej do czasu nastepnego ozenku. (podkr. L.Z.)
Mozna sobie wyobrazic „radosc” rodzicow takiej wybranki Zorina, bezsilnosc wobec eskorty az trzydziestu konnych ktorzy mogliby w tym czasie wykonac na przyklad jakas akcje przeciwko Niemcom, a nie dbac o lubiezne sklonnosci swego komendanta. Czy w tym przypadku slowo „banda” nie jest bardziej wlasciwe niz „oddzial partyzancki”? Tym bardziej, ze doprawdy trudno doszukac sie konkretnej dzialalnosci antyniemieckiej Zorina. Ponadto w materialach zbieranych przez centralna Zydowska Komisje Historyczna w Polsce w pierwszych latach powojennych mozna bylo znalezc informacje, ze w niektorych przypadkach grupy zydowskie same nazywaly sie „bandami” i nie uwazaly tej nazwy za obrazliwa: (...)(tzw. „Banda”). Byla to grupa mlodych uzbrojonych chlopcow. Odwazni i zdecydowani na wszystko byli postrachem okolicy. Grabili nawet swych zamoznych wspolbraci. (podkr. L.Z.)
Ale jesli Cichemu i Michnikowi ten temat nie odpowiada, to moze zbadaliby dzialalnosc zydowskiego oddzialu Gwardii Ludowej pod dowodztwem niejakiego Izraela Ajzenmana „Julka”, ktory wslawil sie pogromem dokonanym na polskiej ludnosci miasteczka Drzewica w dniu 22 stycznia 1943 roku. (i nie tylko tym), lub opisaliby pacyfikacje kresowego miasteczka naliboki, dokonana 8 maja 1943 roku przez sowiecko-zydowska partyzantke, w wyniku ktorej wedlug opisu w niespelna dwie godziny zginelo 128 niewinnych ludzi. Wiekszosc z nich, jak stwierdzili pozniej naoczni swiadkowie, z rak siepaczy bielskiego i „Pobiedy”. Mordercy obojga plci wpadali do mieszkan i seriami z automatow unicestwiali we snie cale rodziny, a obrabowane w pospiechu (nawet z zegarkow) domostwa palili i pijani od krwi, z okrzykiem „hurra!” szli dalej mordowac. Wielu zbudzonych nagla strzelanina i jekiem sasiadow wylatywalo na podworko. Tych rozstrzeliwano z dziecmi pod scianami chat. (podkr. L.Z.)
Michnik napisal o prawdzie, ze musimy jej spojrzec w twarz. Bedzie to uczciwe jesli spojrzymy w twarz kazdej prawdzie. Az wyzwoli nas ona z jakze krzywdzacych strone polska stereotypow.


  • Powrot do indeksu "Gazeta Polska"
  • Powrot do indeksu "Wiadomosci"
  • PoloniaNet, strona glowna
  • netpol@interaccess.com